Tajne miliony ratusza

Warszawa

fot. TVN24

31 milionów złotych stołeczny ratusz wydał na umowy o dzieło i zlecenie podpisane z... nie wiadomo z kim. Władze miasta od ponad dwóch lat trzymają te informacje w tajemnicy przed mieszkańcami i warszawskim radnym Jarosławem Krajewskim, który walczy o dostęp do zaledwie kilku z nich. Zobacz reportaż "Prosto z Polski".

14 tysięcy umów podpisanych najprawdopodobniej z prywatnymi osobami jest niedostępnych dla "zwykłych" śmiertelników. Mimo, że radny Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Krajewski próbuje uzyskać informację o kilku, to napotyka opór.

A może zatrudniają krewnych?

A to rodzi podejrzenia - że urzędnicy, którzy powinni przestrzegać prawa mogą coś ukrywać zatrudniając np. niewłaściwe osoby. - Mogą być hipotezy, że są to osoby, które pracują już w urzędzie miasta, a otrzymują dodatkowe umowy zlecenia, czy np. są to krewni tych, którzy wydają decyzje - argumentuje Krajewski.

Eksperci też nie kryją zdziwienia. - Wydaje się to oczywiste, że wydawane pieniądze przez miasto powinny być jawne - mówi Adam Sawicki z fundacji Batorego. Ale Ratusz zasłania się ochroną danych osobowych. - Ponieważ umowy są podpisywane z prywatnymi osobami w grę wchodzi ustawa o danych wrażliwych - przekonuje Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza.

Współpraca za 10 tys. zł

– Taka argumentacja mnie nie przekonuje - odpowiada Szymon Osowski ze stowarzyszenia Liderów Lokalnych Grup Obywatelskich.

Choć radny PiS wnioskował o ujawnienie raptem czterech umówi, już jedna z nich budzi duże wątpliwości. Chodzi o współpracę biura edukacji z mediami za 10 tys. zł. To dziwi, bo w wydziale prasowym urzędu pracuje kilkanaście osób. W jakim więc celu podpisano taką umowę? - Rozumiem, że w związku z jakąś konferencja, która była prowadzona, przygotowywana - odpowiada Milczarczyk.

"Czasem się wygrywa"

Teraz jednak radny Prawa i Sprawiedliwości jest bliższy dopięcia swego. Sąd okręgowy podzielił jego opinię. Nakazał udostępnienie informacji publicznej. - Czasem się wygrywa, czasem przegrywa. Wcześniej w Samorządowym Kolegium Odwoławczym sprawę wygraliśmy - mówi Milczarczyk. - Zobaczymy czy wystąpimy o kasację wyroku sądu okręgowego - dodaje.

Mateusz Wróbel/ran//ec