To był prawdziwy lokal: "Siekiera", piwo i kawa

Warszawa

tvnwarszawa.plBar kawowy "Bajka"

Sportowi działacze umawiali się tu na nieformalne "zgrupowania", a studentów przyciągało tanie piwo. Przy barze spotkać było można dziennikarzy, aktorów i profesorów z pobliskich uczelni, ale też klientów, którzy już przed południem musieli trzymać się baru.

- Pani Jadwiga dziś chodzi jak podminowana. Z nikim nie chce rozmawiać. Bardzo to przeżywa – opowiada nam pani Czesława, bufetowa w barze kawowym Bajka. Ona również w Bajce pracę zaczynała jeszcze w latach 80. – Miejsc przy Nowym Świecie było ledwie kilka, dlatego nasz bar kawowy był bardzo popularny – dopowiada.

Doskonale czas ten pamięta pani Jadwiga Myrcha, która dopiero na hasło „ze stałym klientem pani nie zamieni kilku słów” zgadza się na krótką rozmowę. Nie mija kilka chwil, a obok nas pojawia się już pan Tadeusz i pan, umówmy się, Andrzej, który prosi o nie podawanie prawdziwego imienia.

"Ja kocham gastronomię"

Pani Jadwiga pochodzi z Siedlec. Do Warszawy przyjechała w latach 80. By pracować w gastronomi. Zanim trafiła do Bajki pracowała „na bufecie” przy Tamce. – W 1985 dowiedziałam się, że jest „Bajka” do wzięcia. Dwa razy stawałam do komisji „Społem” i dopiero za drugim razem udało się wziąć w ajencję – opowiada.

- Ja kocham gastronomię. Przez tych 29 lat byłam w Bajce codziennie. Raz tylko wzięłam urlop i pojechałam do córki do Francji, a tak świątek, piątek po śniadaniu jechało się zawsze do Bajki – opowiada pani Jadwiga. Izapewnia, że przez te lata udało się jej zebrać kilkudziesięciu stałych ”konsumentów”.

Spotkać można było zresztą tu całą paletę osobistości. - W weekendy przy tym stoliku siadał pan Zapasiewicz. Każdy stały klient wiedział, że do Bajki pan Zapasiewicz przychodził około 12.00 – 13.00. Inny aktor, który do dziś przychodził, to pan Ignacy Gogolewski. Bywał też Andrzej Strejlau... W ogóle PZPN tu bywał – opowiada pan Andrzej, jeden ze stałych klientów i znacząco się uśmiecha, gdy wspomina o działaczach sportowych.

- Profesorowie, aktorzy, studenci, kogo tu nie było? Jak jeszcze sufit był zrobiony z korka i można było palić, to lokal przesiąknięty był zapachem dymu. Siekiera była, piwo i kawa – opowiada pani Jadwiga, a pan Andrzej dopowiada – Zapach prawdziwego lokalu.

"Jak to tak, na policję dzwonić?"

- Awantury pewnie były? – dopytuję. Pani Jadwiga jednak zaprzecza. – Jak ktoś zasypiał, czy alkohol uderzał do głów, to targałam za uszy i kazałam wracać do domu. No bo jak to tak, na policję dzwonić? Przecież izba wytrzeźwień to kilkaset złotych kosztuje! – mówi ze zrozumieniem pani Jadwiga i dodaje, że w ten sposób zaskarbiła sobie sympatię wielu klientów.

- Następnego dnia taki delikwent przychodził, dziękował i jeszcze zamawiał setę.

- To zawsze było miejsce, gdzie stali klienci mieli swoje stoliki. Jak się przychodziło to wiedziało kogo się spotka – mówi ze smutkiem pan Tadeusz.

Jak zapewnia pani Jadwiga, 31 marca to ostatni dzień, kiedy można wypić w Bajce kawę, czy coś mocniejszego. Gdy siedzimy i rozmawiamy przy stoliku, każdy klient, który płaci przy barze żegna się też z panią Jadwigą, która zapewnia, że nie jest to żart primaaprilisowy.

- Poświęciłam temu miejscu 29 lat. Zawsze chciałam by ludzie czuli się jak w domu. Rozmawiałam z klientami, pytałam co u nich, studentom powtarzałam by rozglądali się za dobrymi dziewczynami – mówi pani Jadwiga.

"Do śmierci będę w Bajce?"

- Może jeszcze zmieni pani zdanie albo ktoś inny poprowadzi Bajkę? – pytam. Przecież raz już pani zamykała Bajkę – przypominam.

– 4 lata temu zrobiliśmy nawet pożegnanie z Bajką. Zbyt emocjonalnie to przeżyłam, by powtarzać to i tym razem. Chciałam po cichu zniknąć. Proponowałam koleżance – pani Czesławie – by poprowadziła. Jest młodsza o ponad 10 lat, ale nie chce – odpowiada.

- Nie wrócę już. Lata nie pozwalają. Przychodzi czas, że trzeba odejść – mówi pani Jadwiga. – To co, koniaczku się pan napije?

Bartosz Andrejuk