Policja: sześciu funkcjonariuszy codziennie ochrania pomnik smoleński

Warszawa

Policja pilnuje pomnikaTVN24
wideo 2/2

Policjanci nie spuszczają z oka pomnika smoleńskiego, który dokładnie miesiąc temu stanął na placu Piłsudskiego. Poseł Platformy Obywatelskiej zapytał stołecznych policjantów o koszty tej ochrony.

- W okolicach pomnika, który odwiedza bardzo dużo warszawiaków, stoi zawsze, w odległości do 20 metrów, dwóch policjantów dokładnie przyglądając się pomnikowi i jego otoczeniu – mówi nasz reporter Lech Marcinczak, który codziennie śledzi sytuacja na stołecznych ulicach.

Ta kwestia zainteresowała polityków Platformy Obywatelskiej. Poseł Cezary Tomczyk zapytał o koszty ochrony monumentu. W czwartek ujawnił odpowiedź.

"Dokładamy 20 tysięcy miesięcznie"

Czytamy w niej, że teren "został objęty nadzorem policyjnym w ramach codziennych, doraźnych działań prewencyjnych". Komendant stołeczny policji tłumaczy to "wzmożonym ruchem turystycznym", ale także incydentem, do którego miało dojść 15 kwietnia. Wtedy to mężczyzna pod wpływem alkoholu "wszedł do połowy Pomnika Ofiar Tragedii Smoleńskiej nagrywając przebieg zdarzenia przy użyciu telefonu komórkowego".

Dalej komendant stołeczny podaje, że do patrolowania placu Piłsudskiego kierowanych jest sześciu funkcjonariuszy w ciągu doby. "Powyższe nie generuje dodatkowych kosztów oraz nie wiąże się z koniecznością przesunięcia funkcjonariuszy z innych zadań" - podsumowuje.

- To pierwsza miesięcznica bez barierek, ale za to z pierwsza miesięcznica z całodobową ochroną pomnika smoleńskiego. To pierwszy taki pomnik na świecie, który otrzymał 24-godzinną ochronę - skomentował odpowiedź podczas zwołanej na placu konferencji prasowej Cezary Tomczyk. - Jeden etat policjanta – jak podaje komendant - to średnio 3600 złotych, więc miesięcznie na ochronę tego miejsca i pomnika wydajemy 20 tysięcy złotych – wyliczał poseł Platformy.

"Mają zaszczepiony gen nienawiści"

Głos w sprawie zabrali przedstawiciele partii rządzącej. - To pokazuje, że istnieje taka obawa, że osoby, które nienawidzą Polski, mają zaszczepiony gen nienawiści w sobie do nas, do tej sprawy, usiłują ten pomnik zniszczyć, co byłoby działaniem karygodnym, antypolskim - ocenił Jan Mosiński z Prawa i Sprawiedliwości.

Z kolei Katarzyna Lubnauer stwierdziła, że partia rządząca musiała się liczyć z obawami, że ktoś będzie chciał pomnik zniszczyć. - Jeżeli buduje się kontrowersyjne pomniki, to później trzeba zapewnić im ochronę. Najpierw wydaliśmy krocie na ochronę miesięcznic smoleńskich, teraz wydajemy krocie na ochronę pomnika. Jeżeli pomnik jest powszechnie akceptowany, to nie trzeba go chronić - zauważyła.

Jakub Stefaniak z PSL sprawę ocenia jako "kuriozum". - Mówienie, że on jest pilnowany za darmo to jest bzdura. Ci policjanci, którzy dzisiaj stoją i pilnują pomnika, mogliby pilnować bezpieczeństwa obywateli - ocenił.

Problemy z lokalizacją

Lokalizacja pomnika od początku budziła kontrowersje. Władze Warszawy długo nie godziły się na jego ustawienie przy Krakowskim Przedmieściu tłumacząc, że jest ulica to twór "architektonicznie skończony". Później, w porozumieniu z Kancelarią Prezydenta Bronisława Komorowskiego i częścią rodzin smoleńskich, wskazano teren dzisiejszej pętli u zbiegu Trębackiej i Focha. Ale środowisko PiS-u nigdy nie zaakceptowało tej propozycji.

Społeczny komitet budowy pomników smoleńskich z Jackiem Sasinem na czele forsował umieszczenie pomnika wszystkich ofiar na skwerze księdza Jana Twardowskiego, a figury prezydenta - u wylotu ulicy generała Tokarzewskiego-Karaszewicza. To dla tych lokalizacji ogłoszono konkurs architektoniczny.

Ostatecznie jednak zdecydowano, że ten monument stanie na "obszarze zielonym między placem Piłsudskiego a ulicą Królewską", a pomnik Lecha Kaczyńskiego - przed budynkiem Garnizonu Warszawa. Projekt figury prezydenta został zmodyfikowany - dodano cokół. Skorygowano także drugą koncepcję - pierwotnie na obiekcie planowano napis: "Pamięci ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 roku". Teraz tekst głosi: "Pamięci ofiar tragedii smoleńskiej".

kz/b