Tajemnica śmierci Jolanty Brzeskiej

Warszawa

fot. Superwizjer/TVNTajemnica śmierci Jolanty Brzeskiej

Aktywna działaczka stowarzyszenia lokatorów, która od lat walczy z właścicielem kamienicy o swoje mieszkanie, ginie w tajemniczych okolicznościach. Co kryje się za makabrycznym znaleziskiem w Lesie Kabackim? Sprawą zajęli się reporterzy Superwizjera TVN.

1 marca w Lesie Kabackim odnaleziono spalone ciało kobiety. Bardzo szybko okazało się, że to zwłoki 64-letniej Jolanty Brzeskiej, a przyjęta hipoteza zakładała samospalenie. Rodzina i przyjaciele kobiety nie wierzą jednak w tę wersję. Jolanta Brzeska od lat toczyła walkę o prawo do mieszkania z właścicielem, który odzyskał kamienicę. 28 lutego nagle zniknęła. Nie zostawiła listu ani żadnego wyjaśnienia.

Walka w sądzie

Brzeska wprowadziła się do kamiennicy w centrum Warszawy zaraz po wojnie, razem z rodzicami, którzy pomagali ją odbudowywać. Spędziła tu całe życie. Miała podpisaną z miastem umowę o wynajem lokalu komunalnego.

Nowy właściciel uznał jednak, że nie obowiązują go umowy, których on nie zawierał i rozpoczął naliczanie opłaty za bezumowne korzystanie z lokalu. Brzescy usiłowali się od tych decyzji odwoływać, zaczęły się pierwsze sprawy w sądzie. Wyroki były różne. Jeden skład sędziowski uchylał żądania właściciela, kolejny - po apelacji - przyznawał mu rację.

Sprawy się toczyły, a problemy narastały. Brzeskim zakazano np. korzystania z pralni - ich pralkę wystawiono na korytarz. Spierano się o korzystanie z piwnicy. Konflikt narastał. Właściciel kamienicy zameldował się nawet w mieszkaniu Brzeskich.

Maria Brzeska, córka Jolanty Brzeskiej
| Eurosport

Zapis drogi do śmierci

Jolanta Brzeska prowadziła kalendarium. Notowała wszystkie fakty dotyczące walki o mieszkanie. Od 2006 roku nie było miesiąca bez wpisu: kolejne rozprawy, próby spotkań i zawarcia ugody z właścicielem. Ale też nowe komplikacje.

Skoro nic nie chroniło lokatorów, założyli własne stowarzyszenie. Ta organizacja miała ich reprezentować i bronić. Jolanta Brzeska była jego działaczem. Chodziła na sprawy o eksmisje, pomagała pisać pisma, roznosiła je do urzędów. Był bardzo aktywna.

Wielokrotnie prosiła też gminę o przyznanie innego lokalu komunalnego. Tak jak wiele osób, ona również nie miała dokąd się wyprowadzić. Mimo, że spełniała kryteria, nie została wpisana nawet na listę osób oczekujących na taki lokal.

Propozycja urzędu była złożona: w razie eksmisji mieszkanie socjalne miała otrzymać córka Pani Jolanty, która wychowuje niepełnosprawne dziecko. Ona sama miała być tam dokwaterowana. Zdaniem córki, nie gwarantowało to rozwiązania problemu z mieszkaniem pani Joli.

Zniknęła przed licytacją

Starania w urzędzie nie przynosiły efektu, a sprawy toczyły się coraz gorzej. Rósł dług z tytułu opłaty za nielegalne zajmowanie lokalu - bo nowy właściciel nie przejął na siebie umowy o najem mieszkania komunalnego. Po kilku latach procesu sąd przyznał mu racje i Pani Jolanta stanęła przed koniecznością zapłaty kilkudziesięciu tysięcy złotych. W końcu zapadł wyrok o eksmisję.

Właściciel także nie dawał o osobie zapomnieć. Zwłaszcza, że Brzeska była już ostatnim lokatorem zajmującym mieszkanie komunalne w jego budynku. Marek M. przepisał kamienicę własnej matce. Oficjalnie nie ma z nią już nic wspólnego. Ale w sprawie ugody spotykał się z Panią Jolanta osobiście jeszcze miesiąc przed jej śmiercią.

Rozmowa z właścicielem
| Fakty o Świecie TVN24 BiS

Kilka dni przed zapowiadaną licytacją rzeczy, Pani Jolanta zniknęła.

Alicja Krystyniak

bf/roody