Najnowsze

Przypiął łańcuchem grafficiarza. Nie będzie kary dla tramwajarza

Najnowsze

[object Object]
"Karę powinien ponosić wandal"TVN24
wideo 2/4

Pracownik zajezdni, który przypiął łańcuchem do tramwaju wandala i kazał usunąć graffiti, uniknie kary. Władze Tramwajów Warszawskich zapewniają, że nie akceptują podobnych metod, ale tym razem skończy się na rozmowie dyscyplinującej.

- Mężczyzna nie będzie w żaden sposób ukarany. Została z nim przeprowadzona rozmowa. Nie akceptujemy takiego zachowania, aby ktoś kogoś przywiązywał, ale ta sytuacja była wyjątkowa - poinformował nas Michał Powałka, rzecznik prasowy Tramwajów Warszawskich.

Jak podkreślił, chodzi o pracownika z 15-letnim stażem, z którym nigdy nie było problemów. - Zawsze dobrze wykonywał swoje obowiązki. Przed podjęciem decyzji przeanalizowaliśmy całą sytuację. Po tej analizie doszliśmy do wniosku, że rozmowa wystarczy - podsumował Powałka.

Złapany na gorącym uczynku

Przypomnijmy, sprawę opisaliśmy w środę na tvnwarszawa.pl. Do incydentu doszło tydzień temu, w nocy z czwartku na piątek na teren zajezdni przy Woronicza wtargnęło dwóch mężczyzn. Przeskoczyli przez płot, weszli do garażu, w którym stał tramwaj i namalowali na nim graffiti. Jeden z wandali uciekł, a drugi został złapany.

Na miejsce wezwano policję. Ich interwencja ograniczyła się do spisania danych wandala i pracowników zajezdni, bo ci nie złożyli oficjalnego zawiadomienia. Roszczeń nie zgłosił także mechanik, który miał ucierpieć w trakcie szamotaniny z grafficiarzami.

Ostatecznie złapany wandal został zobowiązany do wyczyszczenia tramwaju. Aby nie uciekł, łańcuchem przykuto mu nogę do koła pojazdu. Po zmyciu bohomaza wandala wypuszczono.

Tramwaj wart 7 milionów

Po ujawnieniu incydentu przez tvnwarszawa.pl, miejska spółka zapowiedziała przeprowadzenie postępowania dyscyplinującego i wyjaśniającego sprawę. Jej rzecznik podkreślał, że wandale próbowali zniszczyć mienie warte 7 milionów złotych, który służy wielu pasażerom.

Głos w sprawie zabrało też biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, którego wątpliwości wzbudziło nie tylko użycie "środka zapobiegawczego" w postaci łańcucha, ale też kara, którą mieli od razu wymierzyć pracownicy zajezdni.

Mateusz Dolak /b

Pozostałe wiadomości