Teatr Studio zwalnia znanego aktora. Artyści piszą list do prezydenta

Warszawa

tvn"Fakty" o konflikcie w Teatrze Studio

Krzysztof Stelmaszyk – kolejny aktor Teatru Studio został dyscyplinarnie zwolniony. Pozostali artyści nie zgadzają się z decyzjami dyrekcji. – Będziemy się odwoływać – zapowiadają i domagają się natychmiastowego spotkanie z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz.

Konflikt między artystami Teatru Studio, a jego dyrektorem Romanem Osadnikiem trwa od kilku miesięcy. Nową odsłoną sporu są dyscyplinarne zwolnienia aktorów. Kilka dni temu zwolniono m.in. Łukasza Simlata i Modesta Rucińskiego. We wtorek do tego grona dołączył Krzysztof Stelmaszyk - poinformował Wojciech Żołądkowicz ze związku zawodowego aktorów teatru. Wszyscy stracili pracę w trybie dyscyplinarnym.

Zwolniony na podstawie dochodzenia

Dwa pierwsze zwolnienia uzasadniono "nieprzestrzeganiem zasad współżycia społecznego oraz ustalonego w zakładzie pracy porządku". Jak informują artyści,w przypadku Krzysztofa Stelmaszyka posłużono się jednak inną argumentacją.

– Trwa dochodzenie policji w sprawie pomalowania gabinetu dyrektora Osadnika czerwonym sprayem. Na podstawie faktu, że jest to dochodzenie, Krzysztof Stelmaszyk został zwolniony – informuje nas Wojciech Żołądkowicz, aktor teatru.

O sprawie pomalowanego gabinetu pisaliśmy na tvnwarszawa.pl. Na początku roku tajemnicze osoby w maskach weszły do pokoju i wymalowały ściany czerwonym sprayem. Na jednej z nich napisano cytat Einsteina: "Aby zapewnić sobie przychylność ludzi, lepiej zaoferować im coś dla żołądków niż dla umysłów". Film trafił do mediów społecznościowych, a dyrekcja teatru złożyła doniesienie na policję w sprawie zniszczenia gabinetu.

Aktorzy: To niezgodne z prawem

Zdaniem aktorów, decyzja o zwolnieniu Stelmaszyka jest niesłuszna. – Uważamy, że jest to bezprawne. Po pierwsze nie można posługiwać się faktem dochodzenia. Po drugie nie można go upubliczniać. Po trzecie, należy poczekać na rozprawę i wyrok sądu, i dopiero wtedy argumentować tym zwolnienie pracownika – tłumaczy Żołądkowicz.

Artyści TS nie mają wątpliwości, że zwalnianie ich kolegów ma bezpośredni związek z czynną działalnością przeciwko dyrekcji teatru. – Będziemy się odwoływać od tych decyzji, bo nie wolno dyskryminować członków związków zawodowych. To jest zapisane w ustawie i zamierzamy się na to powoływać – dodaje.

Chcą spotkania z prezydentem

We wtorek aktorzy teatru wystosowali list do Hanny Gronkiewicz-Waltz z prośbą o spotkanie "w trybie pilnym". Chcą, aby wzięły w nim udział wszystkie strony sporu. "Skoro ważny jest teatr, ważne jest i to, co się w nim i wokół niego dzieje. Na temat sytuacji w Teatrze Studio powiedziano i napisano wiele. Nie dopuśćmy do tego, aby rzeczywistość budowana ze słów i emocji stała się trwalsza od tej obiektywnej. Odnieśmy się do faktów" – piszą.

Do tej pory w sporze o teatr ratusz reprezentowany był przez Jarosława Jóźwiaka, wiceprezydenta odpowiadającego w urzędzie za sprawy związane z kulturą. Aktorzy dążą jednak do tego, aby Jóźwiak został odsunięty od tej sprawy.

- Rozmowy z wiceprezydentem nie przynoszą żadnych efektów – mówi Żołądkowicz. – Oprócz tego, ma on osobiste relacje z dyrektorem Osadnikiem. Skarżąc się na pana dyrektora idziemy do jego kolegi. Dlatego też staramy się o bezpośrednie spotkanie z panią prezydent. Zależy nam na obiektywnym podejściu do sprawy – dodaje.

"Jesteśmy zdeterminowani"

To nie jest pierwsza prośba artystów w tej sprawie. – Próbowaliśmy już trzy czy cztery razy. Wszystkie nasze starania do tej pory pozostają bez odpowiedzi, ale jesteśmy zdeterminowani i tak łatwo nie odpuścimy – podsumowuje aktor.

O rzekomych "bliskich relacjach" dyrektora i wiceprezydenta pisaliśmy na tvnwarszawa.pl. Sprawa ta była poruszona podczas komisji kultury rady miasta pod koniec stycznia. O komentarz poprosiliśmy również Jarosława Jóźwiaka.

– Dyrektora Osadnika znam tak dobrze, jak dyrektorów wszystkich warszawskich teatrów. Może miałem z nim 10 spotkań w życiu na stopie służbowej. Żadnych bliskich relacji towarzyskich z dyrektorem nie mam – odpowiedział wtedy wiceprezydent.

Mirosław Zbrojewicz o sytuacji w teatrze
TVN24

kw//ec