Prokurator chce ośmiu lat więzienia dla "dilera gwiazd"

Warszawa

tvnwarszawa.plCezary P. stanął przed sądem w listopadzie

Zakończył się proces Cezarego P. zwanego "dilerem gwiazd" oraz osób, które miały mu pomagać w handlu kokainą. W czwartek prokurator i obrońcy oskarżonych przedstawiali swoje wnioski w kwestii kary. Oskarżyciel chce dla P. ośmiu lat pozbawienia wolności i wysokiej grzywny.

Sędzia Iwona Kowal z Sądu Rejonowego Warszawa Praga-Północ po trwającym od jesieni 2017 roku procesie "dilera gwiazd" zamknęła przewód sądowy. W czwartek strony mogły zabrać głos. Jako pierwszy przemówił autor aktu oskarżenia - prokurator Adam Grzeczyński.

"32 lata pracy w sądzie"

Grzeczyński przypomniał, że P. stanął przed sądem pod zarzutem udziału w obrocie narkotykami i "odpłatnego udzielenia kokainy", na którym miał zarobić 1 mln 33 tys. 200 zł. Prokurator porównał tę kwotę ze średnią płacą pracownika polskiej prokuratury czy sądu, nawiązując do wtorkowego protestu tej grupy zawodowej.

- Najgorzej opłacany pracownik polskiej prokuratury musiałby na taki dochód pracować 44 lata. Średnio zarabiającemu pracownikowi sądu czy prokuratury zajęłoby to 32 lata. Panu P. osiągnięcie takiej kwoty zabrało zaledwie 6 lat – wyliczał Grzeczyński. Prokurator stwierdził, że to porównanie pokazuje "skalę i rozmach" działalności Cezarego P. - Pokazuje, ile tych transakcji musiało być, ilu musiało być klientów, żeby osiągnął tak gigantyczne z punktu widzenia przeciętnego Polaka dochody – zauważył.

Prokurator poddał wątpliwość twierdzenia "dilera gwiazd", że 427 działek kokainy znalezione u niego w domu miało być przeznaczone "na własne potrzeby". P. wyjaśniał, że jak "miał bóle" zjadał trzy gramy kokainy w półgodzinnych odstępach.

Setki nagrań

Cezary P. był podczas prowadzonego przeciwko niemu śledztwa podsłuchiwany. W aktach znajdują się setki nagrań rozmów telefonicznych z jego domniemanymi klientami. Część z nich przesłuchana przed sądem przyznała, że kupowała od P. kokainę. Inni opisywali, że u "dilera gwiazd" zamawiali transport, jedzenie, alkohol.

- Te wszystkie kotlety, whisky bez nazwy, oceniam jako kłamstwo. Wszystko wskazuje na to, że pan P. zarobkowo zajmował się sprzedażą kokainy na terenie Warszawy i okolic. To było jego główne źródło dochodu, a być może nawet jedyne – powiedział Grzeczyński.

Aby ukazać sądowi szkodliwość działalności "dilera gwiazd" prokurator odwołał się do zeznań jednego ze świadków – Filipa W. (niedoszły kandydat na posła PiS), który twierdził, że kupił u Cezarego P. kokainę wartą kilkaset tysięcy złotych. W. opowiadał także o swoim uzależnieniu, kosztach leczenia. - Filip W. wybrał taki los na własne życzenie, ale w kontekście społecznej szkodliwości udzielania kokainy, jest on idealnym przykładem – podkreślał oskarżyciel.

Prokurator wnosił, by sąd uznał oskarżonego za winnego obu zarzucanych mu czynów, czyli uczestnictwa w obrocie kokainą i odpłatnego jej udzielania innym osobom. - Za szkodzenie zdrowiu ludzi, za gotowość, za brak chęci do uczciwej pracy – wymieniał Grzeczyński.

Zażądał dla P. kary łącznej 8 lat pozbawienia wolności, 32,5 tysiąca grzywny oraz 40 tysięcy nawiązki na cele zapobiegania i zwalczania narkomanii. Oprócz tego prokurator wniósł o przepadek mienia oskarżonego o równowartości kwoty zarobionej na handlu kokainą – czyli ponad 1 mln zł.

Żona i córka

Dla Iwony P., która miała pomagać mężowi w udzielaniu kokainy, prokurator chciał roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata próby i grzywny w wysokości 9,5 tysiąca złotych. Sprawa córki "dilera gwiazd", Patrycji, miałaby zostać warunkowo umorzona ze względu na małą wagę czynu. Kobieta miała "pomóc" ojcu tylko raz.

Pozostali oskarżeni, którzy mieli pomagać P. między innymi polecając go znajomym, przekazując numer telefonu, powinni – według prokuratora – zostać skazani na kary pozbawienia wolności w zawieszeniu oraz kilkutysięczne grzywny oraz nawiązki na cele zapobiegania narkomanii.

- Wnoszę także, by wszyscy oskarżeni zapłacili koszty procesu, żebyśmy my, jako skarb państwa, nie musieli ponosić tych kosztów – dodał prokurator.

Obrońca Cezarego P., mecenas Łukasz Chojniak nie zajął w czwartek stanowiska w sprawie ewentualnej kary dla swojego klienta. Adwokat nie stawił się w sądzie, a jego zastępcy wnieśli o wyznaczenie kolejnego terminu, by obrońca mógł się wypowiedzieć. Sam oskarżony nie chciał zabrać głosu. Obrońca jego żony wniósł o uniewinnienie Iwony P.

Kolejny termin przeznaczony na mowy obrońców sąd wyznaczył na 2 kwietnia.

Milion złotych

Według prokuratury Cezary P. sprzedał 237 osobom kokainę wartą co najmniej milion złotych. Został zatrzymany podczas transakcji narkotykowej w kwietniu 2016 roku przy ulicy Hożej w Warszawie. Od tamtej pory, czyli blisko trzy lata, był tymczasowo aresztowany. Z aresztu zwolniono go 11 lutego, po tym jak ktoś wpłacił za niego 100 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Mężczyzna jest obecnie objęty dozorem policyjnym, ma także zakaz opuszczania kraju.

Doprowadzenie Cezarego P. na rozprawęArtur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl
wideo 2/5

PAP,kz/r