Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

Radny pyta: czy w ratuszu pracują przestępcy?

Warszawa

Lech Marcinczak/tvnwarszawa.plRatusz nie chce ujawnić wszystkich umów

Radny PiS, który od ponad dwóch lat stara się o odtajnie umów podpisanych przez miejskie biuro edukacji, może mówić o połowicznym sukcesie. Urzędnicy podali dane trzech osób, z którymi je podpisywali. Pozostałe nazwiska trzymają jednak w tajemnicy ignorując wyrok sądu okręgowego, który nakazał ich ujawnienie. - Czy w ratuszu pracują przestępcy? - dziwi się radny.

- Wnioskowałem o dane osobowe z sześciu umów na łączną kwotę 24 tysięcy złotych, zawartych w 2009 roku - przypomina Jarosław Krajewski, radny PiS. - Na razie dostałem dane z trzech - dodaje. Jak to się stało?

Miliony tajne mimo wyroku

Cała sprawa zaczęła się właśnie w 2009 roku. Radny poprosił wtedy o informacje na temat danych osobowych z umów, które zawierało biuro edukacji. Urząd nie ujawnił nazwisk, powołując się na ustawę o ochronie danych osobowych. Taka interpetacja pozwala urzędnikom przelewać miliony złotych na prywatne konta nie ujawniając, do kogo one należą.

Argumentację urzędników podzieliło Samorządowe Kolegium Odwoławcze, a później sąd. Sędzia podkreśliła, że osoby zatrudnione przez miasto, mają prawo do prywatności, zwłaszcza, że nie są osobami publicznymi.

Jarosław Krajewski odwołał się do sądu okręgowego i tym razem wygrał. - Ten prawomocny wyrok zapadł w listopadzie 2011 roku i obowiązkiem miasta było jego wykonanie - zaznacza Krajewski.

Władze miasta się jednak nie poddały i postanowiły wnieść o kasację wyroku. Ostateczną decyzję wyda Sąd Najwyższy.

Problem w tym, że zgodnie z prawem skarga kasacyjna nie wstrzymuje wykonania wyroku. Ratusz jednak go ignoruje. Teraz ujawnił jedynie część danych o które wnioskował radny. Podano informacje o trzech osobach, z którymi biuro edukacji podpisało umowy dotyczące wykładów o atmosferze kampanii wyborczej w 1989 roku: Grzegorza Lecha Majchrzaka, Jacka Szymanderskiego i Roberta Krzysztonia.

Bo się zgodzili

Czemu jednak ujawniono tylko niektóre umowy? "Pozostałe trzy osoby, pomimo prośby w tej sprawie, nie wyraziły zgody na upublicznienie umów, o które Pan prosił wraz z ujawnieniem swoich danych osobowych" - odpisała radnemu Joanna Gospodarczyk, dyrektor biura edukacji.

Chodzi m.in. o współpracę z mediami i organizację konferencji prasowej za 10 tysięcy złotych, czy o analizę pikniku naukowego za 4 tysiące złotych. Po co ratusz pytał o zgodę, skoro do ujawnienia danych zobowiązuje go wyrok sądu? - My dalej uważamy, że musi to rozstrzygnąć sąd najwyższy. Sąd pierwszej instancji podzielił nasze zdanie, drugiej pana radnego, dlatego czekamy na ostateczny wyrok - odpowiada Bartosz Milczarczyk, rzecznik ratusza. - Jeżeli byłaby zgoda i przekazalibyśmy wszystkie dane, to bezprzedmiotowe było wnoszenie o kasację - dodaje.

Ponad 31 milionów złotych

Krajewskiego jednak taki przebieg sprawy nie satysfakcjonuje. Złożył wniosek do prokuratury, a ta zleciła dochodzenie w sprawie nieudostępnienia informacji publicznej. - Ja już zostałem przesłuchany. Liczę na podjęcie dalszych działań przez prokuraturę - dodaje Krajewski.

Jak zaznacza, ma nadzieję, że wyrok sądu najwyższego otworzy drogę do ujawnienia również danych osobowych z innych umów. - Przypominam, że w samym tylko 2010 roku miasto podpisało około 14 tysięcy umów o dzieło czy zlecenie na łączną kwotę ponad 31 mln zł - zaznacza Krajewski.

ran/roody