Trasa rowerowa w Natolinie? "Zdarzają się różne incydenty"

Warszawa

Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.plPark Natoliński

- Studenci na pewno nie jeżdżą po terenie parku, takie sytuacje to incydenty - zapewnia wicedyrektor Centrum Europejskiego Natolin. To odpowiedź na doniesienia o trasie rowerowej, którą mieli tam sobie urządzić rowerzyści.

Atrakcyjny park w Natolinie pozostaje zamknięty dla zwykłego śmiertelnika. Za ogrodzeniem działa Centrum Europejskie Natolin. Uczelnia szkoląca europejskie kadry opiekuje się pałacem i otaczającym go parkiem, który formalnie jest rezerwatem przyrody. Teren jest otwierany tylko kilkanaście razy w roku podczas kameralnych koncertów albo wycieczek z przewodnikiem, ale o miejsce na te drugie jest ciężko.

"Teren jest ogrodzony"

Tydzień temu informowaliśmy, że jeden z rowerzystów wytropił na terenie rezerwatu trasę rowerową. Relację potwierdzali na forum internetowym inni mieszkańcy Ursynowa. Przedstawiciele Centrum Europejskiego Natolin zapewniają jednak, że studenci po terenie parku rowerem jeździć nie mogą.

- Trasa została wyznaczona w 2014 roku, od tamtej pory teren został zabezpieczony, pojawiły się dodatkowe tabliczki informujące o zakazie wstępu do rezerwatu - tłumaczy Grzegorz Tkaczyk, wicedyrektor Centrum Europejskiego.

I dodaje, że rowerzyści w parku rzadkość. - Oczywiście zdarzają się różne incydenty, przecież ludzie nie stosują się do zakazu i przeskakują przez płot, aby wejść na teren rezerwatu. Na rowerze jeździ tu jedynie ochrona i być może to właśnie jednego z naszych pracowników podczas wycieczki widzieli mieszkańcy - zapewnia Tkaczyk.

"Vélodrome de Natolin"

O rowerowej trasie w sercu rezerwatu informował mieszkaniec Warszawy, który korzysta z aplikacji, pozwalającej tworzyć własne trasy i konkurować na nich z innymi cyklistami. I właśnie w niej odkrył coś, co wzbudziło w nim sportową zazdrość.

"Jedną z tras, które kuszą mnie niemożebnie jest "Vélodrome de Natolin" - pętelka przecinająca serce rezerwatu, ze stromym zjazdem i podjazdem po skarpie. Niestety, nie mogę tam pobić pana Hugo Gillibranda, policy advisora HM Treasury, absolwenta Kolegium Europejskiego który najwyraźniej wybulił te sto koła za możliwość nielimitowanego rozjeżdżania państwowego parku na przekór plebsowi, któremu pozostaje patrzenie się na trasę z satelity" - pisał, nawiązując do kosztów czesnego w CEN.

Niestety, widoki na to, że uda mu się pobić czas Hugo Gillibranda są raczej mizerne. - Myślę, że większość mieszkańców nie zdaje sobie sprawy z ograniczeń, które stwarzają przepisy. Ponad 95 proc. tego terenu to rezerwat objęty ochroną prawną - tłumaczył niedawno w tvnwarszawa.pl wicedyrektor CEN.

Z kolei Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska wydała stanowisko, w którym przekonuje, że ograniczenia podyktowane są "dbałością o zachowanie wartości przyrodniczych i kulturowych".

"Dzięki temu, że obiekt ten jest od wielu lat zamknięty, ogrodzony i strzeżony, nie podlega on silnym wpływom antropopresji. Został uchroniony przed zadeptywaniem, jakie ma miejsce w innych stołecznych rezerwatach przyrody, pomimo obowiązujących w nich zakazów (jak chociażby w Lesie Kabackim)" - czytamy w oświadczeniu.

Historia parku w Natolinie
Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl

kz/b