Śmierć na mecie "Biegnij Warszawo"

Warszawa

"Fakty" TVNŚmierć na mecie "Biegnij Warszawo"

Na mecie imprezy "Biegnij Warszawo" reanimowany był jeden z uczestników biegu. Niestety, zmarł w szpitalu, gdzie trafiło jeszcze kilka omdlałych osób.

Na oczach zawodników i kibiców, tuż za linią mety 10-kilometrowego biegu trwała dramatyczna akcja ratunkowa - reanimowano jednego z uczestników.

- Mężczyzna upadł za metą po ukończeniu biegu. Stracił przytomność. Ratownicy medyczni próbowali mu pomóc. Mimo reanimacji, nie udało się go uratować. Doszło do zatrzymania akcji serca – opowiadał Wojciech Bojanowski z TVN 24, który uczestniczył w zawodach, a około 12.50 był świadkiem tego tragicznego zdarzenia i pomagał w akcji ratowania biegacza.

Niestety, akcja nie przyniosła skutku - mężczyzna zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Karetka w tłumie?

Według Bojanowskiego, karetka musiała się przeciskać między uczestnikami.

- Byłem metr od tego człowieka. Spiker mówił, że minęła godzina od startu, czyli jakieś 10 minut od początku akcji ratunkowej. Ratownicy medyczni, którzy byli na mecie, podjęli reanimację. Nie wiem, czy był wśród nich lekarz - mówił Bojanowski, który o całym zdarzeniu opowiadał w studiu TVN 24. - Potem pojawiła się karetka, miała problem z dojazdem do tej strefy, jechała pod prąd, pomiędzy ludźmi.

- To jakieś nieporozumienie. Karetka była na linii mety, a akcja reanimacyjna została podjęta natychmiast - zapewnił Sławomir Rykowski, rzecznik "Biegnij Warszawo". - Karetka nie była wzywana, bo musiała być na miejscu i była - dodał.

Rykowski poinformował też, że zabezpieczenie medyczne znacznie przewyższało przyjęte standardy. - Na każdym kilometrze był ratownik, na trasie znajdowało się sześć dwuosobowych zespołów "lotnych" z łącznością, cztery karetki i jedna na mecie – wymieniał.

Wojciech Bojanowski, reporter TVN24 i uczestnik biegu
TVN24

Sędzia międzynarodowy IAAF Janusz Rozum powiedział PAP, że przepisy nie określają jak ma być zabezpieczona od strony medycznej biegowa impreza masowa.

- Musi być lekarz i szybka droga do szpitala. Tyle mówią przepisy. Bez lekarza zawody nie mogą się rozpocząć - podkreślił Rozum. Dodał, że w Polsce przypadki śmierci podczas biegów zdarzały się już wcześniej. W październiku 2012 zmarł jeden z uczestników 13. Poznań Maraton. 35-letni mężczyzna na czternastym kilometrze miał atak serca. Mimo akcji reanimacyjnej nie udało się go uratować.

Zasłabł na mecie

Jak poinformowała policja, mężczyzna, który zmarł w Warszawie miał 37 lat. Inne dane przekazał PAP dyrektor biegu.

- Według naszych danych jest to 26-letni mężczyzna. Zasłabł na mecie. Ratownicy natychmiast przystąpili do reanimacji, która nie przyniosła dobrego efektu. Trudno w tej chwili powiedzieć, co było przyczyną śmierci. Zawodnik został przewieziony karetką do szpitala, gdzie trafiło jeszcze kilka omdlałych osób, ale ich stan zdrowia nie zagraża życiu - poinformował PAP Bogusław Mamiński.

Dodał, że tragiczne przypadki w masowych imprezach długodystansowych zdarzają się nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie. - Jest mi bardzo przykro, tak jak wszystkim osobom pracującym przy imprezie, że zdarzyło się to u nas, w Warszawie - podkreślił.

12 tysięcy biegaczy

W biegu wystartowało około 12 tysięcy uczestników, co jest rekordem frekwencji w masowym biegu w Polsce. Metę osiągnęło 11 856 osób.

Michał Kaczmarek (WKS Grunwald Poznań) w czasie 29.28 oraz Iwona Lewandowska (Vectra Włocławek) - 33.04 najszybciej pokonali 10-kilometrową trasę.

PAP, lata//roody/par

Sławomir Rykowski, rzecznik "Biegnij Warszawo"
TVN24