Real to inna liga. Legia walczyła, wstydu nie przyniosła

Warszawa

W swoim trzecim meczu w Lidze Mistrzów Legia Warszawa uległa Realowi w Madrycie 1:5, ale wypracowała sobie kilka świetnych sytuacji bramkowych i przy lepszej skuteczności wynik mógł być znacznie lepszy. Królewscy to jednak zupełnie inna liga i bezlitośnie obnażyli wszystkie słabości mistrzów Polski.

Wcześniej Legia przegrała 0:6 z Borussią i 0:2 ze Sportingiem. Przed spotkaniem z Realem wielu obawiało się pogromu.

Trener Jacek Magiera zdawał sobie sprawę, że w konfrontacji z triumfatorem Ligi Mistrzów musi ustawić zespół defensywnie i liczyć na kontrę. Dlatego w pierwszym składzie nie pojawił się żaden nominalny napastnik. Tak ustawiona Legia potrafiła zagrozić renomowanemu rywalowi.

Niewykorzystane okazje

Jak było do przewidzenia, Real od początku przejął inicjatywę. Gospodarze łatwo dostawali się pod bramkę Legii, ale nie kończyli swoich akcji strzałami. Warszawianie czekali na kontry. I mieli swoje szanse.

W siódmej minucie Legia po raz pierwszy przeszła przez połowę i Thibault Moulin oddał celny strzał na bramkę rywali. Chwilę później goście przeprowadzili groźniejszą kontrę i szkoda, że w decydującym momencie Tomaszowi Jodłowcowi zabrakło zimnej krwi. Później legioniści byli jeszcze bliżej szczęścia. Tym razem Vadis Odjidja-Ofoe trafił w słupek.

Worek z golami się rozwiązał

Niewykorzystane okazje wkrótce się zemściły. Najpierw Gareth Bale w łatwy sposób ograł na prawej stronie Adama Hlouska i uderzeniem w długi róg nie dał szans Arkadiuszowi Malarzowi. W kolejnej akcji lewą stroną przedarł się Karim Benzema, podał do niepilnowanego Marcelo i tym razem Brazylijczyk cieszył się z gola. Po jego strzale piłka odbiła się jeszcze od nogi Jakuba Czerwińskiego. Pachniało pogromem.

Rado dał nadzieję

Tymczasem Legia zdobyła bramkę kontaktową! W polu karnym faulowany był Miroslav Radović, po czym sam zamienił "jedenastkę" na gola. Po straconej bramce Real nadal atakował, a Legia umiejętnie się broniła (kilka razy dobrze interweniował Malarz). Do czasu. Kolejna akcja prawą stroną gospodarzy zakończyła się trafieniem Marco Asensio.

Przed przerwą Legia mogła jeszcze zmienić niekorzystny rezultat, ale Radović nie zdołał dojść do dobrego dośrodkowania. W drugiej połowie obraz meczu nie uległ zmianie. Mistrzowie Polski walczyli ambitnie, ale z czasem zaczęło brakować im sił. A Real konsekwencje podwyższał wynik. Kolejnego gola dla gospodarzy wypracowali rezerwowi. Alvaro Morata podał do Lucasa, a ten atomowym strzałem pokonał Malarza. Dzieła zniszczenia dopełnił Morata, wykorzystując podanie Cristiano Ronaldo.

CZYTAJ TEŻ NA SPORT.TVN24.PL

dasz