Warszawa powiększy się o 18 gmin? PiS szykuje zmiany w okręgach

Warszawa

ShutterstockJest plan powiększenia Warszawy o okoliczne gminy

W Prawie i Sprawiedliwości trwają przygotowania do… powiększenia Warszawy o okoliczne gminy - informuje dziennik.pl. W granicach stolicy miałyby się znaleźć m.in. Zielonka, Marki czy Łomianki. Przez taki zabieg PiS chce zwiększyć swoje szanse na wygraną w wyborach na prezydenta stolicy.

Według doniesień dziennikarzy, politycy partii rządzącej są na etapie typowania rejonów, które miałby być dołączone do Warszawy. Efekt mamy poznać niebawem - tak, by zmiany mogły wejść w życie jeszcze przed wyborami samorządowymi w 2018 roku.

Wspólny powiat

Obecnie Warszawa jest gminą na prawach powiatu. Zgodnie z planami PiS, teren stolicy poszerzony o 18 okolicznych gmin miałby stanowić jeden powiat, składający się z kilkunastu gmin. Wśród nich gmina warszawska (czyli cała obecna Warszawa) oraz nowe, które miałyby swoich oddzielnych burmistrzów.

Całością zarządzałby jeden prezydent – wybierany przez mieszkańców całej aglomeracji.

Jak donosi dziennik.pl, według najbardziej prawdopodobnych planów w granicach Warszawy znalazłyby się: Nieporęt, Jabłonna, Łomianki, Izabelin, Stare Babice, Ożarów Mazowiecki, Piastów, Michałowice, Raszyn, Lesznowola, Piaseczno, Konstancin Jeziorna, Józefów, Wiązowna, Sulejówek, Zielonka, Ząbki i Marki.

Niewykluczone jednak, że zmiana dotknęłaby dalsze i większe miejscowości, jak chociażby Wołomin, Otwock czy Legionowo.

Warszawa i okoliczne gminy
tvn24.pl

Nie jest tajemnicą, że wśród mieszkańców tych gmin spora część to sympatycy partii rządzącej. Potwierdzają to wyniki wyborów, w których na ogół wygrywa właśnie PiS. Taki zabieg mógłby więc zwiększyć ich szanse na upragnione przejęcie Warszawy.

Czy PiS zyska?

Jak analizuje dziennik.pl, po dodaniu 18 gmin ludność stolicy zwiększyłaby się o 320 tys. mieszkańców, w tym blisko 263,3 tys. osób uprawnionych do głosowania. Wśród nich potencjalni wyborcy PiS - przy założeniu 50-procentowej frekwencji - to około 40-50 tys. osób. Ale wzrosłaby nie tylko liczba wyborców PiS - również PO mogłaby zyskać kilkanaście tysięcy zwolenników.

Dziennikarze porównali wyniki wyborów z 2015 roku i nałożyli je na "nowy" układ, obejmujący mieszkańców "wianuszka".

"Przyjmując, że na kandydata PiS zagłosowaliby także wyborcy Kukiz’15 i Korwina, a na kandydata popieranego przez antypisowską opozycję głosujący wcześniej na Nowoczesną, PO, lewicę i PSL, i nawet gdyby w takich wyborach głosowali wyborcy i z Warszawy, i z wianuszka gmin ją okalających, przewagę 52 proc. do 46 proc. głosów zyskałby kandydat… koalicji antypisowskiej" – przekonują.

To oznacza, że plan Prawa i Sprawiedliwości wcale nie musi przynieść efektu.

PiS zyskałby w parlamencie

Nad zmianami okręgów nie pracuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. "To sygnał, że PiS kolejny raz zdecydował się pójść na skróty i wybrać ścieżkę poselską, która nie wymaga konsultacji jak przy projektach rządowych" – podkreślają dziennikarze.

Wszystko po to, aby zdążyć przed wyborami samorządowymi w 2018 roku.

Co ważne, nowy podział wprowadziłby zmiany nie tylko w wyborach samorządowych, ale też parlamentarnych. Koniecznie byłoby wytyczenie nowych okręgów wyborczych i na tej operacji PiS faktycznie mógłby zyskać.

W ostatnim głosowaniu w 2015 roku PiS zdobył w Warszawie 29 proc., Platforma Obywatelska: 27,5 proc. Natomiast w wianuszku na partię rządzącą zagłosowało ponad 38 proc., a na PO 25 proc.

Zysk partii rządzącej nie byłby jednak spektakularny. "W nowej rzeczywistości PiS mógłby liczyć na 32,6 proc. głosów, a PO na 26 proc." – informuje Dziennik. – Trudno przewidzieć wpływ takich zmian na wynik wyborów, to zależy od wielu czynników. Jeżeli przesuwa się głosy tam, gdzie i tak nie ma gwarancji zwycięstwa, efektem może być osłabienie pozycji tam, gdzie dziś się dominuje – ocenia w rozmowie z Dziennikiem politolog Jarosław Flis.

Plan na województwo warszawskie

To nie pierwszy raz, kiedy Prawo i Sprawiedliwość mówi o zmianach związanych z granicami stolicy. Kilka miesięcy temu odbyła się głośna debata na temat utworzenia oddzielnego województwa warszawskiego.

Przeciwny takiemu rozwiązaniu był m.in. marszałek Mazowsza Adam Struzik (PSL). Przekonywał, że wyłączenie aglomeracji warszawskiej lub samej Warszawy z Mazowsza oznaczałoby dla województwa bankructwo. Bez stolicy do regionu nie trafił już tak dużo pieniędzy z podatków od bogatych firm z Warszawy i okolicy.

Ostatecznie plan PiS spełzł na niczym. W listopadzie ubiegłego roku Mazowsze wprawdzie podzielono, ale jedynie pod kątem statystycznym. Dzięki temu region będzie miał większe szanse na otrzymanie pieniędzy z funduszy spójności w kolejnym rozdaniu unijnej kasy, po 2020 roku.

Zobacz archiwalny materiał o planach podziału Mazowsza na dwa województwa:

PiS zapowiada podział Mazowsza
Łukasz Wieczorek, TVN24

kw/r