Saski Zakątek straci plac zabaw? Ratusz: "Proszę nie robić dramatu"

Warszawa

Artur Węgrzynowicz /tvnwarszawa.pl" Rozumiemy to, co robią rodzice"

- Nie chcemy wyrzucać przedszkola - zapewniają nowi właściciele kawałka ogródka Saskiego Zakątka. Ale dodają, że ruch jest po stronie miasta. Ratusz deklaruje, że chce teren odkupić, ale nic w tej sprawie nie robi. - Są inni chętni na zakup - ostrzega jeden z właścicieli.

W środę na tvnwarszawa.pl napisaliśmy o placu zabaw przedszkola na Saskiej Kępie. Rodzice maluchów boją się, że te stracą miejsce do zabawy, ponieważ fragment ogródka odzyskali niedawno spadkobiercy byłych właścicieli.

Rodzice protestują więc przeciwko działaniom podejmowanym przez miasto. A raczej - przeciwko ich brakowi. To łączy ich z... nowymi właścicielami działki, którzy też mają żal do urzędników. I deklarują, że wcale nie chcą wyrzucać dzieci.

"Moje dziecko będzie chodziło do tego przedszkola"

- Moi dziadkowie mieszkali na Saskiej Kępie, rodzice, ja tu mieszkam. Niedługo zostanę tatą i mam nadzieję, że moje dziecko będzie chodziło do tego przedszkola - zapewnia w rozmowie z tvnwarszawa.pl Tomasz Dembiński, jeden z nowych właścicieli działki.

Twierdzi przy tym, że urzędnicy nie podjęli tematu wykupu. - W połowie zeszłego roku odbyły się pierwsze spotkania z burmistrzem dzielnicy Praga Południe, który zadeklarował, że byłby w stanie odkupić od nas działkę. Dla nas była to dobra wiadomość - mówi właściciel.

W styczniu zeszłego roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze podjęło decyzję o zwrocie. Akt notarialny został podpisany w grudniu. Ale dzielnica nawet nie zaczęła przygotowań do zwrotu nieruchomości. Termin minął 3 marca. - Rozumiemy to, co robią rodzice, i tak naprawdę się pod tym podpisujemy. Przerażą nas to, że miasto stawia się ponad prawem i korzysta z naszej własności. Nie wiemy, co robić - mówi Dembiński.

Czemu dzielnica nie oddała działki? - To są małe dzieci, musimy dbać o ich bezpieczeństwo - odpowiada Robert Kempa, zastępca burmistrza Pragi - Południe. I dodaje: - Nie możemy wydać działki bez przygotowań. Ma ustanowioną służebność drogi i dojazdu, musimy zlecić jej ogrodzenie.

Czemu nie zrobiono tego przez trzy miesiące? - Wprowadzając takie działania do budżetu, nie jesteśmy w stanie ich zrealizować w ciągu 3 miesięcy - przekonuje Kempa. I dodaje: - Jeżeli właściciele złożą pozew o odszkodowanie, a sąd uzna roszczenia za słuszne, będziemy płacić.

"Są inni chętni na zakup"

W między czasie władze Pragi Południe zamówiły operat szacunkowy. Rzeczoznawca wycenił sporną działkę na 900 tysięcy złotych.

- O tej kwocie dowiedziałem się z tvnwarszawa.pl. Poprosiliśmy dzielnicę o ten operat, ale usłyszeliśmy, że należy do miasta i nie mogą nam go przekazać - mówi Dembiński.

I dodaje: - Moglibyśmy przystać na taką cenę, choć działka jest atrakcyjna, w centrum Saskiej Kępy i zgłaszają się do nas ludzie, którzy są zainteresowani jej zakupem. Wciąż jesteśmy cierpliwi i czekamy na propozycję miasta, ale opieszałość urzędników działa na niekorzyść przedszkola.

"Proszę nie robić dramatu"

Choć działka ma tylko 456 mkw, można na niej budować mieszkania. Dopuszcza to miejscowy plan zagospodarowania dla tego terenu. - W oparciu o ten zapis powstała wycena rzeczoznawcy - przyznaje Kempa.

I tłumaczy, że dzielnica nie ma pieniędzy na wykup. Zwróciła się więc o pomoc do miasta. - Jest wola, by odkupić tę działkę - zapewnia wiceprezydent Włodzimierz Paszyński. Ale żadne decyzje nie zapadły. - Za wcześnie, by o tym mówić. Mamy wiele spraw związanych z dekretem Bieruta i szukamy dobrych rozwiązań. Nie dzieje się przecież żadna tragedia, a funkcjonowanie tej placówki nie zależy od tego kawałka ziemi. Proszę nie robić z tego dramatu! - mówi w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

Katarzyna Śmierciak - k.smierciak@tvn.pl