Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

Słaby mecz, gwizdy z trybun. Legia zremisowała ze Śląskiem

Warszawa

Dominik Buze/Newspix.plLegia Warszawa grała ze Śląskiem Wrocław

Choć Legia jako jedyny z polskich klubów dalej gra w europejskich pucharach dzięki wyeliminowaniu fińskiego KuPS, to o grze podopiecznych Aleksandara Vukovicia nie można powiedzieć nic dobrego. Jednak licznie zgromadzeni kibice przy Łazienkowskiej oczekiwali, że ich ulubieńcy w końcu zaczną grać w piłkę, będą zdecydowanie przeważać i strzelą przynajmniej kilka goli. Przeliczyli się. W spotkaniu ze Śląskiem dobrze spisała się tylko defensywa, która zagrała na zero z tyłu.

Przewaga tylko w posiadaniu piłki

Pierwsza sytuacja bramkowa miała miejsce w 16. minucie i mało brakowało, a Legia strzeliłaby samobójczego gola. Po wrzutce z rzutu wolnego jeden z graczy Śląska zacentrował wzdłuż linii bramkowej, a Artur Jędrzejczyk uprzedził Piotra Celebana i piłka po jego próbie wybicia powędrowała niewiele nad poprzeczką. Chwilę później odpowiedział warszawski zespół, a konkretnie Jarosław Niezgoda, który uderzał głową po dośrodkowaniu Waleriana Gwilii – górą był jednak Matus Putnocky.

Kolejną okazję dla gospodarzy stworzył Luquinhas. Brazylijczyk był bardzo aktywny i mógł zostać nagrodzony za swoją pracę, gdyby nie golkiper rywali – Putnocky ponownie doskonale interweniował, tym razem wybijając piłkę na rożny po mocnym strzale z dystansu. Natomiast w 37. minucie na podobne rozwiązanie, co Luquinhas zdecydował się Arvydas Novikovas, ale futbolówka po jego uderzeniu odbiła się od Krzysztofa Mączyńskiego i opuściła boisko.

Choć legioniści oddali cztery celne strzały i mieli 63 procent posiadania piłki, to w ich grze brakowało pomysłu, polotu i skuteczności. Natomiast wrocławianie niczym się nie wyróżnili, a wynik mógł ich cieszyć.

Jeszcze nudniej

O ile w pierwszej połowie kibice przynajmniej zobaczyli kilka strzałów, tak po zmianie stron z boiska wiało kompletną nudą. Bramkarza próbował pokonać Paweł Stolarski, swoją szansę miał również rezerwowy Dominik Nagy, ale to by było na tyle – Legia grała słabo, a rywale za bardzo nie musieli przeszkadzać jej piłkarzom.

Vuković szukał nowych rozwiązań, oprócz Nagy'a wprowadził na murawę m.in. Jose Kante i Sandro Kulenovicia, który zanotował fatalny występ w rewanżowym meczu z KuPS. Jednak rezerwowi niewiele wnieśli w poczynania swojego zespołu. Z kolei Śląsk miał kilka dośrodkowań w pole karne i ewidentnie czekał na końcowy gwizdek – oddał tylko jeden celny strzał w całym meczu.

Sędzia Paweł Gil doliczył trzy minuty, ale wynik nie uległ zmianie. Piłkarzy gospodarzy żegnały gwizdy – po raz kolejny w obecnym sezonie.

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 0:0

PO/TG