Twierdzą, że policjanci połamali im nogi

Warszawa

| TVN PomorzeProces odbędzie się przed stołecznym sądem fot. TVN Warszawa

Dwaj taksówkarze oskarżąją policjantów i strażnika miejskiego o pobicie podczas interwencji. Po tym, jak prokuratura umorzyła śledztwo, poszkodowani mężczyźni sami złożyli akt oskarżenia. Dziś przed stołecznym sądem odbędzie się już trzecia próba rozpoczęcia procesu w tej sprawie – informuje "Gazeta Stołeczna".

Na ławie oskarżonych zasiądzie troje policjantów oraz strażnik miejski, którzy pełnili służbę na Mokotowie w bożonarodzeniową noc w 2007 r.

Tego wieczoru Wiesław Nowalski i jego syn Dominik, obaj taksówkarze, bawili się na weselu znajomych przy ul. Narbutta. Młodszy z Nowalskich źle się poczuł i wrócił wcześniej do domu. Stamtąd zadzwonił po pogotowie. Kiedy jednak lekarka z karetki chciała mu zrobic zastrzyk, zdenerwował się i wyzwał ją od konowałów. Potem kazał się wynosić ratownikom. Ci, opuszczając mieszkanie Nowalskiego, wezwali policję do "agresywnego pacjenta pod wpływem alkoholu".

Syna wywlekli w bieliźnie, obezwładnili ojca

Na interwencję przyjechali policjant i strażnik miejski. Funkcjonariusze wywlekli Dominika Nowalskiego z mieszkania w samych slipkach. Na ten moment trafili wracający z wesela rodzice Nowalskiego. Senior Nowalski próbował się dowiedzieć, co się stało, ale wtedy zajęli się nim policjant i policjantka z drugiego patrolu, który przyjechał wesprzeć kolegów. Starszy Nowalski został kopnięty i obezwładniony. Mężczyzn odwieziono do komendy przy Malczewskiego. Tam młodszy z nich miał być ponownie bity przez funkcjonariuszy.

Taksówkarze skarżyli, prokurator umorzył sprawę

Jak podaje "Gazeta Stołeczna", policja twierdzi, że interwencja była zasadna, a żaden z funkcjonariuszy nie nadużył siły. Nowalscy natomiast przekonują, że gdy dzień po zatrzymaniu opuszczali komendę, mieli połamane nogi.

Mężczyźni powiadomili prokuraturę o pobiciu i przekroczeniu uprawnień przez funkcjonariuszy. Sprawę przekazano z Mokotowa na Wolę, ale tamtejsza prokuratura ją umorzyła. Wtedy Nowalscy odwołali się do sądu. Ten wskazał liczne niedociągnięcia w postępowaniu. Po ich nadrobieniu prokuratura jednak ponownie umorzyła śledztwo.

Prowadząca sprawę prokurator uznała, że obrażenia Nowalskich musiały powstać jeszcze przed interwencją policji. Również powołany przez prokuraturę biegły wykluczył, by złamania mogły być spowodowane kopnięciami policjantki, jak twierdzili mężczyźni.

Start procesu z przeszkodami

Nowalscy nie zgodzili się z decyzją prokuratury i ponad rok temu złożyli w sądzie własny akt oskarżenia przeciwko policjantom i strażnikowi. Dotychczasowe dwie próby rozpoczęcia procesu skończyły się niepowodzeniem. Raz nie stawiła się oskarżona policjantka, za drugim razem nieobecny był jeden z policjantów.

Tymczasem, jak informuje "Stołeczna" , bez przeszkód toczy się proces przeciwko Nowalskim. Zostali oni oskarżeni o znieważenie funkcjonariuszy, naruszenie ich nietykalności cielesnej i próbę zmuszenia siłą do odstapienia od czynności.

js/par