Policjanci pomylili adres: 87-latek poturbowany

Warszawa

| Fakty TVNfot. TVN24

W niedzielę ok. 5 rano Henryk Kardas usłyszał walenie do drzwi. Kiedy je otworzył, dwóch zamaskowanych i uzbrojonych policjantów chwyciło go za barki i z całej siły rzuciło na beton przed wejściem. Myśleli, że w domu produkuje narkotyki – donosi "Życie Warszawy".

- W wyniku akcji antyterrorystów, którzy szukali wytwórni amfetaminy, 87-letni mieszkaniec wsi pod Otwockiem ma rozbity nos i siedem szwów na twarzy. W trakcie akcji stracił przytomność - informuje "Życie Warszawy".

Godzinę leżał na betonie

Mężczyzna uderzył głową o beton, zalał się krwią, stracił przytomność. Kilku innych antyterrorystów skuło jego 81-letnią żonę i pozostałych trzech członków rodziny. W czasie przeszukiwania mieszkania starszy człowiek cały czas leżał na betonie. Trwało to prawie godzinę. Gdy jedna ekipa przeszukiwała dom, druga szturmowała budynek na podwórzu. Mieszka w nim ciężko chory (od 20 lat nie wstaje z łóżka) syn pana Henryka z żoną.

Nawet nie przeprosili

Policjanci nic nie znaleźli. Trzem osobom kazali się tylko stawić na przesłuchanie w komendzie. Nikt nie usłyszał zarzutów. Mimo to policjanci nikogo nie przeprosili. Na zachowanie mundurowych poszkodowani złożyli skargę m.in. do Komendy Głównej Policji, rzecznika praw obywatelskich i prokuratora generalnego.

Maciej Karczyński, rzecznik komendanta stołecznego pytany o obrażenia u pana Henryka stwierdził, że "starszy mężczyzna sam się przewrócił" - czytamy w gazecie.

Jednak jeszcze tego samego dnia na stronie internetowej komendy stołecznej pojawił się komunikat: "Po otrzymaniu pierwszych sygnałów o możliwych nieprawidłowościach w tej sprawie Komendant Stołeczny Policji natychmiast w dniu 13 kwietnia 2011 r. zarządził kontrolę dotyczącą zasadności przeprowadzonych czynności policyjnych". Szczegóły mają się pojawić na stronie ksp.waw.pl wkrótce.

Nie pierwsz raz

To nie pierwsza taka sytuacja. Przed rokiem brygada antyterrorystyczna wtargnęła do mieszkania państwa Ziółkowskich. Policjanci co prawda nie pomylili adresów, ale nie przewidzieli, że domu, w którym mieli zatrzymać groźnych przestępców, mieszka także inna rodzina. Jak tłumaczą - wszystko przez to, że Ziółkowscy "nie dopełnili obowiązku meldunkowego".

mjc/par