Ratusz o raporcie komisji Jakiego: liczby są bulwersująco nieprawdziwe

Warszawa

Pahl o akcie oskarżenia w trakcie kampaniiTVN24
wideo 2/4

- Złożenie aktu oskarżenia w aferze reprywatyzacyjnej przypada na okres kampanii wyborczej i nie jest to w naszym przekonaniu przypadkowe - powiedział wiceprezydent Witold Pahl. Władze miasta odniosły się też do raportu komisji weryfikacyjnej dotyczącego strat miasta w wyniku reprywatyzacji. Oceniono, że przedstawione w nim liczby są "bulwersująco nieprawdziwe".

W poniedziałek Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro poinformował, że do sądu trafił drugi akt oskarżenia w sprawie afery reprywatyzacyjnej. Obejmuje on dziewięć osób - w tym byłego wicedyrektora Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakuba R.

Pahl zapowiedział, że po zapoznaniu się z treścią tego dokumentu ratusz wystąpi o naprawienie szkody "od osób winnych popełnienia zarzucanych im czynów". Przypomniał o zleconym w urzędzie audycie i zaznaczył: "Już w marcu zeszłego roku poinformowałem opinię publiczną, że wokół ratusza działała zorganizowana grupa przestępcza". Zaznaczył też, że audyt dalej trwa i każda sprawa, która budzi wątpliwości urzędników, jest kierowana do odpowiednich organów ścigania.

- Zgodnie z dzisiejszą informacją w gronie osób oskarżonych znajduje się jeden z byłych urzędników ratusza, zatrudniony w roku 2006, a więc jeszcze przed przejęciem prezydentury przez panią Hannę Gronkiewicz-Waltz - nadmienił wiceprezydent, odnosząc się do Jakuba R.

Akt oskarżenia w kampanii wyborczej

- Chciałbym zwrócić uwagę, że sam fakt złożenia aktu oskarżenia, dosyć późny, przypada jednak na okres kampanii politycznej, kampanii wyborczej. Nie jest on w naszym przekonaniu przypadkowy - powiedział Pahl. Wiceprezydent stolicy jednocześnie zaznaczył, że ratusz z zadowoleniem przyjmuje "informację o zakończeniu postępowań wobec osób, które były uwikłane w największe - w przekonaniu organów ścigania - działania, jeśli chodzi o szkodę na rzecz miasta".

- Korzystając z okazji chcieliśmy zapytać, dlaczego ten okres nie został wykorzystany do ogłoszenia innych rzeczy - mówił dalej zastępca Gronkiewicz-Waltz. Wspomniał tu między innymi o wniesionym przez Platformę Obywatelską projekcie ustawy dotyczącym "usunięcia dekretu Bieruta z porządku prawnego", a także o drugim projekcie - wniesionym z inicjatywy ratusza i dotyczącym wypłaty odszkodowań poszkodowanym reprywatyzacją lokatorom. Pytał publicznie, dlaczego "rząd nie wykazuje zainteresowania" tymi inicjatywami.

Przypomnijmy, drugi wspomniany przez Pahla projekt dotyczący wypłaty odszkodowań dla poszkodowanych lokatorów został przedstawiony tego samego dnia, w którym ratusz ogłosił, że nie wypłaci mieszkańcom odszkodowań przyznanym im przez komisję weryfikacyjną.

Ratusz o raporcie komisji

W drugiej części konferencji dziennikarze poprosili urzędników, by odnieśli się do raportu przedstawionego przez komisję weryfikacyjną, dotyczącego strat, jakie w wyniku reprywatyzacji poniosła Warszawa - według komisji Jakiego wynoszą one ponad 21 miliardów złotych.

- Komisja twierdzi, że zbadała ponad trzy tysiące decyzji, ale nie podaje żadnych danych, na podstawie których przedstawiła to wyliczenie, wiec trudno to komentować - ocenił krótko Piotr Rodkiewicz, dyrektor Biura Spraw Dekretowych.

Magdalena Młochowska, która w ratuszu zajmuje się głównie sprawami związanymi z pomocą lokatorom, zaznaczyła natomiast, że dane przedstawione przez komisję - dotyczące właśnie lokatorów - są "bulwersująco nieprawdziwe".

Skąd 92 tysiące pokrzywdzonych?

Przypomnijmy, wedle oceny komisji szacunkowo zwrócone zostały 42 604 lokale, a razem z mieszkaniami "zreprywatyzowano" 92 tysiące warszawiaków.

- To nijak ma się do rzeczywistości. Myślę, że komisja zdawała sobie sprawę, że to co robi, to manipulacja - powiedziała stanowczo Młochowska. - Komisja wzięła powierzchnię wszystkich budynków mieszkalnych, które zostały zwrócone i powierzchnię tych budynków podzieliła na 50, bo założono, że statystyczne mieszkanie komunalne tyle ma metrów. Przypisano do każdego z tych mieszkań średnio 2,2 lokatora komunalnego – mówiła urzędniczka.

- Przy tym założeniu zakładamy, że w budynku nie ma części wspólnych, klatek schodowych, wind, piwnic, pomieszczeń użytkowych czy pustostanów. Tymczasem z naszych wyliczeń wynika, że 27 procent lokali zwracanych było puste. Stąd tak ogromna różnica między liczbami przedstawianymi przez komisję, a faktami, które mówią, że to około 17,5 tysiąca osób - podsumowała Młochowska.

kw/PAP/b