Przygotuj się na:

ZMIANY W KODEKSIE RUCHU

Szóstego grudnia wchodzą w życie nowe przepisy o tworzeniu drogowych korytarzy życia oraz jazdy na suwak.

"Takich pieniędzy mieć nie będziemy". Trwa spór kierowców z MZA

Warszawa

Związkowcy połączyli siły Mateusz Dolak/ tvnwarszawa.pl
wideo 2/3

Przedstawiciele związków zakładowych w Miejskich Zakładach Autobusowych połączyli się i powołali wspólną organizację, która ma ich reprezentować przed zarządem spółki. Pierwszą decyzją nowej formacji było złożenie oficjalnego żądania podwyżek dla kierowców. Jeśli pracodawca ich nie spełni, rozpocznie się spór zbiorowy, który umożliwi przeprowadzenie strajku.

- Powołaliśmy wspólną reprezentację i mamy zamiar prowadzić negocjacje w trybie ustawy o rozwiązaniu sporów zbiorowych z pracodawcą - poinformował Leszek Grzechnik, przewodniczący związku zawodowego "Solidarność" w Miejskich Zakładach Autobusowych i Tramwajach Warszawskich.

- W MZA jest osiem związków zawodowych. Wszystkie dostały pełnomocnictwo od swoich członków do przystąpienia do sporu zbiorowego. Dziś wysłaliśmy pismo do pracodawcy. Daliśmy mu siedem dni na odniesienie się do naszych żądań - dodał.

Chcą 4,5 tysiąca

Związkowcy żądają, aby najniższa pensja kierowcy wynosiła 4,5 tysiąca złotych brutto, a pozostałych pracowników zajezdni 4 tysiące brutto. Dodatkowo chcą rekompensaty za przedłużające się rozmowy o wzroście wynagrodzeń. W piśmie skierowanym do MZA czytamy, że domagają się za to 2 tysiące złotych (dla kierowców) i 1,5 tysiąca złotych (dla pozostałych pracowników).

W przypadku nie spełnienia żądań lub braku odpowiedzi na skierowane pismo, obie strony wejdą w tzw. spór zbiorowy. Oznacza to, że konieczne będzie powołanie zewnętrznego mediatora, który pomoże osiągnąć kompromis. Jeśli rozmowy nie doprowadzą do porozumienia, przeprowadzone zostanie referendum strajkowe, a w ostateczności dojdzie do strajku.

MZA puka do ZTM

Zarząd MZA stanowczo twierdzi, że nie stać go na tak wysokie podwyżki. Spółka podkreśla, że kosztowałyby one rocznie około 70 milionów złotych. Z danych uzyskanych od miejskiego przewoźnika wynika, że na wynagrodzenia dla pracowników przeznaczone jest około 45 procent całkowitego budżetu spółki - czyli ponad 400 milionów złotych.

Aby jednak zaspokoić żądania kierowców, MZA wystąpiły do Zarządu Transportu Miejskiego, o zwiększenie stawki za wozokilometr, co powiększyłoby dochody spółki.

- W tej chwili rozmawiamy na dwóch płaszczyznach, są to rozmowy robocze. Czekamy na dokumenty, o które zawnioskowaliśmy do zarządu, po to abyśmy mogli to przekalkulować. Spółka ma nam dać informacje, jakie wartości będą mogli zabezpieczyć ze swojego budżetu, a ile ewentualnie potrzebowaliby, żebyśmy dołożyli do stawki za wozokilometr - wyjaśnia Katarzyna Strzegowska, dyrektor pionu finansowego w Zarządzie Transportu Miejskiego.

Strzegowska podkreśla jednak, że budżet ZTM "nie jest z gumy" - Jeśli krążą kwoty na poziomie podwyżki 700 złotych dla każdego pracownika, podejrzewam, że ani w naszych środkach ani w budżecie MZA takich pieniędzy mieć nie będziemy. Pytanie jest podstawowe: czy taka podwyżka, na tym poziomie jest konieczna? - dodaje Strzegowska.

Poparcie

W Miejskich Zakładów Autobusowych pracuje 3660 kierowców, a najmniejsze wynagrodzenie zasadnicze wynosi 3700 złotych brutto.

Aby zyskać poparcie załogi, związkowcy 24 i 25 stycznia przeprowadzili ankietę o dość specyficznej formule. Do kierowców wystosowano prośbę: "Jeśli jesteś za podwyżkami wynagrodzenia dla pracowników spółki i popierasz związki zawodowe w dążeniu do wzrostu wynagrodzenia wrzuć ulotkę do urny". Ulotki pobrało i wrzuciło 2771 osób.

Kaznowska: Liczę, że znajdzie się dobra wola

Sytuacji w Miejskich Zakładach Autobusowych bacznie przygląda się stołeczny ratusz, który na razie nie spodziewa się strajku kierowców. Mimo to, przygotowywane są różne rozwiązania na wypadek "czarnego scenariusza".

- W tym roku sytuacja nam się rozbiega o tyle, że kwoty zaplanowane i zaproponowane przez zarząd spółki odbiegają od oczekiwań związków zawodowych. Są to bardzo wygórowane oczekiwania i oczywiście po to są rozmowy, żeby znaleźć konsensus. Ja liczę na to, i oczekuję od obu stron, że zostanie on wypracowany i nie ucierpią na tym mieszkańcy. Jestem absolutnie przekonana, ze jeśli znajdzie się dobra wola, to znajdą się rozwiązania - uspokaja Renata Kaznowska, wiceprezydent Warszawy.

Mateusz Dolak (m.dolak@tvn.pl)