Smog już jak w Pekinie? "Dane nie są wiarygodne"

Warszawa

Miasto Jest NaszeSmog nad Warszawą

Duże poruszenie wywołała w ostatnich dniach publikacja danych, z których wynika, że zanieczyszczenie powietrza w Warszawie jest większe niż w Pekinie. Urzędnicy przekonują, że smogowe liczby z chińskiego portalu są niewiarygodne, a do alarmowych danych daleko. Nie znaczy to jednak, że problemu nie ma.

Grafiki pochodzą z portalu aqicn.org. Z przedstawionych danych wynika, że w piątek wskaźnik szkodliwych pyłów PM2.5 wynosi w Warszawie 157 (niezdrowe), a w Pekinie zaledwie 87 (średnia). To musiało wywołać szok, bo nie jest tajemnicą, że stolica Chin zalicza się do miast z najgorszą jakością powietrza na świecie.

Wjadą tylko nieparzyści

Zestawienie udostępnił na Facebooku m.in. Warszawski Alarm Smogowy, czyli profil prowadzony przez Miasto Jest Nasze. W środę, już na swoim profilu, stowarzyszenie podgrzało zainteresowanie tematem publikując wpis-prowokację: "Ze względu na zanieczyszczenie powietrza, które osiągnęło poziom alarmujący, władze Warszawy wprowadzą od czwartku ograniczenie ruchu kołowego; na ulice wyjadą tylko samochody o nieparzystej rejestracji - poinformowała w środę prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz w specjalnym oświadczeniu".

Warszawa a Pekin
aqicn.org

Niżej autorzy wyjaśniają, że do opisanej sytuacji doszło, ale w Paryżu. Ale wpis narobił tyle hałasu, że stołeczny ratusz postanowił go oficjalnie zdementować: "Informujemy, że doniesienia pojawiające się w mediach społecznościowych, dotyczące zakazu wjazdu samochodów do centrum miasta, są nieprawdziwe".Dalej urzędnicy przekonują, że robią wiele, aby ograniczyć zanieczyszczenie środowiska poprzez zakup nowoczesnego, niskoemisyjnego taboru autobusowego, inwestycje w tramwaje, kolej, metro i system rowerów miejskich Veturilo.

Jak bardzo szkodzą samochody?

Aktywiści z MJN główne źródło problemu widzą w samochodach. Powołując się na dane przytoczone w zeszłorocznym raporcie Najwyższej Izby Kontroli przypisują im ponad 63 procent zanieczyszczeń pyłowych. Urzędnicy, powołując się z kolei na dane Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, przekonują, że ten odsetek jest o połowę niższy, a głównym źródłem emisji szkodliwych pyłów (56 procent) jest ich napływ z innych miejscowości: podwarszawskich, ale też położonych dalej. Podwyższone stężenia pyłów w ostatnich dniach notowane są w całym województwie, a przyczyną zjawiska ma być rozpoczęcie sezonu grzewczego i niekorzystne warunki meteorologiczne – słaby wiatr i brak opadów. Jak tłumaczy nam Krystyna Barańska z WIOŚ, paradoksalnie najgorszy jest właśnie początek sezonu. Zimne wieczory sprawiają, że w wiele domów dogrzewa się kominkami czy piecami opalanymi drewnem. Gdy przyjdzie zima i temperatura spada na dobre, uruchamiają już właściwe ogrzewanie, mniej szkodzące środowisku.Potwierdzeniem tej tezy mają być także dane dotyczące dwutlenku azotu, który emitują głównie auta - jego stężenie w ostatnim czasie nie wzrosło.- Warszawa jest otoczona wianuszkiem miejscowości, gdzie dominuje indywidualnie ogrzewanie domów węglem, drewnem i śmieciami. Prawie 60 proc. zanieczyszczenia powietrza nad stolicą generuje właśnie napływ z ościennych miejscowości. Ten odsetek to średnia roczna, a napływ ten jest głównie w sezonie grzewczym, stąd teraz wzrost tych wartości – wyjaśnia Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza.Według danych WIOŚ, udział ruchu samochodowego w emisji szkodliwego pyłu PM10 to 30 procent. – Z czego tylko 7 procent to pył "z rury", 13 proc. ze ścierania opon i klocków hamulcowych, a 80 proc. to pylenie wtórne, czyli podrywanie pyłu z jezdni przez samochody. To pokazuje, że akcja mycia ulic ma głęboki sens – dodaje Baranowska. Ale główny czynnik poprawy jakości powietrza upatruje poza granicami stolicy. – Należałoby w ograniczyć źródła ogrzewania indywidualnego w podwarszawskich domach, na co Warszawa niestety nie ma wpływu – zauważa.I podkreśla, że choć w ostatnich dniach niebezpieczne wartości wzrosły, to nie osiągnęły stanów alarmowych.

Wiarygodne dane na stronie WIOŚ

Pracowniczka inspektoratu rozprawia się także z danymi z chińskiego portalu. – Nie są wiarygodne. Oni korzystają z naszych informacji, ale w dowolny, sobie tylko znany sposób. Wielokrotnie dochodziło do ogromnych przekłamań, które niepotrzebnie wywołują panikę – twierdzi Krystyna Baranowska i zapewnia, że choć Chińczycy powołują się na WIOŚ, to on tych danych w żaden sposób nie autoryzuje.– Próbowaliśmy się nawet kontaktować z twórcami tej strony, bo dane, którymi operujemy nie są tajne, chętnie się nimi dzielimy. Niestety nie było odzewu – dodaje i zachęca do kontaktów telefonicznych z WIOŚ lub zaglądaniem na stronę internetowa instytucji. Niestety sposób prezentacji danych i łatwość nawigacji daleko odbiegają od czytelności i funkcjonalności chińskiej strony.Polska od lat ma najbardziej zanieczyszczone powietrze w Unii Europejskiej – alarmowała już rok temu Najwyższa Izba Kontroli. Aż sześć polskich miast znalazło się w pierwszej dziesiątce miast europejskich z największa liczbą dni w roku, w których przekroczone stężenie pyłu PM10. Niewielkim pocieszeniem jest to, że Warszawa na tej niechlubnej liście jest dziesiąta. Gorzej mają mieszkańcy Jeleniej Góry, Poznania, Rybnika, Katowic, Nowego Sącza i Krakowa. W stolicy w ciągu roku jest średnio 57 dni, podczas których norma jest przekroczona. Dla porównania w Krakowie, najbardziej zanieczyszczonym polskim mieście, takich dni jest 150. Dopuszczalna norma to 35 dni.

Przyczyny przekroczeń PM10
WIOŚ / UM

Wysokie stężenie pyłu zawieszonego może powodować i pogłębiać choroby płuc i układu krążenia (zawał serca i arytmię), a także choroby nowotworowe.

Przeciętna liczba dni z przekroczeniem PM10
NIK / WHO

Piotr Dąbrowiecki z Wojskowego Instytutu Medycznego opowiada o objawach chorób związanych z zanieczyszczeniem powietrza. Zobacz nasz archiwalny materiał:

O objawach
Dawid Krysztofiński / tvnwarszawa.pl

Piotr Bakalarski