"Staruchowi" grozi rok więzienia

Warszawa

| Fakty TVNfot

Jest dochodzenie ws. bandyckiego zachowania pseudokibica. Piotr Staruchowicz, który w sobotę, po meczu uderzył w twarz piłkarza Legii Jakuba Rzeźniczaka jest przesłuchiwany przez śródmiejskich funkcjonariuszy policji.

Dochodzenia zostało wszczęte we wtorek. Dzień wcześniej minister sportu i turystyki Adam Giersz zwrócił się do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta o wszczęcie postępowania w tej sprawie.

- Za naruszenie nietykalności cielesnej grozi do roku pozbawienia wolności - informuje prokurator Dariusz Ślepokura, z warszawskiej prokuratury okręgowej.

W twarz za przegrany mecz

Po sobotniej porażce Legii z Ruchem Chorzów 2:3, kibice stołecznego zespołu zwymyślali i opluli piłkarzy. Obojętny na to nie pozostał zawodnik Jakub Rzeźniczak, który ostro im odpowiedział.

"Sprawiedliwość" postanowił mu wymierzyć prowadzący doping wśród kibiców Legii Piotr Staruchowicz, pseudonim "Staruch". Kiedy legioniści wychodzili na pomeczowe rozbieganie, do tunelu prowadzącego na stadion wtargnął Staruchowicz i uderzył Rzeźniczaka w twarz.

Legia wznawia zakaz

Z kolei władze stołecznego klubu zdecydowały o przywróceniu orzeczonego wobec Piotra Staruchowicza dwuletniego klubowego zakazu stadionowego. Decyzja ta oznacza jednak, że "Staruch" będzie mógł wrócić na stadion już za rok.

- Osoba, która dopuściła się tego karygodnego przewinienia dostała od klubu kredyt zaufania. Został on niestety nadużyty i nie mogliśmy podjąć innej decyzji, jak przywrócenie zakazu udziału w imprezach organizowanych na naszym stadionie. Żałujemy, że mimo dobrej woli z naszej strony oraz wstawiennictwa wielu osób, w tym polityków i stołecznych samorządowców, pan Staruchowicz po raz kolejny dopuścił się zachowania, które spotka się zawsze z naszą zdecydowaną reakcją – powiedział prezes Legii Paweł Kosmala.

"Nie mógł powstrzymać się od czynu"

Stowarzyszenie Kibiców Legii Warszawa, którego członkiem jest "Staruch" poinformowało w poniedziałek, że Rzeźniczak i Staruchowicz "spotkali się i wyjaśnili wszystkie nieporozumienia [...]. Obie strony stwierdziły, że działały w afekcie - jeden za dużo powiedział, a drugi nie był w stanie się powstrzymać od czynu, który nie powinien mieć miejsca".

Oświadczenie SKLW ukazało się przed decyzją Legii o zakazie stadionowym dla Staruchowicza.

mj//kdj/k