Sensacja w Warszawie. Legię zatrzymała Wisła Płock

Warszawa

Wisła Płock postawiła Legii na Łazienkowskiej trudne warunki i w nagrodę wróci do domu z punktem. Mistrzowie Polski stracili dwubramkowe prowadzenie, czym przerwali serię pięciu kolejnych zwycięstw.

Patrząc na ostatnie wyniki obu zespołów faworyt mógł być tylko jeden - Legia wygrała pięć kolejnych meczów, Wisła żadnego z ostatnich ośmiu.

Warszawianie do meczu z beniaminkiem przystąpili osłabieni brakiem Miroslava Radovicia i Guilherme. Serb i Brazylijczyk byli ostatnio czołowymi zawodnikami mistrzów Polski, ale w piątek nie mogli zagrać z powodu zawieszenia za żółte kartki. Jacek Magiera ma jednak na tyle szeroką kadrę, że z zastąpieniem tych zawodników nie miał większego problemu.

Strzelili i się cofnęli

Gospodarze świetnie weszli w mecz i już w pierwszych minutach stworzyli sobie kilka sytuacji bramkowych. Celnie uderzali Vadis Odidja-Ofoe i Michał Kucharczyk. Z tymi uderzeniami golkiper gości jeszcze sobie poradził, ale przy strzale Nemanji Nikolicia był już bezradny. Węgier dostał doskonałe dośrodkowanie od Łukasza Brozia i nie miał problemu ze skierowaniem piłki głową do siatki.

Po objęciu prowadzenia mistrzowie Polski nieco oddali pole rywalom i mogli za to zapłacić. Ratować ich musiał - nie pierwszy raz w tym sezonie - Arkadiusz Malarz, który wygrał pojedynek oko w oko z Jose Kante. Do przerwy to właśnie przyjezdni mieli optyczną przewagę, ale nie potrafili jej udokumentować.

Płocczanie do szatni powinni schodzić z bagażem nawet dwóch bramek, ale Kasper Hamalainen stracił w polu karnym równowagę i nie wykorzystał doskonałego dogrania z prawego skrzydła. Fin był sam przed bramkarzem.

W następnej sytuacji były piłkarz Lecha Poznań już się nie pomylił. W pole karne wbiegł Bartosz Bereszyński, doskonale wyłożył piłkę na piąty metr, a tam wystarczyło już tylko dołożyć nogę. Legia miała 2:0 i wydawało się, że spokojnie będzie kontrolować spotkanie. Nic z tych rzeczy.

Konsternacja na trybunach

Na gola Fina przyjezdni odpowiedzieli momentalnie. W środku pola dużo miejsca miał Dominik Furman, z czego skrzętnie skorzystał. Były legionista trafił idealnie, a piłka zanim wpadła do siatki otarła jeszcze poprzeczkę.

Mistrzowie Polski nie potraktowali tego ostrzeżenia i wkrótce trybuny w konsternacje wprawił Kamil Sylwestrzak. Obrońca trafił po błędzie Malarza, który zamiast łapać piłkę, piąstkował ją i zawodnika gości nabił.

Legia próbowała jeszcze strzelić trzeciego gola, ale zabrakło jej czasu.

Legia - Wisła Płock 2:2

bramki: Nikolić (10), Hamalainen (56) - Furman (63), Sylwestrzak (78)

CZYTAJ TEŻ NA SPORT.TVN24.PL