Przygotuj się na:

WEEKENDOWE UTRUDNIENIA

Nachodzący weekend będzie pracowity dla drogowców i wodociągowców. Ci pierwsi dokończą naprawę nawierzchni buspasa w alei Stanów Zjednoczonych, drudzy będą działać na Płockiej. Zmiany w organizacji ruchu spowoduje też białołęcki Bieg Wolności i Warszawskie Spotkanie Wigilijne na Pradze Północ.

W tym forcie coś nie gra

Warszawa

Koncert podczas otwarcie Fortu sokolnickiego - fot

Do końca tygodnia powinniśmy dowiedzieć się, kto na 10 lat przejmie Fort Sokolnickiego. Niestety im bliżej rozstrzygnięcia przetargu, tym dłuższa lista zarzutów wobec miejsca, które ma być kulturalną wizytówką Żoliborza. Oto najważniejsze z nich.

Niepraktyczny dach

Rozpoczął Stanisław Trzciński, członek konsorcjum Fort Sokolnickiego, w którym wielu upatrywało faworyta przetargu. Trzciński przekonywał, że "ten piękny obiekt w ogóle nie jest przystosowany do prowadzenia komercyjnej działalności kulturalnej". Wytykał, że jedyna duża sala widowiskowa to dziedziniec fortu. Tam imprezy można organizować jednak tylko od maja do września, ponieważ ponadmetrowa szczelina między nowym dachem a murami fortu, może narażać widzów na zacinający deszcz, śnieg i zimno. Latem natomiast nie zapewniają odpowiedniej cyrkulacji powietrza i pod efektownym dachem panuje potworny zaduch. Narzekano też na akustykę dziedzińca.

Dlaczego, wiec inwestor nie zadaszył całkowicie dziedzińca? – Konserwator nie zgodził się na pełne zadaszenie. Przy takim rozwiązaniu cała przestrzeń musiałaby zawierać dodatkowe instalacje, spełniać inne wymogi wentylacyjne i przeciwpożarowe, zmieniłyby się parametry ocieplania – wylicza Paweł Barański, dyrektor Stołecznego Zarządu Rozbudowy Miasta.

– Zaakceptowaliśmy projekt przedstawiony przez dzielnicę Żoliborz. Urząd konserwatora nie jest od tego, aby oceniać czy jest to rozwiązanie spełniające wymagania funkcjonalne z punktu widzenia inwestora czy nie – tłumaczy Ewa Nekanda-Trepka, stołeczna konserwator zabytków. Jak dodaje, pojawiła się też propozycja, położenia dachu na koronie muru, z żelbetowym wieńcem. Jednak takie rozwiązanie wiązałoby się z rozbiórką wyższych partii muru. Tę koncepcję konserwator odrzuca, jako zbytnią ingerencję w zabytkową tkankę. - Ponadto byłoby to rozwiązanie nieodwracalne, w przeciwieństwie do tego które zostało zastosowane – podsumowuje Nekanda-Trepka.

Wilgoć w piwnicach

Duża część obiektu o powierzchni przekraczającej 2 tysiące metrów kwadratowych to piwnice. Kilka miesięcy po zakończeniu remontu mury w piwnicach wciąż są wilgotne. Ile czasu minie nim zostaną osuszone?

- Wilgoć będzie się utrzymywać latami. Może kiedyś zniknie, ale nie wiem kiedy – rozkłada ręce dyrektor Barański. Kiedy dopytujemy, czy w XXI wieku nie ma technicznej możliwości osuszenia starych murów, przyznaje, że jest. - Ale wymagałaby nadmiernej ingerencji w zabytkową substancję – dodaje i odbija piłeczkę w stronę urzędu konserwatorskiego.

Oddajmy zatem głos stołecznej konserwator zabytków: Nie ma fizycznej możliwości całkowitego wyprowadzenia wilgoci z tego budynku. Przypominam, że jest to XIX-wieczny obiekt obronny, a nie mieszkalny czy użytkowy, adaptowany na funkcje kulturalne. Mury mają grubość przekraczającą metr posadowione są na różnych głębokościach, od ponad stu lat w większości są przysypane ziemią. Nie znam metody skutecznego całkowitego osuszenia tego rodzaju obiektu. Jednoczesne zbyt mocne osuszanie, a co za tym idzie drastyczna zmiana wilgotności, mogłoby mu wręcz zaszkodzić i doprowadzić do lasowania cegły. Pierwotnie wokół budynku była fosa, sugerowałam jej odsłonięcie, ale takie rozwiązanie nie znalazło akceptacji właściciela. Trzeba pogodzić się pewną wilgocią tego budynku, pamiętając o jego dobrej wentylacji – wyjaśnia Ewa-Nekanda Trepka.

