Ratusz inauguruje sezon nad Wisłą, a Stołeczne WOPR bez miejskiej dotacji

Warszawa

Stołeczne WOPR/ twitterAkcja stołecznego WOPR-u na Wiśle

Warszawski ratusz zaprasza w czwartek na konferencję inaugurującą sezon nad rzeką. Będą plaże, promy i imprezy. Wszystko wskazuje, że zabraknie... ratowników ze Stołecznego WOPR.

Wkrótce czas wolny nad Wisłą spędzać będą tłumy warszawiaków. Zainteresowanie bulwarami i plażami jest ogromne, tym bardziej, że legalnie można tam pić alkohol. Nie brakuje sytuacji wymagających interwencji służb. Zwłaszcza w weekendy ręce pełne roboty mają policjanci, strażnicy miejscy i ratownicy medyczni.

Nieoceniona okazuje się też pomoc ratowników wodnych. W Warszawie działają dwie takie jednostki: Warszawskie WOPR i Stołeczne WOPR. Ta druga przez ostatnie trzy sezony pełniła stałe dyżury nad Wisłą. Było to możliwe, dzięki wsparciu ze strony miasta. Pieniądze jednak się skończyły, a ratownikom pozostało stacjonowanie w bazie na Mokotowie.

Ponad 300 akcji ratowniczych

"Z ponad 50 tysięcy 'przedyżurowanych' godzin ponad 30 tysięcy zrealizowane było ze wsparciem miasta" - napisali ratownicy Stołecznego WOPR na Facebooku, podsumowując ostatnie trzy lata działania. I dodali, że przełożyło się to na ponad 300 akcji ratowniczych: udzielanie pierwszej pomocy, akcji technicznych i poszukiwawczych, a także ratowania tonących i wspierania działań ratowników medycznych.

Stołeczne WOPR otrzymywało dofinansowanie od miasta od 2016 roku. Rocznie wynosiło ono 200 tysięcy złotych. Pieniądze zdobyli w konkursie dla organizacji pozarządowych, organizowanym przez miejskie Centrum Komunikacji Społecznej. Dzięki nim, od maja do września mogli działać bezpośrednio nad Wisłą.

Dwuosobowe załogi pełniły w tym czasie dyżury między mostem Łazienkowskim a Średnicowym. Na Poniatówce działał stały punkt ratowniczy. Ratownicy zabezpieczali też rocznie do 20 imprez na wodzie. Oprócz tego - również poza sezonem – kontrolowali bezpieczeństwo nad zbiornikami wodnymi i szkolili ratowników.

- W sumie przez trzy lata dofinansowanie wyniosło 600 tysięcy złotych. Stanowiło 80 procent środków na realizację tego zadania. Ze swojej strony musieliśmy dołożyć kolejne 120 tysięcy złotych – relacjonuje Paweł Błasiak, prezes Stołecznego WOPR. I dodaje, że kwotę tę udało się zebrać ze środków własnych, wolontariatu oraz dzięki wsparciu marszałka województwa i wojewody mazowieckiego.

Koniec finansowania Stołecznego WOPR
Stołeczne WOPR

Pieniędzy nie ma w planach

Od października zeszłego roku ratownicy pytali ratusz, czy mogą liczyć na dalsze wsparcie. Do dziś nie uzyskali jednoznacznej odpowiedzi.

Nam udało się dowiedzieć, że na pewno nie dostaną pieniędzy w dotychczasowej formule. - W tym roku nie są planowane podobne konkursy - napisała Magdalena Łań z wydziału prasowego ratusza, pytana o możliwość dalszej współpracy ze Stołecznym WOPR.

Z kolei w Biurze Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego dowiedzieliśmy się, że za zabezpieczenie Wisły, w porozumieniu z miastem odpowiadają dwie służby: policja i straż pożarna. I to na nie przeznaczane są środki finansowe, którymi dysponuje biuro.

- Proszę się nie obawiać, że osoby przebywające nad Wisłą pozostaną bez ochrony. Od wielu lat współpracujemy z policją, w tym z komisariatem rzecznym, który otrzymuje od nas środki na tak zwane służby ponadnormatywne od maja do końca września - zapewnia Ewa Gawor, szefowa BBiZK. - Na stałe współpracujemy też z wyspecjalizowaną jednostką wodną Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Dostaje ona od nas pieniądze za nadgodziny - dodaje.

Jak tłumaczy Gawor, działalność ratowników-ochotników jest doceniana, ale priorytetem ratusza jest "inwestowanie w profesjonalne jednostki".

