Przejął działkę wartą miliony. Zapewnia, że "nie jest rekinem reprywatyzacji"

Warszawa

TVN24Słynna działka na Chmielnej 70

- Jestem tylko skromnym adwokatem i inwestorem – mówi znany mecenas Robert Nowaczyk. W wywiadzie dla portalu onet.pl szeroko opisuje sprawę związaną ze zwrotem Chmielnej 70. Przekonuje, że nie brał łapówek i zapewnia, że – wbrew temu co mówią media – nie jest rekinem reprywatyzacji.

Robert Nowaczyk to w sprawach związanych z reprywatyzacją jedno z najbardziej znanych nazwisk. Brał udział m.in. w zwrocie działki na placu Defilad oraz – jak podawała kilka tygodni temu "Gazeta Wyborcza" – 41 innych adresów. Ich łączna wartość może sięgać setek milionów złotych.

"Zacznijmy od tego, że nie jest tak, że idę ulicą, stwierdzam: o, fajna kamienica – i szukam jej spadkobierców. To spadkobiercy znajdują mnie" – mówi mecenas Onetowi.

W wywiadzie przekonuje, że to co pojawia się w mediach to "mity i miejskie legendy". "Przez 17 lat swojej praktyki adwokackiej odzyskałem bodaj cztery kamienice. To jest proste do sprawdzenia: Al. Róż, Poznańska 14, Bracka 23 i Karowa 14. No i Chmielna 70, która nie jest kamienicą, tylko działką. W sumie nie więcej niż dwadzieścia zwróconych nieruchomości przez 17 lat" - przekonuje. Informuje też, że obecnie stara się jeszcze o pięć adresów.

Chmielna 70 jak różowy cadillac

O Chmielnej 70 Nowaczyk wywiadzie dla Onetu mówi wprost: jest jak różowy cadillac – niesprzedawalna, nikt jej nie chce. Przekonuje, że działka nie jest warta 160 mln (jak podawano do tej pory w mediach), lecz około 70-80 mln.

Nowaczyk odzyskał działkę dla trójki klientów: swojej siostry Marzeny K., Janusza Piecyka i mec. Grzegorza Majewskiego, którego żona pracowała w BGN. "Pani Majewskiej nie znam" – odpowiada krótko Nowaczyk dziennikarzom Onetu. Dodaje, że jego klienci chcą zwrócić miastu nieruchomość i już złożyli w tej sprawie stosowne dokumenty.

Przypomnijmy krótko, przedwojennym właścicielem działki na placu Defilad był Jan Holger Martin. W kwietniu "GW" poinformowała, że był Duńczykiem, któremu za działkę przyznano już odszkodowanie. Wobec tego, ratusz oddając działkę w 2012 roku (Nowaczykowi i jego klientom) zrobił to niesłusznie.

Onetowi Nowaczyk tłumaczy się z tej sprawy. Przekonuje, że "nie ma żadnego dowodu na to, że Jan Martin był Duńczykiem". Dodaje też, że to Ministerstwo Finansów ma ustawowy obowiązek wydawania decyzji administracyjnych, jeżeli nieruchomość jest spłacona. W przypadku Chmielnej 70 takiej decyzji resort nie wydał - mówi.

Interesy z Rudnickim? "Czysty przypadek"

Nowaczykowi zarzucano, że prowadził interesy z byłym wiceszefem miejskiego Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakubem Rudnickim. To właśnie ten urzędnik podpisał decyzję zwrotową w przypadku Chmielnej 70. Wspólnym interesem – jak podawała "GW" – miał być ośrodek wypoczynkowy "Salamandra" w Zakopanem.

Mecenas bliskie relacje z urzędnikiem ostro neguje. Przekonuje, że wszystko jest kwestią czystego przypadku. "Spotkaliśmy się przy sprzedaży Salamandry, ale trudno mówić o jakiejś znajomości (…) Byliśmy niezależnymi udziałowcami w Salamandrze. To tak, jakbyśmy kupili mieszkania w tym samym bloku" - stwierdza.

Interesy z siostrą

W rozmowie z onet.pl Nowaczyk odnosi się również do problemów swojej siostry. Przypomnijmy, Marzena K. to była urzędniczka Ministerstwa Sprawiedliwości, która wzbogacała się na pozyskiwaniu od ratusza reprywatyzacyjnych odszkodowań. Jak pisała „Gazeta Wyborcza”, zdobyła ponad 40 mln zł. Części pieniędzy nie wpisywała do oświadczeń majątkowych, przez co teraz ściga ją CBA. Postawiono jej cztery zarzuty.

Nowaczyk przyznaje: Jest dorosła i odpowiada za siebie. Nie ukrywam, że dziwi mnie to, co zrobiła. I ponosi bardzo poważne konsekwencje. Dodaje jednak, że działania CBA były zwykłą „pokazówką dla mediów”.

Roszczenia rodziny Pahla

W wywiadzie mecenas komentuje też głośną w ostatnich dniach sprawę reprezentowania dawnej rodziny nowego wiceprezydenta Witolda Pahla. Potwierdza, że współpracował z nimi przy okazji jednej nieruchomości na Ochocie. Współpraca jednak była krótka. Nowaczyk otrzymał w tym przypadku od miasta decyzję odmowną (brak zgody na zwrot nieruchomości) i wspólne działania z rodziną Pahlów dobiegły końca - mówi Onetowi.

W odpowiedzi na pytanie, czy zna wiceprezydenta, mecenas odpowiada krótko: tylko z telewizji.

Ratusz zawiadamia do prokuratury

Co do zwrotów dokonywanych dla Nowaczyka lub jego klientów wątpliwości nabrali przedstawiciele ratusza. W ubiegłym tygodniu prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz złożyła zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie zwrotu nieruchomości przy ul. Piaseczyńskiej 32, w której jako pełnomocnik spadkobiercy występuje właśnie Nowaczyk oraz jego siostra.

Według Biura Audytu Wewnętrznego ratusza mogło dojść do sfałszowania podpisów na pełnomocnictwach udzielonych przez spadkobiercę nieruchomości. Mogło też dojść do wyłudzenia zawarcia umowy w celu wzbogacenia się przy ewentualnej decyzji reprywatyzacyjnej.

Sam Nowaczyk w wywiadzie z onet.pl zapewnia, że nigdy nie brał łapówki ani nie składał propozycji korupcyjnych. Przekonuje też, że nie korzystał z tzw. "czyścicieli kamienic", którzy robią wszystko, aby wyrzucić lokatorów reprywatyzowanych kamienic z ich mieszkań (np. przez podwyżkę czynszów). Sam nie ukrywa, że czynsze podnosił, ale "tylko do stawki wyznaczanej co roku przez wojewodę. Dziś to jest 14,4 zł".

Komentarze po zarządzie POKrzysztof Skórzyński, Fakty TVN
wideo 2/35

kw/mś