Radny PO o reklamach: nie ma instrumentu do uporządkowania chaosu

Warszawa

TVN24Dyskusja w programie "Tak jest"

Dlaczego w Paryżu jest około 2 tysiące bilbordów reklamowych, a w Warszawie 21 tysięcy? – pytał swoich gości prowadzący program ”Tak jest” TVN24. – To jest problem dla wszystkich. Brakuje instrumentów do uporządkowania tego chaosu – skomentował Lech Jaworski, warszawski radny Platformy Obywatelskiej.

Dyskusja o reklamach wielkoformatowych trwa w Warszawie od wielu lat, a od kilku tygodni znów jest bardzo gorąca. Zaczęło się od reklamy na Pałacu Kultury - ratusz promował tam swoją nową infolinię i bronił się, że płachta to nie reklama, lecz "informacja", a zgodę na jej powieszenie wydano w oparciu o przyjęty przez miasto regulamin. Tyle, że regulamin okazał się niezgodny z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, a sam reklama - nielegalna.

Została zdjęta po kilku dniach. Ale już dzień później na PKiN zawisła kolejna, promująca szczyt klimatyczny ONZ. Tym razem ratusz złamał zapisy planu zupełnie świadomie - ten mówi bowiem, że na PKiN wisieć mogą wyłącznie banery związane z wydarzeniami historycznymi, kulturalnymi lub sportowymi.

W tym samy czasie reklama pralek "pożarła" budynek przy Dolinie Służewieckiej. Wkrótce została pocięta, a firma Beko zrezygnowała z tej formy promocji. Domu jednak nadal nie widać, bo zasłoniła go reklama kosmetyków.

Jednak to nie koniec. Po tym, jak z elewacji Smyka zdjęto płachtę promującą jeden z telewizyjnych programów, pojawiła się tam kolejna - z reklamą biura podróży Itaka.

Reportaż Łukasza Wieczorka
TVN24

bf