Przełom w sprawie budy. Ma zniknąć w tym tygodniu

Warszawa

ZDMBuda ma zniknąć w tym tygodniu

10 lat Zarząd Dróg Miejskich nie potrafi rozprawić się z nielegalnie stojącym kioskiem, od dwóch bezskutecznie poszukuje spadkobierców jego właściciela. Wreszcie zgłosili się oni sami, po naszych publikacjach. Wygląda na to, że historia szpetnej budy z Mokotowa dobiega końca.

Pierwszy raz o sprawie napisaliśmy na początku stycznia. W ostatnich dniach stary kiosk stojący obok skrzyżowania ul. Gagarina i Belwederskiej został obudowany estetycznym stelażem, na który naciągnięto płachtę z panoramą Warszawy. Zrobił to zarządca pobliskiego biurowca, który miał dość obskurnego obiektu. Ale środę drogowcy wezwali do usunięcia instalacji.

"Przejdzie do historii"

Teraz Zarząd Dróg Miejskich przekonuje, że dochodzimy do szczęśliwego finału. "Dzięki rozgłosowi nadanemu przez media zgłosili się do nas spadkobiercy właściciela kiosku – co pozwoliło zakończyć postępowanie bez czekania na rozstrzygnięcie trwającego od 2009 r. postępowania w Samorządowym Kolegium Odwoławczym" – poinformował na swojej stronie internetowej ZDM.

I zapewniają, że otwiera to drogę do usunięcia budki. "Mamy nadzieję, że nastąpi to jeszcze w tym tygodniu, o ile wcześniej właściciel "pięknej panoramy" usunie instalację z kiosku. Wówczas budkę będzie można zabrać i przejdzie do historii" – zapewniają.Właściciel "pięknej panoramy" już we wtorek na naszych łamach deklarował, że "jak nie będzie wyjścia to zdejmiemy winylową powłokę".

Dekada z nielegalną budą

Kiosku nie powinno być w tym miejscu jednak już od 10 lat! W 2006 roku ZDM nie przedłużył dzierżawcy terenu umowy. Ale ten odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, gdzie sprawa utknęła.

Dwa lata temu mężczyzna zmarł, a urzędnicy szukali właśnie spadkobierców. SKO nie potrafi zaś odpowiedzieć nawet, na jakim etapie jest postępowanie. Gdy zapytaliśmy o sprawę, kilka godzin trwało poszukiwanie akt w archiwum. Mimo podania sygnatury, nie udało się to.

CZYTAJ WIĘCEJ O SPRAWIE BUDY

Zarządca budynku tłumaczy swoją decyzję
Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl

ran/b