"To jak granie w rosyjską ruletkę". Symulowali wypadek, by ostrzec

Warszawa

TVN24"Rowerzyści wjeżdżają na trasy ekspresowe i autostrady"

Kierowcy jadący we wtorek po południu odcinkiem trasy S7 między węzłami Salomea i Opacz mogli być zdziwieni. Jeden z pasów był całkowicie zablokowany, ponieważ samochód osobowy potrącił rowerzystę. To była tylko inscenizacja, mająca zwrócić uwagę na bezpieczeństwo. Można było się zatrzymać i nauczyć pierwszej pomocy.

- Ta akcja odbywa się przy normalnym ruchu, chcemy uświadomić kierowców i rowerzystów, by wzajemnie na siebie uważali - tłumaczy Agnieszka Stefańska, rzeczniczka warszawskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. - Wpisywała się w akcję Światowego Tygodnia Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego - dodaje.

Nieprzypadkowo odbyła się właśnie na fragmencie trasy szybkiego ruchu.

"Granie w rosyjską ruletkę"

Choć rowerzyści nie mogą wjeżdżać na drogi ekspresowe i autostrady, to ich widok na takich trasach nie należy do rzadkości.

– Niestety, zdarza się, że pojawiają się na takich drogach, szczególnie krótko po ich otwarciu. Być może chcą je zwiedzić, jednak jest to bardzo niebezpieczne – podkreśla Stefańska.

Kierowca jednośladu nie ma wielkich szans w zderzeniu z samochodem poruszającym się ze znaczną prędkością.

- Z jednej strony pragniemy uświadomić kierowcom, jak tragiczna w skutkach dla rowerzystów może być chwila ich nieuwagi, z drugiej zaś chcemy przypomnieć cyklistom, że wjeżdżanie na drogi szybkiego ruchu (A i S) jest jak granie w rosyjska ruletkę, nielegalne i niebezpieczne – wyjaśnia rzeczniczka GDDKiA.

Rowerzyści mogą jeździć drogami krajowymi, gdy nie ma ścieżki rowerowej. Wtedy są takimi samymi uczestnikami ruchu, jak samochody.

– W zeszłym roku na takich drogach, w granicach województwa mazowieckiego, zginęło 13 rowerzystów, a 70 zostało rannych – mówi Stefańska.

Jak pomóc?

Scenariusz ćwiczeń zakładał, że kierowca, który potrącił rowerzystkę, spanikował. Nie wiedział, co robić. Tymczasem eksperci podkreślają, że dla ratowania życia poszkodowanych najważniejsze są pierwsze cztery minuty od zdarzenia.

Jak w takiej sytuacji powinni zachować się inni uczestnicy ruchu drogowego?

– Nie zrobimy nikomu krzywdy, jeśli staniemy i zabezpieczymy miejsce zdarzenia – mówi Michał Lipowski z fundacji Anikar, która zajmuje się m.in. szkoleniami z zakresu pierwszej pomocy.

Ważne jest też, by jak najszybciej wezwać fachową pomoc. – Należy zadzwonić pod numer 112 lub 999 – dodaje Lipowski.

Organizatorzy uznają, że wtorkowa akcja na S7 była udana.

– Niektórzy mogą uważać, że powodujemy korki, ale przy naszych namiotach zatrzymało się kilkadziesiąt osób. Wszystkie uczyły się wykonywania prawidłowej resuscytacji na fantomach – podsumowuje ratownik.

Jak pomóc po wypadku na drodze szybkiego ruchu?
TVN24

jb/lulu