Symboliczny grób sowy przy Ogrodzie Krasińskich

Warszawa

Lech Marcinczak / tvnwarszawa.plSymboliczne pożegnanie sowy

Kilkudziesięciu przeciwników wycinki drzew w Ogrodzie Krasińskich zebrało się w południe przed odnowioną bramą parku. Stworzyli symboliczny grób sowy, która miała zostać znaleziona martwa w pobliżu modernizowanego terenu. Zapalili znicze. Ich zdaniem ptak mógł paść ofiarą prowadzonych prac.

- Na miejscu jest ok. 30 osób. Wśród nich aktor Olgierd Łukaszewicz, który wyrecytował "Pamiętajcie o ogrodach" – relacjonuje Lech Marcinczak, reporter tvnwarszawa.pl. - "Pamiętajcie o ogrodach, przecież stamtąd przyszliście" - brzmiało majestatycznie - dodaje.

Świeczki, znicze

Happening miał przypomnieć o wycince ponad 300 drzew w Ogrodzie Krasińskich. "Pożegnamy symbolicznie bidulkę sowę. Zaniesiemy jej zdjęcie pod Zarząd Terenów Publicznych" - zapowiadali wcześniej jego organizatorzy. - "To happening. Bez trupów" - zastrzegali.

W niedzielę uczestnicy akcji stanęli przy zamkniętej bramie głównej ogrodu. Tam stworzyli symboliczny grób z wizerunkiem ptaka.

- Są świeczki, zapalili znicze, są też plakaty ze zdjęciem sowy i zmienionym słowem "rewitalizacja" na "dewitalizacja" - relacjonuje Marcinczak.

Groteska? "Ignorancja urzędników"

- Chodziło o przyciągnięcie ludzi i pokazanie, że to jest dla nas bardzo ważny temat i nie pozwolimy o nim zapomnieć - powiedział Karol el Kashif, z organizatorów protestu. Na pytanie, czy akcja nie ociera się o groteskę, odpowiedział, że "groteską jest ignorancja urzędników". - Sowa jest tylko symbolem tej ignorancji i tego, jak nie należy rewitalizować parku - dodał.

El Kashif zaprosił także na kolejne spotkanie: w następną niedzielę, także w południe. - Odczytamy wówczas apel do pani prezydent - zapowiedział.

Apel do prezydent miasta

Jego zdaniem grodzenie i wycinka zieleni może dotknąć też inne warszawskie ogrody, jak Łazienki Królewskie, czy Ogród Saski. Zaapelował do prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz, aby publicznie zabrała głos w tej sprawie.

Mówił też zebranym, że ogrodzenie parku na czas remontu utrudnia życie okolicznym mieszkańcom. - Około 40 proc. mieszkańców Muranowa traktuje ten park jako przejściowy, czyli skraca sobie przez niego drogę do pracy czy do szkoły. Czy teraz będzie zamknięty przez dwa lata, bo urzędnikom nie chciało się etapować tej inwestycji? - pytał.

Czytaj też: Park zamknięty, ale mieszkańcy spacerują

Symboliczny pogrzeb sowy | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Około 30 osób przy bramie | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Na miejsce przyjechała straż miejska | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny pogrzeb sowy | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny grób | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny grób | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny grób sowy | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zebrani przy bramie | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Mieszkańcy przy bramie | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny pogrzeb sowy | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Około 30 osób przy bramie | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Na miejsce przyjechała straż miejska | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny pogrzeb sowy | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny grób | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Symboliczny grób | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl

"Padła z głodu"

Sowa miała zostać odnaleziona niedaleko ulicy Długiej. Jeden z przeciwników wycinki drzew w parku na portalu społecznościowym Facebook sugerował, że to właśnie wycinka mogła przyczynić się do śmierci zwierzęcia.

- Na pewno padła z głodu, bo wysoka okrywa śnieżna utrudnia sowom polowanie. Do tego doszedł duży mróz, a co za tym idzie - utrata ciepła i kalorii w organizmie - tłumaczył na łamach "Gazety Stołecznej" prof. Maciej Luniak z Muzeum i Instytutu Zoologii PAN. - Można snuć domysły, że ptak był związany z parkiem, a wycinka pozbawiła go łowiska, ale byłyby to spekulacje. Uszatka mogła też przylecieć z Mokotowa, gdzie coś ją wypłoszyło - dodał.

Co na to zarządca Ogrodu Krasińskich?

- Trudno nam się odnieść do tego w sposób inny aniżeli uwagi zamieszczone przez specjalistę - powiedziała w rozmowie z tvnwarszawa.pl Renata Kaznowska, dyrektor ZTP.

"Nie natrafiliśmy na ani jedno martwe zwierzę"

Kaznowska przekonuje: - Na terenie ogrodu są drzewa z dziuplami. Żadne drzewo z dziuplą nie zostało wycięte. Nie należy mylić drzew z dziuplami z drzewami z wypróchnieniami.

Jak przekonuje szefowa ZTP, na terenie parku jest 30 budek lęgowych w tym jedna budka dla puszczyka.

- Budkę tą na początku grudnia oczyszczaliśmy, przygotowując do okresu lęgowego. Jednak jej zawartość wskazywała, że nie była ona wykorzystywana od dłuższego czasu, co potwierdza tezę, że od dawna (prawdopodobnie kilku lat) ptaki te nie zamieszkują w ogrodzie - powiedziała Kaznowska.

- Podczas wycinki nie natrafiliśmy na ani jedno martwe zwierzę - dodała dyrektor ZTP.

Wycięli ponad 300 drzew

W ramach prac z parku zniknęło ponad 300 drzew, co wywołało protest części mieszkańców.

Spotkali się w ogrodzie i zapalili znicze na pozostałościach wyciętych drzew.

Do akcji włączył się też aktor Olgierd Łukaszewicz, który złożył do prokuratury wniosek w sprawie wycinki.

W czwartek protestujący złożyli też pismo do generalnego konserwatora zabytków w sprawie wycinki i prowadzonych w parku prac.

Modernizacji bronili z kolei projektanci oraz Zarząd Terenów Publicznych.

Nowy park za 15 mln zł

Zgodnie z zapowiedziami, park po rewitalizacji będzie ogrodzony. Nie wiadomo jeszcze, czy zarządca będzie go zamykał na noc.

W ramach modernizacji całego terenu parku (nie tylko części historycznej) odnowiony będzie plac zabaw w środkowej części. Pojawią się też dwa nowe, w okolicy ul. Długiej. Zostanie uruchomiona niedziałająca teraz fontanna przy pałacu. Zmodernizowany będzie staw, a na pobliskiej górce powstanie kaskada wodna.

Modernizacja Ogrodu Krasińskich ma kosztować ok. 15 mln zł. Prace mają zakończyć się za rok.

PRZECZYTAJ WIĘCEJ O PLANOWANYCH ZMIANACH.

MIESZKAŃCY ZANIEŚLI PETYCJĘ DO GENERALNEGO KONSERWATORA ZABYTKÓW:

O co chodzi protestującym?
Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Spotkanie w ministerstwie
Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl

ran/PAP/mz