Przygotuj się na:

ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI

Tegoroczne obchody Święta Niepodległości wiążą się z ogromnymi utrudnieniami. Bieg Niepodległości przetnie miasto na pół, a wzdłuż trasy marszu narodowców już od samego rana ustawione będą betonowe zapory.

W kolejce do żywej szopki

Warszawa

fot

Są konie, owce, ptaki, jest też kozioł Kacper, tylko świętych nie ma, bo musieli "wprowadzić" się do kościoła. Na Ursynowie w parafii św. Tomasza przy ul. Dereniowej od lat funkcjonuje żywa szopka, a właściwie zagroda ze zwierzętami. Popularnością cieszy się również szopka na Bielanach, gdzie prawdziwą gwiazdą jest osioł Franciszek.

Zagroda ursynowska funkcjonuje cały rok, ale w święta przyjmuje specjalną funkcję. Właśnie żywej szopki. - Przed 14 laty był konkurs szopek i po zakończeniu pomyślałem, że dobrze byłoby zrobić dużą przy kościele - opowiada proboszcz Tomasz Król.

Rodzą się zwierzęta

Najpierw trafiły tam zwierzęta z Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. - Później nabyliśmy własne, rodzą się też tu nowe - mówi ksiądz. - Jest kozioł Kacper, są też dwa konie, które wożą dzieci latem, pasą się na trawie wokół parafii - dodaje.

Jak przekonuje, szopka wszystkim się podoba. - Tu prawie że pielgrzymki są do tych zwierzaków - mówi ks. Król.

fot

Jeszcze kilka lat temu obok zwierząt stały figury. Ale w kościele powstała ruchoma szopka, więc święci "przenieśli" się tam. W tym roku jej tematem przewodnim jest praca duszpasterska. - Dlatego mamy też papieża, kardynała Nycza, a na końcu zwierzaki dla radości dzieci - wylicza proboszcz.

Czy jest szansa, że figury wrócą do żywej szopki? - Być może wrócimy do tego pomysłu, ale w żywej szopce jest mało miejsca. W środku nie bardzo, bo są konie, na zewnątrz trudno byłoby zwierzakom się poruszać - tłumaczy proboszcz.

fot

Tłumy na Bielanach

Dużą popularnością cieszy się również szopka przy kościele bł. Edwarda Detkensa na terenie dawnego klasztoru Kamedułów na Bielanach. Powstała ona w dość nietypowy sposób.

- Nasza bielańska szopka jest wyjątkowa i jest dziełem znakomitego artysty plastyka, Józefa Wilkonia – opowiadał ksiądz Wojciech Drozdowicz. A wszystko zaczęło się od karuzeli, która stanęła na tyłach bielańskiego kościoła. Miał ją napędzać osioł. Plan się nie powiódł, bo było to za trudne zadanie. – Osła próbowaliśmy sprzedać na portalu aukcyjnym, ale się nie udało. Mistrz Wilkoń powiedział: dorobimy do tego osła całą szopkę – uśmiecha się ksiądz.

fot
fot
fot
fot
fot
fot
fot
fot
fot
fot
fot
fot

bf/ran