Najnowsze

Pokazała w sieci, jak niszczy zabytkową rzeźbę. Prokuratura chce kary w zawieszeniu

Najnowsze

Autor:
dg
Źródło:
PAP
Rzeźby w Dolince Szwajcarskiej
Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.plRzeźby w Dolince Szwajcarskiej

10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz wpłaty 2 tysięcy złotych na rzecz ochrony zabytków zażądała prokuratura dla Julii S. Jest ona oskarżona o zniszczenie rzeźby w Dolince Szwajcarskiej.

O sprawie zniszczenia zabytkowej rzeźby zrobiło się głośno, gdy na portalach społecznościowych w maju ubiegłego roku pojawił się film, na którym młoda dziewczyna odłupuje młotkiem nos amorkowi stanowiącemu element znajdującej się w Dolince Szwajcarskiej fontanny. Wówczas stołeczny konserwator zabytków o sprawie zawiadomił prokuraturę.

W lutym tego roku przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Śródmieścia odczytano akt oskarżenia. Zgodnie z ustawą o ochronie zabytków "kto niszczy lub uszkadza zabytek, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8".

- Żałuję tego, co zrobiłam. Poniosłam konsekwencje i zostałam wyrzucona z agencji modelingowej. To było trudne dla mnie, bo mi na tym zależało - mówiła wtedy Julia S. przed sądem. Po zdarzeniu - jak informowano - spot reklamowy z udziałem dziewczyny wycofał jeden z banków. S. przyznała, że w chwili zdarzenia była pod wpływem alkoholu.

Wartość prac nie jest znana

We wtorek, podczas kolejnej rozprawy, sąd poinformował, że zapoznał się z pismem na temat szacowanej wartości szkody nadesłanym przez stołeczny Zarząd Zieleni, pod którego nadzorem jest park i rzeźba.

Jak wskazywał sąd, w piśmie udzielono informacji, że ostateczna wartość prac projektowych, niezbędna do wykonania prac konserwatorskich, będzie znana po wyłonieniu wykonawców. Jednocześnie sąd zaznaczył, że w sierpniu 2019 roku Zarząd Zieleni Warszawy poinformował, że został wyłoniony wykonawca w zakresie sporządzenia dokumentacji, która jest potrzebna do przeprowadzenia tych prac. - Na chwilę obecną, jak wynika z pisma, ostateczna wartość prac konserwatorskich nie jest znana – mówiła sędzia.

Podczas rozprawy prokurator zażądał dla oskarżonej kary 10 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata próby oraz dwóch tysięcy złotych na rzecz funduszu ochrony zabytków.

"Oskarżona boryka się z konsekwencjami"

Obrońca oskarżonej podkreślała z kolei, że S. przyznała się do winy, wykazując skruchę w związku z tym, co się wydarzyło. - Oskarżona wie, że było to zachowanie karygodne i będzie musiała ponieść za to konsekwencje – mówiła adwokat. - Do dzisiejszego dnia boryka się z konsekwencjami swojego zachowania – dodała.

Obrońca podkreślała jednocześnie, że zakończenie postępowania sądowego nie będzie oznaczało dla S. zakończenia tej sprawy, ponieważ o czynie, którego się dopuściła, będą pamiętali ludzie oraz środowisko, w którym żyje. Zaznaczała także, że S. do dziś otrzymuje pogróżki w związku ze sprawą, które były zgłaszane policji.

Wskazując na te okoliczności, adwokat zawnioskowała o złagodzenie okresu próby do roku, a także o możliwość rozłożenia na raty kwoty 2 tys. zł, z uwagi na fakt, iż aktualna sytuacja finansowa oskarżonej nie pozwala jej na pokrycie tej kwoty jednorazowo.

- Bardzo żałuję swojego zachowania – powtórzyła S. we wtorek przed sądem. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia odroczył ogłoszenie wyroku na 12 października.

Autor:dg

Źródło: PAP

Pozostałe wiadomości