"Tu zakładnikami są pacjenci"

Warszawa

Związki o sytuacji Centrum - fot

Zaognia się sytuacja w stołecznym Centrum Onkologii. Pracownicy wdali się w spór zbiorowy ze swoim pracodawcą. Chcą zmian w placówce i podwyżek. – Sytuacja tam jest bardzo trudna. Nepotyzm czy nieprawidłowości finansowe to zmora. Są zarzuty łapówkarstwa – przyznaje w rozmowie z tvnwarszawa.pl Andrzej Włodarczyk, wiceminister zdrowia. Zadłużone centrum czekają jednak zmiany. Ministerstwo zapowiada restrukturyzację lecznicy, a tymczasowego dyrektora ma zastąpić nowy.

To ciąg dalszy problemów w Centrum Oknologii, które w zeszłym roku obszernie opisywał portal tvn24.pl.

Zadłużenie, brak pieniędzy na inwestycje i złe warunki przyjmowania pacjentów - do tych problemów doszedł jeszcze spór zbiorowy, w który wdały się z pracodawcą trzy z ośmiu związków zawodowych, działających przy centrum.

"Rozważamy strajk"

Jakie są żądania związkowców?

Pracownicy chcą podwyżek, bo - jak mówią - mają dość zaciskania pasa, skoro w placówce nic się nie zmienia. - Pielęgniarka obecnie zarabia niecałe 2 800 zł, chcemy aby po podwyżce były to cztery tysiące. Zależy nam, aby trzy procent z premii dyrektorów, a te sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych, było przeznaczane na fundusz płac – wyjaśnia Elżbieta Nawrot, przewodnicząca międzyzakładowego związku pielęgniarek przy Centrum Onkologii.

Pierwsze spotkanie z związków zawodowych z tymczasową dyrekcją centrum odbyło się w sierpniu. Udało się wtedy wygospodarować dodatkowe dwa miliony złotych na podwyżki dla najniżej wynagradzanych. To pozwoliło na zwiększenie pensji od 100 do 200 złotych. Związkowcom to nie wystarcza.

Związki zawodowe chcą ponadto określenia zasad przeprowadzania badań klinicznych. Według nich, badania te kontrolują koncerny farmaceutyczne, a liczba, rodzaj i wyniki badań są utajniane. Tajemnicą ma być też informacja, ile pieniędzy otrzymuje z tego centrum.

Pracownicy zwracają uwagę na problemy z potrzebną aparaturą w placówce. - Wymaga wymiany - mówią.

Co dalej? Planowane są kolejne spotkania. A jeśli nie przyniosą spodziewanego skutku? – Strajk byłby straszny, ale rozważamy takie rozwiązanie – zdradza przewodnicząca.

Zadłużenie placówki

Spór o pieniądze na pensje, o procedury czy sprzęt to jeszcze nie wszystkie zmartwienia Centrum Onkologii. Placówka ma także poważne kłopoty finansowe. - Sytuacja jest dramatyczna, tragiczna, potrzebna nam jest bardzo duża pomoc finansowa i reorganizacyjna - czytamy w biuletynie związkowym.

Już w 2009 roku zadłużenie placówki sięgnęło ponad 100 milionów złotych. Jakie jest obecnie? Pracownicy szpitala mówią nawet o 400 milionach. Twierdzą, że mimo tego centrum łatwo traci należne pieniądze. Przewodnicząca związku zawodowego uważa, że placówka miesięcznie traci 250 tysięcy złotych na złych sprawozdaniach dla Narodowego Funduszu Zdrowia. – Wszystkie wykonane zabiegi są źle kodowane – oskarża Nawrot.

- To bzdura. Rozliczenia są korygowane jeśli potrzeba – odpowiada NFZ. – Związki zawodowe niech lepiej wezmą się za pracę, a nie wymyślają głupoty – ostro odpowiada Wanda Pawłowicz, rzeczniczka prasowa mazowieckiego NFZ.

Zarzuty byłego dyrektora

Wątpliwości co do działania placówki mają nie tylko związki zawodowe.

My dotarliśmy do pisma, w którym prof. Andrzej Kułakowski – były dyrektor, a obecnie członek rady naukowej - podsumował właśnie 12 ostatnich lat działalności Centrum. Adresatem jest obecny minister zdrowia. Profesor pisze w nim m.in. o braku strategii dla placówki, złej organizacji, która prowadzi do zapaści Centrum, czy skargach pacjentów, które opisywał także portal tvn24.pl.

"Państwo w państwie"

O sytuację chcieliśmy zapytać dyrekcję. Tymczasowy dyrektor, prof. Marian Reinfuss (mianowany w lecie tego roku po odwołaniu prof. Marka Krzakowskiego - przyp. red.) jest w Krakowie - usłyszeliśmy w odpowiedzi w placówce. Tam szefuje z kolei Oddziałowi Centrum Onkologii. Jego zastępca, prof. Marek Nowacki, który pełnił funkcję dyrektora do 2009 roku, odmówił spotkania. Rozmawiać nie chciał też jeden z negocjatorów w rozmowach ze związkowcami, Jacek Rusinowski.

To, że w centrum źle się dzieje, potwierdza jednak w rozmowie z tvnwarszawa.pl wiceminister zdrowia, Andrzej Włodarczyk.

– Jest wiele przykładów nepotyzmu, nieprawidłowości finansowe czy zarzuty łapówkarstwa. W kilku klinikach nie zamknięto ponad tysiąc historii chorób, przez co Narodowy Fundusz Zdrowia nie może wypłacić pieniędzy za leczenie i wykonane zabiegi. Każdy oddział czy klinika to państwo w państwie, księstwo udzielne, gdzie zakładnikami są pacjenci – ocenia.

Pytany o zadłużenie odpowiada: – Na pewno jest większe niż w 2009 roku. Nie sięgnęło aż 400 milionów, ale jest blisko – szacuje ostrożnie.

Obecnie w centrum prowadzona jest kontrola NIK. Wynajęta została również firma, która wykonuje audyt - dowiadujemy się w ministerstwie zdrowia.

Ministerstwo szykuje zmiany

Włodarczyk mówi też jednak o planach na przyszłość: - Mamy projekt zmian, który zakłada powstanie Narodowego Centrum Onkologii wzorowanego na amerykańskim Centrum Raka. Szczegóły zostaną przedstawione zespołowi do spraw restrukturyzacji – mówi wiceminister zdrowia.

Zespół ekspertów, który opracuje ostateczną koncepcję ratowania i przekształcenia Centrum Onkologii został powołany 19 października. Pierwsze posiedzenie odbędzie się w najbliższy poniedziałek. – Myślę, że prace potrwają kilka tygodni – zapowiada wiceminister.

Odnosi się także do postulatów związkowców: - Żądania związków zawodowych są nierealne. Na przykład zarobki lekarzy w centrum są jednymi z najwyższych w kraju. Informacje o wysokich premiach dyrektorów to mity, a co do badań klinicznych, to pierwsze działania mające na celu uzgodnienie zasad prowadzenia ich w instytucie zostały już podjęte przez tymczasowego dyrektora – kwituje wiceszef resortu zdrowia.

Niedawno zakończył się konkurs na nowego dyrektora CO. Wygrał go prof. Krzysztof Warzocha, dyrektor Instytutu Hematologii i Transfuzjologii. Aby objął stanowisko, potrzeba jeszcze akceptacji minister Kopacz.

Czy w Centrum Onkologii będzie strajk pielęgniarek? - fot
Rzeczniczka mazowieckiego NFZ o zarzutach pielęgniarek - fot

Bartłomiej Frymus//mz