Ratusz nie zamierza wypowiadać dzierżawy stadionu Legii

Warszawa

Komisja sportu Rady Warszawy chce, by prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz rozwiązała z Legią umowę dzierżawy stadionu przy Łazienkowskiej. - Właściciel puścił oko do kiboli: słuchajcie, siadajcie tu z nami między rodzinami z dziećmi. Swoim zachowaniem sprowokował zagrożenie dla życia i zdrowia osób na stadionie - mówi sport.tvn24.pl jej przewodniczący Paweł Lech. Ratusz nie zamierza się do tego stanowiska przychylać.

- W naszej opinii sytuacji winni są Legia i prezes - radny Paweł Lech komentuje przyczyny burd, do jakich doszło w trakcie meczu 24. kolejki T-Mobile Ekstraklasy z Jagiellonią.

- Wcześniej nie do końca polskie prawo dawało możliwość działania i można było się spierać, ale teraz każdy właściciel ma prawne możliwości, by stworzyć rodzinną atmosferę na stadionie. Nie musi każdemu sprzedawać biletów - dodaje przewodniczący Komisji Sportu, Rekreacji i Turystyki Rady m. st. Warszawy.

Właściciel ma poskromić kiboli

- Nie możemy pozwolić by stadion, na który wyłożyliśmy pieniądze, był miejscem burd. Właściciel może sobie z tymi kibolami poradzić, ma do tego narzędzia, by tych 100, 200 czy 300 pseudokibiców poskromić i wyeliminować z przychodzenia na Legię - twierdzi Lech.

Przewodniczący zapewnia, że jest fanem dobrej piłki, marzy o derbach Warszawy na Stadionie Narodowym i z reguły podoba mu się atmosfera przy Łazienkowskiej 3. - Jestem zadowolony z opraw, Żylety, Legia ma fantastycznych kibiców, ale nie może być tak, że na tę trybunę przychodzą bandyci - podkreśla.

"Skojarzenia z Heysel"

Jego zdaniem Żyleta słusznie została zamknięta, tyle że jej bywalcy zostali wpuszczeni na inne trybuny. - Właściciel puścił oko do kiboli: słuchajcie, siadajcie tu z nami między rodzinami z dziećmi. Swoim zachowaniem sprowokował zagrożenie dla życia i zdrowia osób na stadionie. Miałem skojarzenia z Heysel. Z góry atakujący kibice, na dole tłoczący się. Ci pierwsi nie zdają sobie sprawy, że ci drudzy są duszeni - obrazuje sytuację.

Oczywiście Lech zdaje sobie sprawę, że wypowiedzenie nie będzie takie proste, ale: - Przedmiot umowy nie jest użytkowany zgodnie z umową, można wystąpić na drogę sądową. Mam nadzieję, że prezes Leśnodorski zmieni po tym zajściu podejście. Niech wydaje każdemu winnemu dwuletnie zakazy stadionowe. Można zlikwidować barierę wokół murawy i karać nimi każdego wchodzącego z trybun na boisko - proponuje przewodniczący.

Legia z innym właścicielem?

Lech umie sobie wyobrazić sytuację, w której klub będzie miał nowego właściciela. - Czym jest Legia? Większości kojarzy się teraz z tymi ludźmi, którzy zarządzają klubem. Dla mnie to zespół, który gra przy Łazienkowskiej 3 od zawsze, bez względu na zarządzających - mówi.

Choć pismo podpisał on, popiera je cała komisja. - To nie tylko moje stanowisko, ale wszystkich członków komisji ustalone na wczorajszym spotkaniu. Nie ma mocy sprawczej, ale jest to sygnał, który chcemy wysłać - mówi Lec.

Nie "w tym momencie"

O zdanie na ten temat zapytaliśmy jeszcze przed publikacją tekstu rzecznika ratusza. Odpowiedział kilkadziesiąt minut po ukazaniu się artykułu na naszej stronie.

Nie wygląda na to, by władze miasta miały się przychylić do stanowiska komisji. - W tym momencie nie rozważamy wypowiedzenia dzierżawy operatorowi stadionu. Oczekujemy, że organizator meczów na stadionie miejskim przy Łazienkowskiej wykorzysta wszystkie środki prawne w stosunku do tych, którzy byli agresywni i atakowali podczas meczu z Jagiellonią - mówi Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza.

- Absolutnie nie ma miejsca na przemoc na stadionach. Liczymy, że takie sytuacji w przyszłości nie będą miały miejsca – dodał Milczarczyk.

CZYTAJ TEŻ NA SPORT.TVN24.PL

iwan/roody