Urzędnicy zmierzyli się z dyktandem. Swoich sił spróbował też wojewoda

Warszawa

Wojewoda zajął trzecie miejsce | MUW
Urzędnicy piszą dyktando | MUW
Zwycięzcy dyktanda | MUW
Wojewoda zajął trzecie miejsce | MUW
Urzędnicy piszą dyktando | MUW
Zwycięzcy dyktanda | MUW
Wojewoda zajął trzecie miejsce | MUW
Urzędnicy piszą dyktando | MUW
Zwycięzcy dyktanda | MUW

Mazowieccy urzędnicy stanęli w szranki z językiem polskim. Wśród nich do pisania dyktanda usiadł też wojewoda Jacek Kozłowski. Zajął trzecie miejsce.

Wyzwanie podjęło 40 pracowników Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego. Zmierzyli się oni z pułapkami językowymi, które przygotowała prof. Katarzyna Kłosińska, sekretarz Rady Języka Polskiego. - Chcemy, aby nasze pisma, decyzje administracyjne były zredagowane poprawną polszczyzną i zrozumiałe – skomentował wojewoda.

Pierwsze miejsce w dyktandzie zdobyła Joanna Karpińska z Biura Wojewody, drugie Krzysztof Orzechowski, również z Biura Wojewody, a trzecie Jacek Kozłowski, wojewoda mazowiecki.

Błędy w pismach i korespondencji

Urzędnicy, w ramach projektu językowego, od 2011 roku tropią błędy popełniane w wewnętrznej korespondencji i dokumentach wydawanych klientom. Powstają także analizy języka poszczególnych wydziałów. Co dwa miesiące ukazuje się również miniporadnik, wyjaśniający urzędnikom MUW problemy językowe.

Do najczęstszych grzechów językowych zaliczyć można pleonazmy (miesiąc grudzień), nadużywanie niektórych wyrazów (posiadać, realizować) oraz posługiwanie się wyrazami niezgodnie z ich znaczeniem (powołane przepisy). Urzędnicy popełniają też błędy składniowe np. w formułach rozpoczynających korespondencję (w nawiązaniu do zamiast w związku z) i nadużywają dużej litery (Wojewoda Mazowiecki). Mają też problem z pisownią łączną i rozdzielną. Typowe dla języka urzędowego są też długie, wielokrotnie podrzędnie złożone zdania, których początek nie ma logicznego związku z końcem.

Oto co musieli napisać urzędnicy:

Niestawienie się na ogólnokrajową wideokonferencję z geochemikiem z województwa zachodniopomorskiego współpracującym z urzędem patentowym przy standardach w produkcji miniaparatów dla niezawodowego myślistwa i półprofesjonalnego rybołówstwa skutkowałoby zastosowaniem sankcji cywilnoprawnych na podstawie ustawy dotyczącej licencjobiorców, obowiązującej od lat 90. XX wieku. Ktokolwiek by, próbując usprawiedliwić swą absencję, zhańbił się krzywoprzysięstwem (bądź też choćby nawet próbował krzywoprzysiąc), lekce sobie ważąc ogólnie znane środki formalnoprawne, zapewne nie zostałby za swój krzywoprzysiężny postępek ukamienowany, lecz na pewno musiałby, zgodnie z aktualnym prawodawstwem, podlec karze abiudykacji. Skazano by go na nieuznanie jego praw do biogazu, toteż należałoby uchylić mu członkostwo w instytucie badającym mikrocząsteczki soi.

wp/ran