Przyjmując te argumenty trzeba postawić pytanie dlaczego dzielnica decyduje się wynajmować pomieszczenia, z których przyszły najemca nie będzie mógł zrobić użytku, bo nie nadają się one ani na magazyn, ani na kulturę?

Nieprzemyślane wnętrza

Wątpliwości budzą także główne pomieszczenia na parterze budynku. Tu najlepiej widać, że projekt remontu i modernizacji fortu zakładał, że będzie on raczej lokalnym domem kultury, niż centrum kulturalno-gastronomicznym. A takim być musi, jeśli najemca będzie miesięcznie wydawał 50-60 tysięcy złotych na utrzymanie fortu.

Trącące myszką kotary, które dzielą wnętrza obiektu nie separują dźwiękowo pomieszczeń, dlatego równoległe prowadzenie różnego typu zajęć jest wykluczone. Najlepszym rozwiązaniem, które sugerują ludzie zaangażowani w pierwszy konkurs, byłyby szklane, przesuwane drzwi. W zależności od potrzeb, można by dzielić lub łączyć pomieszczenia w przypadku większego koncertu czy przedstawiania teatralnego. Oczywiście takie przedsięwzięcia wymagałyby profesjonalnej sceny, a tej również zabrakło. Skromne, pozbawione zaplecza, podesty na poziomie -1 i na parterze spelnią swoją funkcję tylko w przypadku niewielkiego recitalu czy monodramu.

- Taki a nie inny podział na pomieszczenia jest wymuszony jego konstrukcją i pierwotną bardzo specyficzna funkcją. Gdyby inwestor zaproponował szklane drzwi między nimi, ustosunkowalibyśmy się do tego. Autorska propozycja była jednak inna – argumentuje Ewa Nekanda-Trepka.

Kłopot może mieć też przyszła restauracja. Stanisław Trzciński zwraca uwagę, że infrastruktura gastronomiczna jest niewystarczająca do prowadzenia pełnowymiarowego lokalu.

- Według programu funkcjonalno-użytkowego, który otrzymaliśmy nie miało tam być dużej restauracji, teatru czy muszli koncertowej. To miał być skromny odrestaurowany lokal na działalność kulturalną dla małych organizacji – broni się Paweł Barański.

Rację przyznaje mu stołeczna konserwator, według której plan przewidywał gastronomię w postaci kawiarni, a nie restauracji. Dlatego zastrzega: - Na pewno nie zgodzimy się na dodatkową wentylację wymuszoną technologią kuchni, ingerującą w zabytkową strukturę lub wymuszającą lokalizację nowych urządzeń na dachach lub elewacjach.

Skazani na restaurację

Konsorcjum "Nowy Fort", które bierze udział w przetargu, zwraca uwagę na inny problem z restauracją. Warunki umowy skazują zwycięskie konsorcjum na tego samego restauratora przez 10 lat. Może co prawda zrezygnować z jego usług i wymienić na innego, ale wówczas, czynsz automatycznie wzrośnie o 50 procent.

– Chciałybyśmy mieć stały wpływ na to jak wygląda menu czy wystrój restauracji. Dlatego wolałybyśmy nie wiązać się z nikim na 10 lat – mówi Magdalena Nowak z "Nowego Fortu". Warunki przetargu takiej furtki nie zostawiają.

Komisja konkursowa oceniająca dwie oferty, które biorą udział w przetargu, kończy swoją pracę. Jej członkowie zapewniają, że w najbliższych dniach ogłosi, które konsorcjum na 10 lat przejmie budynek. Jednak z nieoficjalnych rozmów wynika, że przetarg może zostać nierozstrzygnięty. Wtedy o kulturę w forcie zadba sama dzielnica.

Piotr Bakalarski