Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE DROGOWYM

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

Ustawa Sasina mogła trafić do Sejmu "przez przypadek"

Warszawa

ShutterstockProjekt ustawy przewidywał poszerzenie stolicy

Projekt ustawy o ustroju stolicy zrobił spore zamieszanie, ale prace nad nim zostały wstrzymane. Jak pisze "Gazeta Wyborcza", to że w ogóle zaistniał w dyskusji publicznej, stało się... przez przypadek. Jacek Sasin artykuł skomentował krótko: to plotkarskie doniesienia.

Dziennik opisał kulisy prac nad dokumentem, który mówi o stworzeniu wielkiej Warszawy złożonej z 33 gmin.

Zacząć miało się w gmachu MSWiA. Ustawa powstawała w gabinecie politycznym Mariusza Błaszczaka. Tworzyli ją czterej urzędnicy, którzy mieli mieć wykształcenie prawnicze. Później odesłali do klubu parlamentarnego. Tam dodano podpisy posłów.

W pakiecie z metropolią śląską

Jak podaje "Wyborcza", do "zebrania" podpisów posłużyć miały gotowe formularze poparcia, które w wolnych chwilach wypełniają politycy partii rządzącej. W efekcie na projekcie ustawy o granicach miasta nie było tam żadnych nazwisk z Warszawy.

Po wyjściu z ministerstwa projektem mieli zająć się jeszcze eksperci. gazeta twierdzi, że "Warszawa ma iść do parlamentu w pakiecie z ustawą o metropolii śląskiej".

Projekt miał mieć błędy merytoryczne, brakowało zasad finansowania, ale przeszedł dalej. Według gazety, potem przyszedł czas na… pomyłki. Jacek Sasin nie zdążył projektu podpisać. Gdy zaczęło robić się o nim głośno, był służbowo w Brukseli.

Później - według gazety - pojawiają się dwie wersje zdarzeń. Według jednej, wypuszczenie projektu było winą pracowników biura parlamentarnego PiS. – Gdy dostali przesyłkę z MSWiA, ktoś krzyknął: "Patrzcie, to ten projekt od Sasina". Dołożyli mu podpisy poparcia, potem projekt dostał numer i czekał w blokach startowych na posiedzenie Sejmu – opowiada gazecie jeden z polityków związanych ze środowiskiem PiS.

Śledztwo w partii

Druga wersja sugeruje, że kierownictwo klubu, a może nawet i sam prezes, kazało słać metropolię na najbliższe posiedzenie, bo nie wiedziało o błędach.

W partii trwać ma teraz wewnętrzne śledztwo, które wyjaśni, jak doszło do wpadki. Politycy PiS podejrzewają, że projekt znajdzie się w sejmowej zamrażarce. I są rozżaleni. – Jak się przygotowuje coś takiego, to trzeba pomyśleć. A co wyszło? Nie dość, że oddaliśmy pole opozycji, która zaczęła opowiadać półprawdy, to jeszcze właśnie one przebiły się do opinii publicznej – żali się "Wyborczej" polityk PiS-u.

Sasin: to plotkarski tekst

Sasin skomentował artykuł gazety w radiu RDC. Przyznał, że kiedy projekt ujrzał światło dzienne i nadano mu druk sejmowy, przebywał w Brukseli. Pozostałe doniesienia zdementował.

- Wiedziałem dokładnie o czym mowa. Odsyłam do moich pierwszej wypowiedzi. Tekst trudno w jakikolwiek sposób komentować i się do niego odnosić. Jest plotkarski - powiedział Sasin. - Nie ma tam powołania się na żadnego rozmówcę, na żadne źródło. Takie tekst można usiąść i napisać po prostu - dodał.

Zapewnił też, że ustawa nie była "przypadkiem". - Była przygotowywana i chcieliśmy, żeby ujrzała światło dzienne.

PROJEKT USTAWY NA RAZIE NIE BĘDZIE PROCEDOWANY - STWIERDZIŁO PIS:

Jacek Sasin o referendum
TVN24

ran/kw/r