"Proszę udowodnić, że mieszka pani w Warszawie, albo wyślemy straż miejską"

Warszawa

TVN24Reportaż z programu "Tak jest"

Czy dopisanie do listy osób uprawnionych do głosowania w referendum to czysta formalność? Sprawdziliśmy to w trzech dzielnicach. W jednej z nich na wstępie urzędniczka ostrzegła: albo dokumenty potwierdzające, że mieszkamy w Warszawie, albo sprawdzi to osobiście patrol straży miejskiej. Inicjatorzy referendum grzmią: - Za wszelką cenę jest obniżany próg frekwencyjny.

- Proszę nam przedstawić jakikolwiek dokument, że pani mieszka w tej Warszawie. Inaczej wyślemy straż miejską no ale pani nie zastaniemy – powiedziała na wstępie jedna z urzędniczek w mokotowskim urzędzie.

Tym samym pracownica urzędu dała do zrozumienia, że bez okazania na przykład umowy najmu mieszkania, do listy wyborców nie zostaniemy dopisani. Z góry zakładała, że straż miejska w domu nie zastanie zainteresowanej osoby.

Nieco prościej jest się dopisać do listy w Wilanowie. Tam, jeśli nie mamy umowy najmu – prócz wypełnionego wniosku, potrzebna jest pisemna zgoda właściciela mieszkania (w którym przebywamy).

Na Ursynowie wystarczy oświadczenie

Jak sprawa ma się na Ursynowie, mateczniku akcji referendalnej? Głosować może tutaj nie tylko ten, kto jest zameldowany w innym mieście, ale także ten, kto mieszka w innej dzielnicy, a z jakiegoś powodu woli oddać swój głos na Ursynowie. Oczywiście pod pewnymi warunkami, które nie są jednak nie do przejścia.

Wystarczy, że do wniosku o dopisanie na liście wyborców dołączymy krótkie oświadczenie osoby – przyjaciela, członka rodziny - która zadeklaruje, że jest właścicielem lub wynajmującym mieszkanie na Ursynowie a my czasowo mieszkamy u niej. Oprócz takiego oświadczenia potrzebny nam będzie jakikolwiek dokument, który mógłby to potwierdzić. Nie tylko akt notarialny lub umowa najmu, ale na przykład rachunek za prąd, gaz czy internet wystawiony na nazwisko osoby poświadczającej nasz związek z dzielnicą.

Jakie dokumenty są potrzebne na Ursynowie?
TVN24

Ratusz: wszystko zgodnie z prawem

O tym, że dopisanie do listy nie jest łatwe przekonali się między innymi poseł Twojego Ruchu, Andrzej Rozenek. Co prawda mieszka pod Warszawą, ale w stolicy ma też mieszkanie i pracuje.

- Posiadanie mieszkania, udowodniona praca na terenie Warszawy, urodzenie, wszystkie szkoły pokończone to jest za mało, żeby być dopisanym do list referendalnych – ubolewa poseł Rozenek.

Podobny los spotkał również Janusza Palikota i zapewne wielu szarych obywateli. Ilu? Tego urząd miasta nie wie, tłumaczy za to, że cała procedura dopisywania odbywa się zgodnie z prawem.

- To nie jest widzimisię, tylko to jest na podstawie rygoru decyzji administracyjnej, która jest poprzedzona postępowaniem dowodowym. Ta decyzja jest wydawana w ciągu trzech dni i jest w pełni zaskarżalna – tłumaczy Jarosław Jóźwiak, dyrektor Centrum Komunikacji Społecznej.

Tłumaczenia ratusza nie przekonują inicjatora referendum Piotra Guziała.

- Pani prezydent stara się za wszelką cenę obniżyć próg frekwencyjny. Instruuje urzędników by byli wyjątkowo wnikliwi przy badaniu osób, które chcą dopisać się do spisu wyborców. Jest to traktowanie prawa w sposób represyjny – stwierdził burmistrz Ursynowa.

bf/TVN24