Serbia nie dostanie budynku po swojej ambasadzie

Warszawa

Boston9 / Wikipedia CC BY-SAWilla Gawrońskich, dawna siedziba ambasady Serbii

Ostateczne jest już rozstrzygnięcie sądu stwierdzające, że Serbia nie zostanie - na skutek zasiedzenia - właścicielem budynku w Alejach Ujazdowskich w Warszawie, w którym znajdowała się jej ambasada. W czwartek Sąd Najwyższy oddalił kasację Serbii w tej precedensowej sprawie.

Spory sądowe pomiędzy rodziną Gawrońskich - spadkobiercami przedwojennych właścicieli budynku - a Republiką Serbii toczą się od kilku lat.

Ambasada Jugosławii, a potem Serbii, mieściła się w budynku w Alejach Ujazdowskich 23 w Warszawie od 1947 r. (obecnie znajduje się ona w innym miejscu stolicy - red.).

Przed ponad dekadą budynek formalnie wrócił do spadkobierców, jednak do 2007 r. nadal znajdowała się w nim siedziba ambasady.

Gawrońscy wystąpili do sądu o zapłatę blisko 25 mln zł za bezumowne użytkowanie budynku. Z kolei Serbia wystąpiła z wnioskiem o uznanie nabycia spornej nieruchomości w drodze zasiedzenia.

Serbia kontra spadkobiercy

W czerwcu 2012 r. warszawski sąd okręgowy utrzymał orzeczenie Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia i orzekł prawomocnie, że Serbia nie zostanie - na skutek zasiedzenia - właścicielem nieruchomości.

SO wskazywał wówczas m.in., że nie upłynęło wymagane 30 lat do stwierdzenia zasiedzenia, bo na kilka miesięcy przed upływem tego terminu - liczonego od 1 listopada 1976 r. - Gawrońscy złożyli wezwanie do ugodowego załatwienia sprawy. Ponadto Serbia nie otrzymała zezwolenia szefa ówczesnego MSWiA na nabycie nieruchomości poprzez zasiedzenie.

Spór o datę

Dzień 1 listopada 1976 r. został przyjęty przez sąd okręgowy jako moment, gdy zakończyło się użytkowanie ambasady przez Jugosławię na mocy umowy i rozpoczęło tzw. użytkowanie bezumowne.

Data ta była jednak podawana w wątpliwość przez pełnomocników Serbii. Wskazywali oni, że umowa o użytkowanie faktycznie wygasła pod koniec lat 60. Ponadto ich zdaniem nie było wymagane zezwolenie ministra.

Pełnomocnik spadkobierców mec. Lech Żyżylewski odpowiadał z kolei, że zezwolenie ministra "było ewidentnie wymagane", zaś data 1976 r. - choć określona przez sąd prawidłowo - nie jest kluczowa w rozstrzygnięciu tej sprawy.

Wykładnia NSA

Kwestią decyzji ministra spraw wewnętrznych zajmował się już Naczelny Sąd Administracyjny. W marcu uznał on, że w świetle ustawy z 1920 r. o nabywaniu nieruchomości przez cudzoziemców zasadniczo zgody wymaga "każde zdarzenie prawne" zmierzające do nabycia nieruchomości. Zwrot "każde zdarzenie prawne" należy rozumieć szerzej i mieści się w nim również zasiedzenie - uznał NSA.

"Wymagana zgoda państwa"

- Sąd administracyjny jednoznacznie rozstrzygnął tę sprawę. SN formalnie nie był związany tym orzeczeniem, ale prawomocne decyzje sądów administracyjnych powinny być szanowane - zaznaczył sędzia SN Antoni Górski.

SN wskazał jednak przede wszystkim, że w drugiej połowie lat 40. Serbia otrzymała budynek w tzw. posiadanie zależne - które nie może prowadzić do zasiedzenia - i nie ma podstaw do przyjęcia zmiany charakteru tego posiadania. Na taką zmianę - jak dodano - powinna być wymagana zgoda naszego państwa i nie mogła się ona dokonać "jednostronnym aktem".

- Precedensowość tej sprawy polegała na tym, że dotyczyła stosunków międzypaństwowych, które muszą opierać się na zasadach suwerenności, równości podmiotów i poszanowania prawa przez państwo, które podejmuje misję dyplomatyczną w innym państwie - mówił w uzasadnieniu orzeczenia Górski.

Pozostaje sprawa pieniędzy

Czwartkowa rozprawa była drugą w tej sprawie, która toczyła się przed Sądem Najwyższym. W listopadzie zeszłego roku SN - ze względu na konieczność pogłębionej analizy - odroczył rozstrzygnięcie kasacji.

Przed warszawskim sądem okręgowym cały czas toczy się natomiast proces dotyczący zapłaty za bezumowne użytkowanie budynku. Sąd pozyskał opinie w sprawie oszacowania kwoty ewentualnie należnej spadkobiercom.

Nie został na razie wyznaczony termin kolejnej rozprawy.

PAP/mz