Radny pyta: czy w ratuszu pracują przestępcy?

Warszawa

Lech Marcinczak/tvnwarszawa.plRatusz nie chce ujawnić wszystkich umów

Radny PiS, który od ponad dwóch lat stara się o odtajnie umów podpisanych przez miejskie biuro edukacji, może mówić o połowicznym sukcesie. Urzędnicy podali dane trzech osób, z którymi je podpisywali. Pozostałe nazwiska trzymają jednak w tajemnicy ignorując wyrok sądu okręgowego, który nakazał ich ujawnienie. - Czy w ratuszu pracują przestępcy? - dziwi się radny.

- Wnioskowałem o dane osobowe z sześciu umów na łączną kwotę 24 tysięcy złotych, zawartych w 2009 roku - przypomina Jarosław Krajewski, radny PiS. - Na razie dostałem dane z trzech - dodaje. Jak to się stało?

Miliony tajne mimo wyroku

Cała sprawa zaczęła się właśnie w 2009 roku. Radny poprosił wtedy o informacje na temat danych osobowych z umów, które zawierało biuro edukacji. Urząd nie ujawnił nazwisk, powołując się na ustawę o ochronie danych osobowych. Taka interpetacja pozwala urzędnikom przelewać miliony złotych na prywatne konta nie ujawniając, do kogo one należą.

Argumentację urzędników podzieliło Samorządowe Kolegium Odwoławcze, a później sąd. Sędzia podkreśliła, że osoby zatrudnione przez miasto, mają prawo do prywatności, zwłaszcza, że nie są osobami publicznymi.

Jarosław Krajewski odwołał się do sądu okręgowego i tym razem wygrał. - Ten prawomocny wyrok zapadł w listopadzie 2011 roku i obowiązkiem miasta było jego wykonanie - zaznacza Krajewski.

Władze miasta się jednak nie poddały i postanowiły wnieść o kasację wyroku. Ostateczną decyzję wyda Sąd Najwyższy.

Problem w tym, że zgodnie z prawem skarga kasacyjna nie wstrzymuje wykonania wyroku. Ratusz jednak go ignoruje. Teraz ujawnił jedynie część danych o które wnioskował radny. Podano informacje o trzech osobach, z którymi biuro edukacji podpisało umowy dotyczące wykładów o atmosferze kampanii wyborczej w 1989 roku: Grzegorza Lecha Majchrzaka, Jacka Szymanderskiego i Roberta Krzysztonia.

Bo się zgodzili

Czemu jednak ujawniono tylko niektóre umowy? "Pozostałe trzy osoby, pomimo prośby w tej sprawie, nie wyraziły zgody na upublicznienie umów, o które Pan prosił wraz z ujawnieniem swoich danych osobowych" - odpisała radnemu Joanna Gospodarczyk, dyrektor biura edukacji.

Chodzi m.in. o współpracę z mediami i organizację konferencji prasowej za 10 tysięcy złotych, czy o analizę pikniku naukowego za 4 tysiące złotych. Po co ratusz pytał o zgodę, skoro do ujawnienia danych zobowiązuje go wyrok sądu? - My dalej uważamy, że musi to rozstrzygnąć sąd najwyższy. Sąd pierwszej instancji podzielił nasze zdanie, drugiej pana radnego, dlatego czekamy na ostateczny wyrok - odpowiada Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza. - Jeżeli byłaby zgoda i przekazalibyśmy wszystkie dane, to bezprzedmiotowe było wnoszenie o kasację - dodaje.

Ponad 31 milionów złotych

Krajewskiego jednak taki przebieg sprawy nie satysfakcjonuje. Złożył wniosek do prokuratury, a ta zleciła dochodzenie w sprawie nieudostępnienia informacji publicznej. - Ja już zostałem przesłuchany. Liczę na podjęcie dalszych działań przez prokuraturę - dodaje Krajewski.

Jak zaznacza, ma nadzieję, że wyrok sądu najwyższego otworzy drogę do ujawnienia również danych osobowych z innych umów. - Przypominam, że w samym tylko 2010 roku miasto podpisało około 14 tysięcy umów o dzieło czy zlecenie na łączną kwotę ponad 31 mln zł - zaznacza Krajewski.

ran/roody