Sąd uchylił zakaz marszu narodowców. Ratusz złożył zażalenie

Warszawa

Gronkiewicz-Waltz o "martwym przepisie"TVN24
wideo 2/4

Ratusz odwołał się od decyzji sądu, który uchylił decyzję prezydent Warszawy w sprawie zakazu marszu narodowców. Sąd apelacyjny ma dobę na rozpatrzenie tego odwołania.

- Do Sądu Okręgowego w Warszawie złożone zostało zażalenie na postanowienie tego sądu, który uchylił w czwartek wieczorem decyzję prezydent stolicy w sprawie zakazu organizacji Marszu Niepodległości - przekazał w piątek wieczorem pełnomocnik stołecznego ratusza mecenas Antoni Kania-Sieniawski. Informację podała na Twitterze także Hanna Gronkiewcz-Waltz:

Zgodnie z przepisami, sąd apelacyjny rozpoznaje zażalenie w ciągu 24 godzin od dostarczenia akt sprawy przez sąd okręgowy.

W czwartek Sąd Okręgowy uwzględnił odwołanie złożone przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości. Tym samym uchylił decyzję prezydent stolicy o zakazie przemarszu narodowców. - Składamy apelację. Będziemy używać argumentów. Mamy argument w postaci wczorajszego zarządzenia premiera, że kieruje Żandarmerię Wojskową do pomocy policji. To znaczy, że nasze oceny były właściwe, że policja by sobie nie poradziła - oznajmiła rano Gronkiewicz-Waltz.

"Przepis martwy"

Odwołanie od decyzji sądu zapowiedziała w piątek rano prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz. Prezydent nadmieniła, że konstytucja "pozwala na ograniczenie wolności zgromadzenia, jeśli to ma zagrażać życiu i zdrowiu". - Jeżeli sąd nigdy, z tego co wiem, nie zaakceptował zakazu, to znaczy, że ten przepis jest martwy i dla porządku można by go zlikwidować - stwierdziła.

Przekonywała też, że zakazując marszu kierowała się przede wszystkim względami bezpieczeństwa i ta sama kwestia zostanie podniesiona w apelacji. - Nie wiemy, w jakim zakresie policjanci wrócą do pracy - dopowiedziała. Jak pisaliśmy na tvnwarszawa.pl, członkowie Stowarzyszenia Marsz Niepodległości zapowiedzieli złożenie zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez prezydent Warszawy w związku z zakazem wydarzenia. Pytana o tę kwestię Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała: "niech składają, ja korzystam ze swoich kompetencji, które daje mi ustawa".

Dopytywana z kolei, czy nie ma wrażenia, że swoją decyzją pomogła rządowi PiS, który zapowiedział organizację swojego marszu powiedziała: "ja jestem od pilnowania bezpieczeństwa warszawiaków i gości, którzy na 11 listopada przyjeżdżają do Warszawy". - Mnie nie interesuje ocena polityczna, ale merytoryczna moich służb - dodała.

Sąd uchyla zakaz

Uchylając decyzję wydaną przez prezydenta Warszawy, sąd w czwartek przekonywał, że "prawo do zgromadzeń jest chronione konstytucją", a decyzja o zakazie zgromadzenia "jest możliwa po starannym zbadaniu sprawy i musi zawierać przekonujące uzasadnienie".

Podkreślił też, że w tej w sprawie organ gminy nie uprawdopodobnił okoliczności, że w związku z tą manifestacją może dojść do zagrożenia życia i zdrowia oraz mienia w znacznych rozmiarach, a to była główna przesłanka wydanego zakazu.

Na Marsz Niepodległości nie zgodziła się w środę Gronkiewicz-Waltz. Od 2010 roku jest on organizowany przez Stowarzyszenie Marsz Niepodległości współtworzone przez między innymi Młodzież Wszechpolską, Obóz Narodowo-Radykalny i Ruch Narodowy. Jak tłumaczyła tę decyzję? - Po pierwsze bezpieczeństwo. Przy obecnych kłopotach policji trudno uwierzyć, że uda się je zapewnić podczas marszu 11 listopada - powiedziała prezydent Warszawy.

Marsz państwowy

Po tym, jak organizacji marszu przez środowiska narodowe zabroniła prezydent Warszawy, z inicjatywą wyszli prezydent Andrzej Duda i premier Mateusz Morawiecki. Ogłosili "wspólny biało-czerwony marsz", objęty prezydenckim patronatem i traktowany jako element państwowych obchodów Święta Niepodległości. Jego organizacją zajmuje się Dowództwo Garnizonu Warszawa.

Wydarzenie ma odbyć się na tej samej trasie, co planowany marsz narodowców - od ronda Dmowskiego na błonia stadionu PGE Narodowego.

kw/PAP/pm