Ratusz zwlekał, może zapłacić więcej. Warszawa straci 47 milionów złotych?

Warszawa

archiwum TVNMiasto nie chce płacić odszkodowania za drogi w Wilanowie

Czkawką odbija się spór o grunt pod drogi w Miasteczku Wilanów. Warszawa zwlekała z zapłatą 200 mln zł. Teraz może zapłacić o 47 mln więcej - poinformował portal gazeta.pl. Władze miasta zapowiadają, że odwołają się od decyzji sądu.

Sprawa miała początek w 2009 roku. Polnord, deweloper, który budował Miasteczko, domagał się od stołecznego ratusza odszkodowania. Poszło o hektary ziemi zabrane pod budowę ulic, m.in. Klimczaka, Płaskowickiej bis, czy al. Rzeczpospolitej. W grudniu 2011 r. wojewódzki sąd administracyjny przyznał deweloperowi rację, ale ratusz odwołał się do NSA. Przegrał.

W 2012 roku Naczelny Sąd Administracyjny wydał wyrok korzystny dla dewelopera.

Cztery lata temu FM Bank PBP wykupił od firmy Polnord wierzytelność wobec miasta (w wysokości 200 mln zł).

Zwłoka warta 47 mln zł

Jak informuje gazeta.pl, po wykupieniu przez FM Bank wierzytelności i uznaniu jej przez miasto, spłata miała zostać rozłożona na raty. Jednak przedstawiciele banku nie dogadali się z ratuszem.

Sprawa skierowana została do sądu, który orzekł, że bankowi należy się odszkodowanie za ociąganie się z wypłatą pieniędzy.

Zwłoka ratusza kosztować będzie 47 mln złotych. - Nakaz zapłaty (w sprawie nie został wydany wyrok) ma związek z prowadzonymi rozmowami dotyczącymi ustalenia odszkodowania za działki gruntu wydzielone pod drogi publiczne na terenie Miasteczka Wilanów - precyzuje Agnieszka Kłąb, rzeczniczka ratusza.

Decyzja nie jest jednak prawomocna.

"Będziemy się odwoływać"

Jak dowiedział się portal tvnwarszawa.pl, władze miasta zamierzają odwołać się od wyroku.

- Powództwo jest bezzasadne. Uważamy, że nie powinniśmy płacić tego odszkodowania, dlatego będziemy się odwoływać. To przecież nie są nasze pieniądze, ale podatników. Musimy nimi rozporządzać z głową - Kłąb.

Czy ratusz nie liczy się z tym, że przez kolejną zwłokę stolica będzie musiała zapłacić jeszcze więcej?

- Póki wyrok nie jest prawomocny nie będę komentować spraw związanych z pieniędzmi - ucina rzeczniczka.

Drugie dno?

Zdaniem dziennikarzy gazety.pl, sprawa może mieć drugie dno. Właścicielem FM Bank PBP jest fundusz inwestycyjny Abris. Ten zaś popadł w konflikt z Komisją Nadzoru Finansowego, która zarzuciła mu złamanie zobowiązań inwestorskich. W konsekwencji fundusz zmuszony jest sprzedać FM Bank PBP.

Portal zwraca uwagę, że przewodniczącym komisji jest były współpracownik Hanny Gronkiewicz-Waltz, Andrzej Jakubiak, który mógł chcieć "wyświadczyć przysługę prezydent". Miasto miało grać na zwłokę, licząc że nowy właściciel banku, nie będąc w konflikcie z KNF, mógłby być "mniej pryncypialny".

Jakubiak zaprzecza jednak takim sugestiom.

jk/r/lulu