Upamiętnili najmłodsze ofiary Holocaustu

Warszawa

Dawid Krysztofiński, tvnwarszawa.plMarsz Pamięci

Od pomnika Umschlagplatz do domu dziecka, w którym pracował Janusz Korczak - wiodła trasa niedzielnego Marszu Pamięci upamiętniającego 70. rocznicę likwidacji warszawskiego getta.- To marsz życia, a nie śmierci - mówił rzecznik praw dziecka Marek Michalak.

Marsz wyruszył sprzed pomnika Umschlagplatz przy ul. Stawki i szedł ulicami: Karmelicką, Dzielną, Smoczą, Nowolipie, Żelazną, Chłodną, Towarową.

Wyjątkowe miejsce Jak wyjaśnił PAP dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego Paweł Śpiewak, miejsce, z którego rozpoczęła się trasa marszu ma szczególną wymowę. - Tu gromadzono i wywożono Żydów do Treblinki tu czekali na załadunek do wagonów towarowych jak zwierzęta . Około sześć godzin po wyjechaniu z Umschlagplatz Żydzi, którzy byli w transporcie, byli już martwi - tłumaczył Śpiewak. Na wyjątkowość dawnego Umschlagplatz w rozmowie z PAP zwrócił uwagę także Piotr M. A. Cywiński, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. - Tu skończyła się pewna Warszawa, tu zaczął się początek końca Żydów warszawskich. Warszawa potrzebowała wiele dekad, aby odnaleźć to miejsce w swoim sercu, dlatego dzisiejsze obchody są takie istotne - powiedział Cywiński. Jak dodał, akcja likwidacyjna oddziałała na powojenny kształt miasta, dlatego data 22 lipca powinna jak najmocniej zaistnieć w sercach warszawiaków. Cywiński przypomniał też, że podczas akcji likwidacyjnej getta zginęło 250-300 tys. ludzi.

Dziecięce ofiary Holocaustu

Marsz upamiętniał przede wszystkim dziecięce ofiary Holokaustu. W tym celu licznie przybyli na marsz warszawiacy otrzymali wstążki, na których wypisano imiona dzieci z getta warszawskiego, które wywieziono na śmierć do obozu w Treblince. Część wstążek była niepodpisana i symbolizowała bezimienne ofiary. O tragicznym losie dzieci z getta opowiadał Śpiewak. - Dzieci były najłatwiejszą, najbardziej bezbronną ofiarą całej akcji likwidacyjnej. Po jej przeprowadzeniu w getcie pozostało tylko 500 dzieci - mówił dyrektor ŻIH. - To dzieci były najbardziej dorosłymi ludźmi w getcie. Pomagały starym rodzicom, umiały przejść na aryjską stronę, o wiele lepiej odnajdywały się w tamtych realiach. Fakt, że tak szybko dorosły, sprawił, że były podporą swych rodzin - tłumaczył PAP Jan Jagielski z ŻIH. Stąd wyruszyli do Treblinki

Marsz zakończył się pod dzisiejszym Domem Dziecka nr 2 im. dr Janusza Korczaka przy ul. Jaktorowskiej, gdzie w latach okupacji mieścił się Dom Sierot prowadzony przez Korczaka. To właśnie stąd 6 sierpnia 1942 r., Korczak, jego współpracowniczka Stefania Wilczyńska i ich 192 nieletnich wychowanków wyruszyli w ostatnią drogę na Umschlagplatz, skąd wysłano ich do Treblinki. Przed gmachem domu uczestnicy marszu zawiesili, niesione ze sobą, wstążki, tworząc pomnik pamięci najmłodszych ofiar Zagłady.

PAP//b