Rodzice o rekrutacji: "Promowanie patologii"

Warszawa

fot. R. Motyl/urząd miasta

Nowy system rekrutacji do żłobków budzi wątpliwości rodziców. Niektórzy uważąją, że punkty przyznawane np. za nadzór kuratora albo samotne wychowywanie dzieci premiują rodziny "z problemi" kosztem tych "normalnych". - Każde rozwiązanie będzie budzić wątpliwości - odpowiada ratusz i przekonuje, że warto skorzystać z innych form opieki nad maluchami.

Rano ruszył nowy system rejestracji do stołecznych żłobków. Do tej pory o przyjęciu dzieci do placówki decydowała kolejność zgłoszeń. Teraz najważniejsza będzie liczba zgromadzonych punktów, a dopiero w przypadkach równej ich liczby będzie brana pod uwagę kolejność zarejestowania w systemie.

Rodzicom zależy na każdym punkcie, zwłaszcza że przez przeciążenie serwerów po uruchomieniu rejestracji i nie mogli wysłać formularzy tak szybko, jak chcieli. Dlatego zaczęli się drobiazgowo przyglądać kryteriom decydującym o przyznaniu punktów.

Internauci: "punkty za patologię"

- Ciekawy system. Czyli powinienem przywalić żonie, aby mieć w rodzinie kuratora i dodatkowe punkty? A może wysłać starszego syna na złodziejstwo? - ironinicznie pyta Tata.

- Swoją drogą ciekawe, że za kuratora, złodziejstwo i inne patologie (np. samotnie wychowujący dzieci - nie mylić z wdowami i wdowcami - dla tych szacunek) przyznawane są jakiekolwiek punkty. Moim zdaniem punkty powinny być odejmowane - wypowiada się ostro na forum rodzina Bo.

- Czyli jeśli oboje jesteśmy zameldowani i mieszkamy w Warszawie, ale tylko ja pracuję, to żona nie ma szans na szukanie pracy, bo dostaniemy tylko 2 x 27 punktów. Żona dalej będzie siedzieć w domu i zasilać szeregi bezrobotnych, znowu trzeba będzie kombinować do "pierwszego" - komentuje Michał.

Ratusz: musimy pomagać

Kryteriów przyznawania punktów broni zajmujący się edukacją i polityka społeczną wiceprezydent Warszawy Włodzimierz Paszyński. - Każde rozstrzygnięcie będzie budzić wątpliwości - mówi i dodaje, że opinie o "promowaniu patologii" są niewłaściwe. - Musimy próbować pomagać dzieciom z tych trudnych rodzin - tłumaczy.

Przeciw takim komentarzom protestuje też część rodziców. - Samotnie wychowujący rodzice nie są patologią! - denerwuje się wrrrrrrrrrrrrrrrrr. - Rodzice samotnie wychowujący dzieci nie zawsze są patologią, bo może się to zdarzyć z różnych przyczyn, więc nie mierz każdego jedną miarką! - podkreśla Ed.

Więcej miejsc? Tak, ale nie od razu

Emocje rodziców to efekt niewystarczającej liczby miejsc w stołecznych żłobkach. W Warszawie 45 samorządowych żłobków i 8 mini-żłobków może przyjąć 4,5 tys. dzieci. - Rośnie potrzeba żłobka, kiedyś nie był on tak popularny. Mam nadzieję, że będziemy systematycznie zwiększać liczbę miejsc - mówi Paszyński. - W ciągu kilku najbliższych lat chcemy utworzyć ich 1500. Ale to nie nastąpi od razu - tłumaczy.

Paszyński podkreśla też, że są inne możliwości zapewnienia opieki maluchom. Jego zdaniem wciąż nie są one dostatecznie wykorzystywane przez rodziców. Jedna z nich to tzw. dzienny opiekun - osoba zatrudniana przez gminę, która we własnym domu opiekuje się grupą maksymalnie pięciorga dzieci (lub trojga, jeśli mają mniej niż rok). W tej grupie może się znaleźć własne dziecko opiekuna.

Dzienny opiekun: "To fajne rozwiązanie"

- Taka forma może być bardzo atrakcyjna dla rodzica, który jest wtedy blisko dziecka, ale dostaje też wynagrodzenie za pracę. Może to być też jakiś jego pomysł na siebie, przynajmniej na 2-3 lata - przekonuje Paszyński. W sprawie powołania takiego opiekuna może się porozumieć np. grupa zaprzyjaźnionych osób albo rodziców mieszkających po sąsiedzku.

- Zamiast zastanawiać się, czy system krzywdzi, czy nie, może lepiej samemu coś zorganizować. To formuła obudowana prawnie. Jesteśmy przygotowani finansowo na każdą liczbę takich zgłoszeń - namawia Paszyński. - Moim zdaniem jest to fajne rozwiązanie. Liczę, że kiedyś zaskoczy - dodaje.

"Placówki niepubliczne to dobry kierunek"

Oprócz instytucji opiekuna dziennego alternatywną formą opieki nad dziećmi do 3 lat mogą być kluby dziecięce. - Taką placówkę może utworzyć osoba prowadząca działalność gospodarczą albo stowarzyszenie. Trzeba mieć odpowiednie warunki lokalowe, ale są one mniej restrykcyjne niż te wymagane od żłobków - tłumaczy Joanna Dolińska-Dobek z miejskiego Biura Polityki Społecznej.

Klub dziecięcy przez 5 godzin prowadzi opiekę nad grupą maksymalnie 15 maluchów. Na podobnych warunkach można tworzyć małe niepubliczne żłobki np. przy firmach. - Zachęcamy przedsiębiorców, stowarzyszenia, żeby rejestrowały takie miejsca - mówi Dolińska-Dobek.

Miasto może zlecić niepublicznym placówkom opiekę nad dziećmi, których rodzice ubiegali się o miejsce w żłobku publicznym, ale go nie dostali. Z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia np. na Białołęce. - To jest dobry kierunek, żeby rozwijały się placówki niepubliczne, bo to daje więcej możliwości wszystkim warszawiakom - podsumowuje Dolińska-Dobek.

js/roody