Przygotuj się na:

MECZ NA STADIONIE NARODOWYM

We wtorek na Stadionie Narodowym reprezentacja Polski zagra ze Słowenią. To oznacza utrudnienia dla mieszkańców, szczególnie na Saskiej Kępie. Kibice pojadą komunikacją miejską za darmo.

Warszawskie zabytki potrzebują konserwatora z charakterem

Warszawa

Do tego, że służby konserwatorskie kapitulują przed agresywnymi deweloperami dawno się już przyzwyczailiśmy. Nową "jakością" jest jednak konserwator zabytków, który nie zajmuje w tych sprawach stanowiska. Piotr Brabander nie podejmuje też dyskusji o tym, co można budować przy Trakcie Królewskim. A przed nami kolejna odsłona sporu o pomnik smoleński.

"Warszawska szkoła konserwacji" to ironiczne określenie burzenia historycznych budynków, które zyskuje popularność. Nic dziwnego - nie ma tygodnia, który nie przyniósłby kontrowersji: wyprucie Pałacyku Konopackiego, Smyka i Budynku Audytoryjnego na terenie kampusu UW, szklana czapa na dachu hotelu Europejskiego, zasłonięcie oryginalnej elewacji SWPS na Grochowie - to najgłośniejsze. Pożar "pekinu" na rogu Złotej i Żelaznej - to najnowsza, ale wcześniej płonęła też przecież garbarnia przy Okopowej, była seria pożarów przy Łuckiej. To Wola, a seriami płonęły też wille na Mokotowie i kamienice na Pradze.

To nie są sprawy jednego gatunku: niektóre wyburzenia są nieuniknione, za innymi kryją się poważne argumenty historyczne, o czym opinia publiczna dowiaduje się jednak zwykle wtedy, gdy już wybuchnie skandal. Podpalenia mogą być przypadkowe, spowodowane przez szukających schronienia bezdomnych lub celowe, lecz związane z innym narastającym problemem - roszczeniami. Są jednak takie sprawy, w których służby konserwatorskie po prostu nie patrzą inwestorom - komercyjnym i publicznym - na ręce. Owszem, prawo nie daje im zbyt wielu narzędzi, ale sporo zależy też od woli. A tej najwyraźniej brakuje.

Konserwator nie komentuje

Widać to nie tylko tam, gdzie zabytki niszczeją, ale też tam gdzie deweloperzy "idą na współpracę". Nowe biurowce przy Senatorskiej czy Bielańskiej budzą kontrowersje, choć powstały niemal pod dyktando konserwatora, po wielu miesiącach negocjowania wytycznych. A jednak nawet na terenie Pomnika Historii, jakim jest Trakt Królewski z otoczeniem, powstają "ghelamiaki" - zwyczajne, projektowane seriami biurowce, które in minus wyróżniałyby się nawet na Służewcu. W ochronie zabytków nie zawsze chodzi bowiem o to, by inwencję powstrzymać - czasem trzeba tylko wyznaczyć ramy, w których można pozwolić na więcej, niż współczesna makieta historycznej zabudowy.

Tego wszystkiego Piotr Brabander zagwarantować nie potrafi. Tam, gdzie warto poluzować, jego urząd kurczowo trzyma się doktryny i procedur, a tam gdzie trzeba zdecydowanie walczyć - poddaje front. W obu przypadkach w ogóle nie słychać jego głosu. Stołeczny Konserwator Zabytków takich spraw nie komentuje, nie zapowiada działań i nie zajmuje stanowiska.

Jest to nieoficjalna, ale konsekwentnie realizowana polityka. Przez pół roku próbowałem umówić się z Piotrem Brabanderem na rozmowę na temat Krakowskiego Przedmieścia - rzekomo skończonej całości, przy której nie można już postawić nic nowego. Takie stanowisko - w kontekście pomnika smoleńskiego - zajęła jego poprzedniczka, Ewa Nekanda-Trepka i na takie cały czas powołują się władze miasta. Nie przeszkadza to jednak urzędnikom godzić się na "szklarnię" na hotelu Europejskim ani dyskutować o projekcie nowego budynku w miejscu pałacu Karasia (planowanego zresztą przez tego samego inwestora, który postawił kontrowersyjny budynek przy Senatorskiej).

