Rozpylił gaz w barze z falafelem. "Nie mogliśmy oddychać"

Warszawa

Artur Węgrzynowicz/tvnwarszawa.plW tym lokalu miało dojść do rozpylenia gazu

Incydent podczas demonstracji antyimigranckiej. - Dwóch młodych mężczyzn wpadło do lokalu, jeden z nich krzyczał "fuck islam", drugi rozpylił gaz - relacjonuje właściciel libańskiego baru Falafel Bejrut przy Senatorskiej. Policja zapowiada, że zajmie się sprawą.

Falafel Bejrut to jeden z popularniejszych barów z falafelem w Warszawie. W niedzielę właściciel knajpki, Mike Mahmoud poinformował, że w sobotę doszło w niej do niebezpiecznego incydentu. Miał związek z antyimigranckim marszem, który późnym popołudniem szedł Marszałkowską z placu Defilad na plac Zamkowy.

"Nie mogliśmy oddychać"

– Obok naszego lokalu na Senatorskiej, w którym znajdowali się goście, przeszła demonstracja. Nagle dwóch młodych mężczyzn wpadło do lokalu i, pomimo że jesteśmy chrześcijanami, jeden z nich krzyczał "fuck islam", natomiast drugi rozpylił gaz, najprawdopodobniej pieprzowy, może łzawiący – relacjonuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl Mahmoud.

Klienci byli w szoku. - Nasz gość zaczął krzyczeć "policja" i agresorzy uciekli. Z obawy przed kolejnymi zamknęliśmy się z gośćmi oraz personelem na około 30 minut. Nie mogliśmy oddychać. Dzięki Bogu nic się nam nie stało – opowiada nasz rozmówca.

"Wizerunek Jana Pawła II nie pomógł"

Oburzony atakiem był dziennikarz Mateusz Dobrowolski, który nagłośnił sprawę na Facebooku. "Nie pomogły przybite do tablicy korkowej wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej i Jana Pawła II. Nie uchronił plakat Vienio, flaga Legi Warszawa i wielkie zdjęcie Hali Mirowskiej na ścianie" – napisał.

Stali bywalcy lokalu, szybko zaapelowali, by w geście solidarności zamówić coś w lokalu. "Przyjdźcie, zaproście znajomych, zjedzmy falafela albo inne pyszności w Falafel Bejrut - pokażmy, Mahmoudowi, że trzymamy z nim sztamę, sprzeciwiamy się agresji i ksenofobii, której natężenie przekracza w ostatnich dniach wszystkie dopuszczalne normy i rozsądne granice. Do tego zagrajmy na nosie tym, którzy źle życzą bliźnim, niech wyrządzone zło zamieni się w dobro - taki psikus, taka heca! :) A poza tym dlatego, że w Mahmoud zapodaje podobno świetne falafele, w dodatku wegańskie" - napisali na Facebooku.

Policja już wie

Libańczyk przyznaje, że na razie nie zgłosił oficjalnie sprawy na policję. Ale ta deklaruje, że nie przejdzie obok niej obojętnie. - Z własnej inicjatywy funkcjonariusze pojechali na Senatorską. Będziemy rozmawiać z właścicielem i ustalać okoliczności zdarzenia. Jeśli pan będzie chciał złożyć stosowne zawiadomienie, zostanie ono przez nas przyjęte - mówi kom. Robert Szumiata ze śródmiejskiej policji.

Po godzinie 11 dostaliśmy informację, że właściciel lokalu jednak nie chce złożyć oficjalnego doniesienia na policji.

Po południu Szumiata poinformowała, że policjanci rozmawiali z menadżerem lokalu, który stwierdził, że nie będzie spawy zgłaszać.

Szli przeciwnicy imigrantów

Marsz antyimigrancki odbył się w sobotę po południu. Według szacunków organizatorów wzięło w nim udział 10 tysięcy osób, miasto podawało natomiast, że uczestników było około 7 tysięcy. Demonstracja przeszła z placu Defilad, ulicami Marszałkowską i Senatorską, na plac Zamkowy, gdzie zgromadzenie się zakończyło.

W tym samym czasie przed pomnikiem Kopernika zebrała się znacznie mniejsza manifestacja entuzjastów przyjęcia imigrantów. Zgromadziła około tysiąca osób.

Policja informowała, że oba zgromadzenia miały dość spokojny przebieg.

jb/b