Spór o zakaz demonstracji. "Błędów było mnóstwo"

Warszawa

fot

- Władze miasta mogły i powinny zakazać demonstracji w czasie Święta Niepodległości – twierdzi Dariusz Joński, były wiceprezydent Łodzi. Z tą argumentacją nie zgadzają się władze miasta. - Nie mieliśmy wyjścia. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest w tej sprawie jednoznaczny – odpowiada Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza.

- W moim przekonaniu zawiniła prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Nie zrobiła wszystkiego, aby zapobiec temu co się wydarzyło. Mogła skorzystać z artykułu 8 „Prawa o zgromadzeniach", które mówi jasno, że gmina może zakazać zgromadzeń, jeżeli są ku temu przesłanki. Tutaj takie przesłanki były. Było zagrożenie życia, było zagrożenie mienia i to w znacznych rozmiarach - stwierdził na antenie TVN24 Dariusz Joński(SLD), były wiceprezydent Łodzi.

– Brak wyobraźni władz Warszawy, słabi prawnicy, niechęć urzędników, aby podjąć taką decyzję, błędów było mnóstwo. Ja chętnie pomogę Hannie Gronkiewicz-Waltz, żeby nie przegrywała. Ja nie przegrałem, a dwukrotnie w Łodzi w zeszłym roku wstrzymaliśmy takie przemarsze, bo wiedzieliśmy co się może wydarzyć – dodaje.

Mogli zakazać

Podobnego zdania jest karnista prof. Piotr Kruszyński. - Nie mogę zgodzić się ze zdaniem pani prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz, która stwierdziła, że władza nie może sobie pozwolić na przegraną w sądzie – skomentował karnista. - Powinno się odmówić rejestracji jednej z dwóch demonstracji. Albo można było je rozdzielić - mówił w TVN24 Kruszyński.

Wyrok TK nie pozwala

Z tymi argumentami nie zgadza się rzecznik ratusza i podaje zapisy, które znalazły się w wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 18 stycznia 2006 roku.

Czytamy w nim m.in.: „Po pierwsze, ewentualność kontrdemonstracji przy użyciu przemocy lub przyłączenia się skłonnych do agresji ekstremistów nie może prowadzić do pozbawienia tego prawa nawet wtedy, gdy istnieje realne niebezpieczeństwo, że zgromadzenie publiczne spowoduje naruszenie porządku publicznego przez wydarzenia, na które organizatorzy zgromadzenia nie mają wpływu, a władza publiczna uchyla się od podjęcia skutecznych działań w celu zagwarantowania realizacji wolności zgłoszonego zgromadzenia."

Prezydent Warszawy już w sobotę przekonując, że nie mogła zakazać którejś z demonstracji powoływała się na wyroki TK. Gronkiewicz-Waltz przypomniała też, że w ub. roku zakazała marszu "Wolne Konopie" i przegrała w WSA.

- Nie może być tak, że ja jako urzędnik władzy publicznej mówię, że czegoś nie wolno - powiedziała. I dodała, że gdyby zabroniła manifestacji "Marsz Niepodległości" i "Kolorowa Niepodległa", przegrałaby w sądzie.

Trzeba zmienić prawo

Prezydent stolicy zaproponowała także konkretne zmiany w prawie, które w przyszłości mają nie dopuścić do podobnych wydarzeń. Władze Warszawy chcą, żeby zapisy z ustawy o imprezach masowych przenieść do ustawy o zgromadzeniach publicznych. Chodzi o :zakaz zasłaniania twarzy, zakaz organizacji różnych demonstracji w tym samym miejscu i tym samym czasie oraz zakaz używania materiałów pirotechnicznych.

par