Przygotuj się na:

MECZ NA STADIONIE NARODOWYM

We wtorek na Stadionie Narodowym reprezentacja Polski zagra ze Słowenią. To oznacza utrudnienia dla mieszkańców, szczególnie na Saskiej Kępie. Kibice pojadą komunikacją miejską za darmo.

Pracownicy z Korei Północnej w Wilanowie. „Tu budują niewolnicy!”

Warszawa

Pracownicy z Korei Północnej na Wilanowie. „Tu budują niewolnicy!”

Nazywani są w Europie niewolnikami Kim Dzong Una, dyktatora komunistycznej Korei Północnej. Czy Polska nabija mu kiesę, zatrudniając przysyłanych tu ludzi, którzy są potem odzierani przez reżim z zarobionych u nas pieniędzy? Polscy pracodawcy płacą, ale nie wiedzą, co z tymi pieniędzmi się dzieje. Obrońcy praw człowieka biją na alarm, protestuje też Partia Razem. Rząd się zastanawia, co robić. Materiał "Faktów" TVN.

Manifestują, by – jak mówią – walczyć ze współczesnym niewolnictwem. Chodzi o zatrudnienie na budowie osiedla w warszawskim Wilanowie pracowników z komunistycznej Korei Północnej.

– Ten proceder jest absolutnie skandaliczny. Nie wyobrażamy sobie, żeby w Polsce w XXI wieku mogli pracować niewolnicy ze zbrodniczego reżimu Kim Dzong Una – mówi Mateusz Olechowski z Partii Razem. – To jest bezprawie w majestacie prawa – dodaje.

Oficjalnie wszystko jest zgodne z prawem

Polska jest – obok Malty – jednym z dwóch państw w Unii Europejskiej, które pozwalają na zatrudnianie pracowników w Korei Północnej. Zgodę na ich pracę wydał urząd wojewódzki, który tłumaczy, że „ustawa o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy nie wprowadza ograniczeń co do narodowości czy kraju pochodzenia” i „w związku z tym nie ma podstawy formalno-prawnej, aby odmówić wydania zezwolenia na pracę obywatelom Korei Północnej”.

Deweloper, który zatrudnia podwykonawców z Korei Północnej, także przekonuje, że działa zgodnie z prawem. Według niego godziny pracy zatrudnionych osób są zgodne z przepisami, a ich pensja nie jest mniejsza niż 70 proc. przeciętnego wynagrodzenia w województwie mazowieckim. Oznacza to, że zarabiają nie mniej niż 3,5 tys. zł brutto.

W oświadczeniu prasowym przygotowanym przez dewelopera czytamy m.in.:

„1. Koreańczycy przebywają legalnie na podstawie zezwoleń na pobyt czasowy. Potwierdzają to kontrole Straży Granicznej.

2. Koreańczycy pracują legalnie w koreańskiej firmie, która jest jednym z naszych podwykonawców. Pracują na podstawie aktualnych zezwoleń na pracę.

3. Godziny pracy pracowników z Korei są zgodne z kodeksem pracy. Potwierdzają to regularne kontrole Inspekcji Pracy.

4. Wynagrodzenie pracowników z Korei jest zgodne z zezwoleniem na pracę na terenie RP. Oznacza to, że jego wysokość jest ściśle określona przepisami i nie jest mniejsza niż 70 proc. wysokości przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w danym województwie.”.

– Kiedy sprawę chcemy wyjaśnić po polskiej stronie, to wszystko wyjaśnić się da. Kiedy natomiast sprawa przechodzi do wyjaśnienia na stronę koreańską, wówczas nie wiadomo nic – mówi Jacek Białas z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

80 proc. pensji zabiera reżim

Problem polega na tym, że zgodnie z raportami międzynarodowych organizacji pozarządowych państwo koreańskie zabiera zatrudnionym w Polsce ludziom około 80 proc. ich zarobków. Jest to tak zwana opłata lojalnościowa. Oznacza to, że za miesiąc pracy zostaje im około stu dolarów.

– Kiedy w czeskich szwalniach okazało się, że są zatrudniane Koreanki z północy, naciski opinii publicznej sprawiły, że Czechy przestały pozwalać na takie procedery. Ich śladem poszły Rumunia i Bułgaria – mówiła w czasie manifestacji jedna z jej uczestniczek.

W Polsce sprawą zajęła się Inspekcja Pracy, która sprawdza warunki pracy na tej budowie.

– My chcemy, żeby to była ostatnia taka sprawa, żeby polski rząd się za to wziął i by Polska nie przyjmowała więcej niewolników z Korei – mówi Mateusz Olechowski.

Rzecznik rządu w rozmowie z Faktami TVN zapowiedział, że Rada Ministrów zamierza zmienić polskie prawo na wzór tego z państw z Europy zachodniej, tak by nie można było zatrudniać pracowników wykorzystywanych przez reżim Korei Północnej.