Pomarańczarka u konserwatora: "Trzeba zmieniać jej pieluchę"

TVN Warszawa

Dawid Krysztofiński /tvnwarszawa.pl"Jest miłą staruszką z charakterem" foto. na stronie głównej - blog-konserwacja.mnw.art.pl

Mówią o niej, że ma silny charakter. Przeżyła wojnę i Powstanie Warszawskie. Dopiero w listopadzie 2010 roku wróciła do Polski. Pomarańczarka, słynny obraz Aleksandra Gierymskiego, przechodzi obecnie trudny proces konserwacji. Ostatnio na odwrocie obrazu odkryto jej przedwojenny numer inwentarzowy. Ostatecznie potwierdza to oryginalność dzieła.

- Mówimy o niej bardzo czule: "Trzeba zmienić babie pieluchę" – opowiada ze śmiechem Anna Lewandowska, konserwatorka w Muzeum Narodowym. "Babą" w tym przypadku jest Pomarańczarka, czyli słynny obraz Aleksandra Gierymskiego z 1881 roku. Dzieło po Powstaniu Warszawskim zostało zrabowane przez Niemców. Dopiero w 2010 roku w wyniku interwencji Ministerstwa Kultury i pomocy PZU obraz wrócił do Polski.

Tak "zmieniają pieluchę"

"Zmienianie pieluchy" to praca konserwatorska, która ma przywrócić dawny blask obrazowi. Poprosiliśmy Annę Lewandowską o zaprezentowanie na czym to polega.

- Nałożę impregnat na odwrót obrazu, nastąpi zassanie impregnatu, chwilę poczekamy, przyłożę papier silikonowy i miejsce zaimpregnowane zostanie obciążone woreczkami z piaskiem. Przez cały dzień będę wymieniać papier - tłumaczy Lewandowska.

Mimo, że powojenne losy Pomarańczarki nie są dobrze znane, konserwatorzy dużo z płótna "odczytali". Obraz został uwolniony ze sklejki, którą do odwrotu przykleił introligator. Najprawdopodobniej chciał by obraz odzyskał dzięki temu wymiarowość, którą stracił w wyniku grabieży Niemców.

- Wcześniej był zwinięty, połamany, zdeformowany i nie mógł być naciągnięty na krosno. Naklejenie na sklejkę przyczyniło się do dużego uszkodzenia. Element, który miał przywrócić wygląd, uszkodził go – mówi konserwatorka.

Tak "zmienia się pieluchę" Pomarańczarce
Dawid Krysztofiński /tvnwarszawa.pl

Dzieło numer 73408 m.n.

W wyniku usunięcia sklejki, dokonano również ciekawego odkrycia. Choć badacze nigdy nie mieli wątpliwości, że obraz jest autentyczny, (w niemieckim katalogu aukcyjnym jednak napisano "zapewne obraz Gierymskiego") na odwrocie obrazu odkryto przedwojenny numer inwentarzowy dzieła 73408 M.N, który ostatecznie potwierdził wcześniejszą wiedzę.

Kiedy koniec? "Chciałabym w tym roku”

Prace konserwatorskie idą bardzo powoli. W tym przypadku jednak pośpiech nie jest wskazany, a każda decyzja musi być dobrze przemyślana.

- Obrazy Gierymskiego z tego okresu wykazują dużą wrażliwość na środki, które są używane do konserwacji obrazów. Każdy z tych środków jest dla obrazu trucizną. Jednak tak jak człowieka, obraz można leczyć tym co mu szkodzi. Trzeba tylko dobrze przemyśleć sekwencje użycia środków – tłumaczy Lewandowska. A to wymaga czasu.

Płótno słynnego obrazu pomarańczarki z koszami wiklinowymi na tle Warszawy w tej chwili zabezpieczony jest specjalną bibułką.

- Jak się to skończy to chciałabym mieć możliwość pozbycia obrazu naleciałości, czyli kitów, przemalowań z lica, tak żeby obraz mógł błysnąć pięknem i kunsztem, które zaplanował sam autor – mówi konserwatorka.

Kiedy więc będziemy mogli zobaczyć obraz w Muzeum Narodowym? – Chciałabym, żeby było to w tym roku – odpowiada Lewandowska.

Bartosz Andrejuk - b.andrejuk@tvn.pl