Prijović trafił za czwartym podejściem. Lech wyjeżdża bez punktów

Warszawa

Okazji w tym meczu nie brakowało, Aleksandar Prijović zmarnował trzy te stuprocentowe. Nie zmarnował czwartej - najtrudniejszej - i Legia pokonała na własnym terenie Lecha Poznań 1:0.

Runda finałowa rozpoczęta. W grupie mistrzowskiej od razu doszło do hitowego pojedynku - prowadząca w tabeli Legia podjęła zajmującego szóstą pozycje Lecha.

W tym sezonie obydwa zespoły mierzyły się po raz czwarty. Kolejorz był górą w Superpucharze Polski (3:1) i w ligowym meczu w stolicy (1:0). Potem Legia pokonała Lecha na wyjeździe (2:0).

Największy rywal

Zapowiedzi trenera Jana Urbana były bardzo bojowe. Mówił, że Lech jest silniejszy, niż w tym przegranym spotkaniu, w którym zabrakło w składzie kilku ważnych zawodników. W Warszawie jego gracze mieli się spisać zdecydowanie lepiej. Powalczyć nawet o zwycięstwo. Celuje w europejskie puchary, więc punkty muszą zdobywać i na wyjazdach.

Dowodzący piłkarzami Legii Stanisław Czerczesow ostatniego zwycięstwa nad rywalem z Poznania wspominać nie chciał. Po co, skoro liczy się tu i teraz?

- Lech jest naszym największym rywalem, to bardzo groźna drużyna. Takie zwycięstwo zawsze smakuje inaczej, dlatego koncentrujemy się, by zrealizować ten cel - zapowiadał napastnik Legii, Nemanja Nikolić.

Pudła zamiast goli

Tuż przed pierwszym gwizdkiem na środek murawy wyszedł Lucjan Brychczy, legenda klubu, którego nazwiskiem dzień wcześniej nazwano trybunę południową. Został powitany owacją.

Miejscowi wybiegli na murawę bez wciąż narzekającego na uraz Tomasza Jodłowca, przyjezdni z Szymonem Pawłowskim na ławce, wracającym do składu po urazie kości twarzy.

Pierwsi groźnie zaatakowali piłkarze Urbana, ale wszystko skończyło się na linii pola karnego, gdzie ustawili się obrońcy warszawskiej ekipy.

Po drugiej stronie boiska uderzał Nikolić, jednak piłka odbiła się od rywala. Chwilę potem przed stuprocentową okazją, po raz pierwszy, znalazł się Prijović - wszyscy, łącznie z legionistami, myśleli, że jest spalony. Gwizdka nie było, a zdezorientowany napastnik trafił w nogę wybiegającego z bramki Jasmina Buricia.

W 21. minucie przysnął obrońca Lecha Paulus Arajuuri. Pewnie i on nie ma pojęcia, co i dlaczego zrobił. Wycofał piłkę do Buricia, ale ten nie miał szans do niej dobiec. Spokojnie dobiegł za to Prijović. Miał dużo miejsca, dużo czas. I tylko bramkarza przed sobą. To powinien być gol. To musiał być gol. Prijović przestrzelił.

Groźne kontry

Kiedy Lech kontratakował, robiło się groźnie. A to Karol Linetty został przewrócony tuż przed polem karnym, na co sędzia nie zareagował, a to w boczną siatkę huknął z lewej nogi Darko Jevtić. Arkadiusz Malarz nie był zmuszany do interwencji.

W 43. minucie Prijović znowu znalazł się przed Buriciem, po ładnym lobie Nikolicia. Znowu spudłował!

Po przerwie Lech od razu zabrał się do roboty - Linetty podał do Macieja Gajosa, a ten uderzył wysoko nad poprzeczką. W 52. minucie Malarz musiał się wyciągnąć jak struna, by nie pokonał go Nicki Bille Nielsen.

Do czterech razy sztuka

10 minut później w środku boiska piłkę wywalczył Michał Pazdan. Odegrał do Nikolicia, Nikolić podał do Prijovicia. Piłkarz Legii po raz czwarty stanął przed szansą, by zdobyć bramkę. Szansą najtrudniejszą z tych czterech. Mocno i precyzyjnie strzelił przy prawym słupku. Trafił! 1:0. A trener już miał go zmienić. Zszedł za to, po urazie nogi, Pazdan.

W 72. minucie Nielsen ograł Jakuba Rzeźniczaka i… trafił w słupek. Nie było wyrównania. W końcówce kilkadziesiąt metrów przebiegł z piłką Nikolić. Słabo strzelił, nie sprawił Buriciowi problemów. Czerczesow bardzo się zdenerwował. I denerwował się dalej, bo jego zawodnicy popisowo marnowali kolejne kontry.

Po turbulencjach, ale wygrali. Legia bliżej tytułu, Lech prawie bez szans na jego obronę.

Legia Warszawa - Lech Poznań 1:0 (0:0)

Bramka: Prijović (62.)

CZYTAJ WIĘCEJ NA SPORT.TVN24.PL