Prezes Stołecznego WOPR nie zgadza się z argumentacją. - Ustawa o bezpieczeństwie osób przebywających na obszarach wodnych mówi wyraźnie, że to my jesteśmy podmiotem uprawnionym do wykonywania działań ratowniczych nad Wisłą. Policja jest odpowiedzialna za zapewnienie porządku publicznego. Natomiast działania straży pożarnej są przede wszystkim działaniami technicznymi - podkreśla.

I dodaje, że ratownicy Stołecznego WOPR są służbą profesjonalną. - Od strażaków i policjantów odróżnia nas to, że oni są służbą zawodową, bo dostają pieniądze za swoją pracę - tłumaczy.

Kto jest najlepszy?

O ocenę działalności ratowników i ich ewentualny brak nad Wisłą zapytaliśmy też same służby. - Z naszego punktu widzenia na poziom bezpieczeństwa to nie wpłynie - zapewniła rzeczniczka Komisariatu Rzecznego Policji Kinga Czerwińska. Ale zastrzegła: - Zawsze, im więcej osób pilnujących bezpieczeństwa w sezonie, tym lepiej.

I przyznała, że Stołeczne WOPR "dopełniało" standardowe działania policji, zwłaszcza w zakresie zabezpieczania imprez masowych. - Jeżeli chodzi o zabezpieczenie zdarzeń nad wodą, to zawsze byliśmy i jesteśmy pierwsi. Pierwsi dostajemy informację. Po drugie mamy bazę, która działa 24 godziny na dobę. Mamy patrole, które są non stop na wodzie. Jeżeli coś się dzieje, to my jako pierwsi jesteśmy zawsze na miejscu - zastrzegła Czerwińska.

Z perspektywy ratowników sytuacja wygląda zupełnie inaczej. - Profesjonalnie jesteśmy lepsi od policji. Gdy chodzi o ratowanie ludzi, wskakiwanie do wody, pływanie na skuterach i połączenie tego wszystkiego z akcją ratunkową - jesteśmy najlepsi, bo w tym się specjalizujemy - twierdzi Błasiak.

I dodaje, że wyłącznie w sytuacjach akcji poszukiwawczych pod wodą, ratownicy ustępują specjalistycznej jednostce nurków ze straży pożarnej.

Kropla w morzu potrzeb

Jak przyznaje Błasiak, dotychczasowe dofinansowanie z miasta "pozwalało ratownikom na przeżycie" w sezonie, a nie prężną działalność. - Żeby funkcjonować w systemie 24-godzinnym, konieczne jest zatrudnienie od 10 do 14 osób. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ muszą to być osoby, które mają uprawnienia, umiejętności i zgodzą się pracować tylko przez pięć miesięcy w roku - tłumaczy prezes Stołecznego WOPR.

Ratownicy zatrudniani w sezonie pracują w wymiarze 150 - 200 godzin miesięcznie. Jak zaznacza Błasiak, 24-godzinny dyżur wymaga pięciu zmian. - Musimy mieć dwóch ludzi, którzy są w stanie podjąć natychmiastowe działania. Resztę ściągamy ochotniczo - mówi.

Stołeczne WOPR stara się utrzymywać dyżury przez cały rok. Jednak nie odbywają się one nad Wisłą. - Stacjonujemy w bazie na Mokotowie. Naszym marzeniem jest być nad rzeką - mówi Błasiak. I wyjaśnia, że sytuacje wymagające interwencji przytrafiają się niezależnie od pory roku. Sezon letni wcale nie oznacza zwiększenia ich częstotliwości.

Z wyliczeń prezesa wynika, że koszt funkcjonowania rocznego z 24-godzinnym dyżurem na Wiśle, to około 1,1 - 1,3 miliona złotych. Oprócz utrzymania bazy, dyżurów oraz szkolenia ratowników, stowarzyszenie płaci też za działalność numeru alarmowego 984.

Zgodnie ze statutem, Stołeczne WOPR finansowane jest z kilku źródeł. Na majątek stowarzyszenia składają się wpisowe i składki członkowskie, dochody własne, dotacje i subwencje, darowizny, nawiązki, zapisy, spadki, wpływy z działalności statutowej i ofiarności publicznej.

Problemy nad Wisłą mają również klubokawiarnie z okolic płyty Desantu.

"Głównym postulatem to, że jest za późno na taki konkurs"Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
wideo 2/2

Klaudia Kamieniarz