Proces o zabójstwo kobiety. Czaszka nie należy do ofiary

Warszawa

archiwum TVNProces przed sądem

Czaszka znaleziona nad Wisłą pod Warszawą nie należy do zaginionej Edyty W. - podała we wtorek prokuratura. Mimo to, śledczy nadal są przekonani, że to oskarżony Arkadiusz B. jest sprawcą zabójstwa na kobiecie. Jego ponowny proces dobiega końca przed stołecznym sądem.

Fragmenty ludzkiej czaszki znaleziono w 2012 roku w miejscowości Łomna między Warszawą a Nowym Dworem Mazowieckim. Choć biegły początkowo stwierdził wysokie prawdopodobieństwo, że to szczątki Edyty W., ostatecznie - jak powiedział we wtorek dziennikarzom prok. Przemysław Ścibisz - po badaniach uznał, że to kości mężczyzny.

Tego dnia przed Sądem Okręgowym w Warszawie miała odbyć się kolejna rozprawa w procesie Arkadiusza B. Proces odroczono jednak do końca października, bo oskarżony jest w szpitalu. Na następnej rozprawie strony zapewne wygłoszą mowy końcowe. We wtorek prokurator, pełnomocnik oskarżycieli posiłkowych i obrońca zapewnili sąd, że nie zamierzają już składać wniosków procesowych.

Ciała ofiary nie znaleziono

Poszlakowy - ciała ofiary nie odnaleziono - proces Arkadiusza B. jest prowadzony już po raz drugi. Sprawa wielokrotnie była opisywana w mediach. Prokuratura zarzuca B., że zamordował poznaną na jednym z portali randkowych Edytę W.; wcześniej nakłonił ją do pożyczenia mu ponad 70 tys. zł. Do zabójstwa miało dojść z 10 na 11 listopada 2005 r. w Warszawie w mieszkaniu wynajmowanym przez oskarżonego.

W lipcu 2010 r. sąd uniewinnił B. z zarzutu zabójstwa. "Brak w sprawie jednoznacznego i kategorycznego dowodu, że zaginiona Edyta W. nie żyje, nie udało się też ustalić, że zabił ją oskarżony" - uznał wtedy sąd. Wyrok ten uchylił w marcu 2011 r. sąd apelacyjny, który wskazał, że I instancja niedostatecznie wzięła pod uwagę opinie biegłych i nie opisała wątpliwości uzasadniających uniewinnienie.

Fragmenty ludzkiej czaszki

Ponowny proces przed SO zbliżał się do końca, gdy w zeszłym roku odnaleziono nad Wisłą fragmenty ludzkiej czaszki. Wstępne badania przeprowadzone metodą tzw. superprojekcji, czyli porównywania czaszki ze zdjęciami zaginionych, wykazały, iż mogą to być szczątki Edyty W. Przesłuchano też stomatologa zaginionej i pobrano dokumentację medyczną z odciskami uzębienia kobiety (w znalezionej czaszce były zęby). Ze względu na możliwość naruszenia fragmentów czaszki badania DNA - te, które wykluczyły, że czaszka należy do Edyty W. - przeprowadzono na koniec wszystkich badań.

Jak podkreślił we wtorek prokurator Ścibisz, śledczy nadal uważają, że to Arkadiusz B. zabił Edytę W. Według prokuratury oskarżony od początku znajomości z Edytą W., czyli od września 2005 r., okłamywał ją - mówił, że prowadzi firmę, a jego rodzice mieszkają we Włoszech, podawał się też za wnuka znanego reżysera filmowego. Jednocześnie utrzymywał kontakty z innymi kobietami. Oskarżenie dowodzi, że B. był ostatnią osobą, z którą Edyta W. miała kontakt; po 10 listopada 2005 r. B. przez kilka dni wietrzył wynajmowane mieszkanie, miał także spłacić część swoich zobowiązań finansowych.

Tylko niewielkie ślady krwi

Do tej pory nie udało się odnaleźć ciała kobiety. Technicy policyjni znaleźli później jedynie niewielkie ślady jej krwi w łazience mieszkania.

Prokuratura wskazuje też, że Edyta W. prowadziła ustabilizowany tryb życia, miała bardzo dobrze płatną pracę i utrzymywała ciągłe i bliskie kontakty z rodziną oraz przyjaciółmi. Z oskarżonym planowała ślub. Dlatego inne hipotezy niż morderstwo, są - według oskarżycieli - nieprawdopodobne.

Obrona B. wskazuje natomiast, że akt oskarżenia opiera się na przypuszczeniach. - Oskarżony posługiwał się nieprawdziwymi informacjami, bo miał wyobraźnię i taki był jego sposób na życie, ale czy z tego można wnioskować morderstwo? - mówił na zakończenie pierwszego procesu w tej sprawie broniący oskarżonego mec. Zbigniew Jewdokin.

Miejsce znalezienia czaszki
targeo.pl

PAP/bf/b