Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE DROGOWYM

Szóstego grudnia weszły w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

"To jest Pałac Kultury i Nauki, przyjrzyj się. Już go więcej nie zobaczysz"

Warszawa

Zwiastun filmu "Józio chodź do domu"Marcin Chłopas
wideo 2/2

W drodze na lotnisko ojciec powiedział mu: To jest Pałac Kultury i Nauki, przyjrzyj się. Już go więcej nie zobaczysz. A jednak zobaczył. Józio - syn cudem ocalałych z Holocaustu Żydów - przyjechał do Warszawy na premierę filmu o sobie. Jego reżyserem jest Marcin Chłopaś, wydawca tvnwarszawa.pl.

"Jestem Józio z Wałbrzycha" - zwykł witać turystów przewodnik z Izraela i zarazem bohater filmu naszego redakcyjnego kolegi pt. "Józio, chodź do domu". Marcin Chłopaś był właśnie jednym z takich turystów. I to on namówił mężczyznę na powrót do Polski.

W 2011 roku Józef Wilf przyjechał zobaczyć kamienicę swojego dzieciństwa. Ekipie filmowej opowiedział o rodzicach, którzy zdecydowali się opuścić Wałbrzych. Osiedlili się tam po wojnie, ale ich syn stał się obiektem antysemickich ataków. Oboje stracili w Holocauście współmałżonków i dzieci, dlatego za wszelką cenę starali się chronić nową rodzinę. W poniedziałek wieczorem w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN odbył się pokaz filmu. Pojawił się też główny bohater.

- Dla mnie to jest przede wszystkim film o odrzuceniu. I o tym, co społeczeństwo potrafi zrobić człowiekowi, jeśli nie będzie w nim widziało jednostki, tylko reprezentanta grupy społecznej. O tym, że z zupełnie błahych i absurdalnych powodów grupa potrafi zniszczyć człowieka - tłumaczył Marcin Chłopaś.

"Po przyjeździe nie mieli nic"

Według niego, Wilf jest "reprezentantem grupy, której już w Polsce nie ma". - Wyrwa po niej powstała po wojnie, a potem została jeszcze powiększona przez kolejne wyganianie Żydów z Polski. Tego się już nie da załatać, a szkoda, bo Polska jest przez to uboższa - powiedział reżyser. Jak dodał, historia rodziny ma jednak także pozytywny wydźwięk. - Oni w Polsce byli całkiem nieźle sytuowanymi ludźmi, a po przyjeździe do Izraela nie mieli nic. To jest też dowód na to, że można się wielokrotnie odbudowywać, że nie ma takiego miejsca, z którego nie da się wspiąć do góry - powiedział.

Swoją historię w muzeum opowiadał też główny bohater. - Mama była pewna, że Niemcy wrócą, że się przygotowują. Ale było porozumienie, żeby nie mówić o Holocauście. Wierzono, że jak się nie będzie o tym opowiadać, to może się zapomni. Ja długo nie wiedziałem, co to znaczy być Żydem - podkreślił.

Jak dodał, rodzice nigdy nie byli ortodoksami i nie wpajali dzieciom swojej wiary. - Mój ojciec nigdy po wojnie nie poszedł do synagogi. Zwątpił po tym, jak zabito mu ośmiomiesięczną córkę. Mówił, że Bóg go wtedy zostawił. Dla bohatera filmu minęły już czasy, kiedy miotał się pomiędzy dwiema historiami. - Już jestem starszy, mam dzieci, wnuczkę. Już nie ma tych pytań, już się dla mnie skończyły. Jestem Izraelczykiem wyznania żydowskiego - powiedział. Współorganizatorem wydarzenia było Żydowskie Stowarzyszenie B’nai B’rith. Premiera filmu "Józio, chodź do domu" odbyła się w czwartek w byłej Fabryce Schindlera w Krakowie. Za muzykę do filmu odpowiada Mikołaj Trzaska.

Emigracja Żydów

W powojennej Polsce pierwsza fala emigracji Żydów do Izraela rozpoczęła się w latach 1949-50 - kraj opuściło wtedy około 30 tys. osób. Po 1956 roku, kilka miesięcy przed powrotem do władzy Władysława Gomułki, z Polski wyjechało blisko 50 tysięcy Żydów. W 1968 roku, w rezultacie kampanii antysemickiej, kraj opuściły kolejne 15-24 tysięcy osób pochodzenia żydowskiego, wśród nich przedstawiciele inteligencji: dziennikarze, lekarze, inżynierowie, prawnicy, oficerowie, członkowie elity intelektualnej.

PAP/kz/r/jb