Sądowe akta w oborze, firma, która je paliła, zgłosiła się na policję

Warszawa

"Były tam prowadzone badania naukowe"TVN24
wideo 2/3

W śledztwie w sprawie akt sądowych i kart do głosowania palonych w oborze w Gołaszewie trwają oględziny kilku ton dokumentów. Firma, która miała palić akta w ramach eksperymentu naukowego, sama zgłosiła się na policję.

W poniedziałek w pustostanie w Gołaszewie pod Ożarowem Mazowieckim znaleziono trzy tony nadpalonych i przemoczonych dokumentów. Niektóre leżały w stertach, inne były przechowywane w centralnej części budynku w zadaszonej konstrukcji z płyt kartonowych.

Stały w niej stalowe regały. Pod plandeką były akta spraw cywilnych z Sądu Rejonowego w Wołominie z lat 2002-2005. Oprócz tego, jak nieoficjalnie ustaliła PAP, wypełnione karty do głosowania w wyborach do Sejmu i Senatu na IV i V kadencję, czyli z lat 2001 i 2005.

Oględziny i przesłuchania świadków

Policjanci z Komendy Powiatowej Policji Warszawa-Zachód wywieźli stamtąd trzy tony dokumentów, które zajęły kilka pomieszczeń komendy. Przez kilka dni policjanci osuszali dokumenty i segregowali według miejsca, z którego pochodzą.

- W czwartek rozpoczęły się oględziny tego materiału. W protokole spisywany jest każdy z dokumentów. Może to potrwać ponad tydzień - powiedział Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Dodał, że policjantom zlecono także przesłuchanie świadków.

W czwartek został przesłuchany m.in. Leszek Stachlewski z Ochotniczej Straży Pożarnej w Ożarowie Mazowieckim. Kilka dni temu powiedział, że brał udział w podpalaniu dokumentów w oborze w Gołaszewie, ale nie był świadomy, że są to akta. - Miasto przekazało tę oborę jako poligon do ćwiczeń - powiedział.

Poinformował też, że około trzech tygodni temu warszawska firma Telesto sp. z o.o., wykorzystująca technologię generowania mgły wodnej, sprawdzała, jak ten system sprawdzi się w archiwum. Firma współpracowała m.in. ze Szkołą Główną Służby Pożarniczej, Centrum Naukowo-Badawczym Ochrony Przeciwpożarowej, Wojskowym Instytutem Higieny.

- Wybudowali w oborze pomieszczenie, ustawiali półki, a na nich stare teczki z papierami, nad tym były zamontowane tryskacze, a komora była wyposażona w czujniki i kamery termowizyjne. Oni to podpalali od dołu i po jakimś czasie sprawdzali spadek temperatury po tym, jak ruszyły tryskacze. My zabezpieczaliśmy te ćwiczenia. Trwały trzy dni - powiedział Stachlewski. To samo miał przekazać policji.

Firma sama się zgłosiła

Firma Telesto miała pod koniec lipca kontynuować badania w Gołaszewie. Po tym, jak funkcjonariusze w poniedziałek zabezpieczyli materiał, na którym pracowała, zgłosiła się na policję.

- Złożyłam w tej sprawie zeznania na policji. Pozostajemy do dyspozycji organów ścigania. Na tym etapie nie chciałabym udzielać więcej informacji - powiedziała PAP Anna Latek, prezes Telesto SA, siostrzanej spółki Telesto sp.z o.o. Prezes tej drugiej firmy przebywa za granicą i ma się zgłosić na komendę po powrocie do kraju.

PAP/kw