Konserwator nie odpisał na zaproszenie do rozmowy, a biuro prasowe ratusza zaproponowało, że na pytania ktoś odpowie mailem. Dziękuję bardzo; los warszawskich zabytków to rzecz zbyt poważna, by zajmował się nią urzędnik, który nie tylko nie broni własnego zdania, ale wydaje się go w ogóle nie mieć! Jego poprzedniczka też nie była ulubienicą obrońców zabytków, ale nie stroniła przynajmniej od dyskusji, a swoich decyzji chciała i umiała bronić. Jej następca nie mówi nic, a dziennikarzom "wystawia" swojego zastępcę.

Zasłanianie się podwładnym nie jest przypadkowe - tak jak Piotr Brabander kryje się za plecami Michała Krasuckiego, tak Hanna Gronkiewicz-Waltz zasłania się Piotrem Brabanderem w najgorętszym sporze o stołeczne zabytki - awanturze o pomnik smoleński. Nie wiadomo nawet, czy konserwator zgadza się z opinią, którą firmuje swoim nazwiskiem. Chciałem o to zapytać, podobnie jak o to, czy nie czuje się niezręcznie w roli tarczy prezydent miasta.

Czas podnieść poprzeczkę

Ostatnie pożary, budzące kontrowersje rozbiórki i coraz większa swoboda inwestorów pokazują, że konserwatorem stołecznych zabytków musi być ktoś z charakterem. Ktoś, kto swoje - czasem trudne - decyzje będzie umiał wyjaśnić warszawiakom, a tam gdzie to potrzebne - będzie miał odwagę bronić zbytków. I będzie miał do tego wystarczająco mocną pozycję, o co musi zadbać sama Hanna Gronkiewicz-Waltz. Najlepiej organizując otwarty konkurs na to stanowisko.

Prezydent Warszawy pokazała w ostatnich latach, że - jeśli w jakiejś dziedzinie traci - nie boi się zmian personalnych i sięgania po osoby z charakterem. Przykładem szef Zarządu Dróg Miejskich Łukasz Puchalski, który przełamał "niedasizm" i powoli pcha stołeczne ulice w stronę Europy czy szef wydziału estetyki Wojciech Wagner, który z nielegalnym reklamami walczy na tyle, na ile pozwala prawo, a tam gdzie ono nie sięga, wykorzystuje media społecznościowe, punktując firmy korzystające z nielegalnych nośników. Nagłaśnianie działa nawet na urzędników. To m.in. dzięki internetowej aktywności Wagnera ZDM wycofał się ze współpracy z hotelem MDM, który od lat oszpeca plac Konstytucji szmatami (nawiasem mówiąc, odwołanie właściciela hotelu było jednym z powodów wykreślenia całego MDM-u z rejestru zabytków!).

Czas na podobną zmianę w ochronie zabytków. Inwestorzy garną się do Warszawy, która pnie się w rankingach przyjazności dla biznesu; czas podnieść im poprzeczkę i zmusić do dbania o historię miasta, w którym chcą zarabiać.

Bez względu na to, czy w sprawie pomnika smoleńskiego Hanna Gronkiewicz-Waltz zamierza iść na otwarty konflikt z prezydentem Dudą, czy też będzie szukała kompromisu, tu też przyda się jej urzędnik z charakterem. A że kompromis będzie potrzebny, nie mam wątpliwości - w przeciwnym razie czeka nas kolejna odsłona żenujących przepychanek pod krzyżem. Wbrew temu, co ratusz powtarza za konserwatorem zabytków, historia Polski nie skończyła wraz z ostatnim remontem Krakowskiego Przedmieścia - najważniejsza ulica w stolicy kraju nigdy nie jest "tworem skończonym", naród ma prawo do rzeczowej dyskusji o nowym pomniku, a urzędnik bez własnego zdania sam się z niej wyklucza.

Karol Kobos

PIOTR BRABANDER O POMNIKU SMOLEŃSKIM (WYPOWIEDŹ Z KWIETNIA 2015):

"Krakowskie Przedmieście to twór skończony"
TVN24