Policja pokazała "Kulsona"

Warszawa

Najpopularniejszy policjant w PolsceTVN24
wideo 2/2

"To były słowa dowódcy plutonu"

Na wtorkowej konferencji prasowej rzecznik stołecznej policji Sylwester Marczak, określił to typowym "fake newsem". Mówił, że analizy prowadzone przez policję jak i dziennikarzy, zakończyły się takim samym wnioskiem. - Potwierdzają, że pada jedno słowo, które określa Mateusza, [funkcjonariusza - red.] z dziewięcioletnim stażem w policji - stwierdził.

Marczak zwrócił uwagę, że treść i ton wypowiedzi uzasadniała specyfika sytuacji. - To były słowa dowódcy plutonu skierowane do Mateusza, aby usiadł. Wypowiedziane w sposób jasny i konkretny, ponieważ to była sytuacja, w której wszystko działo się dynamicznie - tłumaczył rzecznik.

Po chwili przedstawił głównego bohatera. - To jestem ja, Mateusz, dla kolegów - "Kulson". Jak widać, policjant ze słynnego filmiku istnieje. Słowa, które padły, to było "siadaj Kulson", a nie jak to, jak było insynuowane - powiedział młodszy aspirant o imieniu Mateusz i pseudonimie "Kulson". Nie zdecydował się na ujawnienie swojego nazwiska, a jego przełożeni to uszanowali.

Na miejscu był także drugi funkcjonariusz, który wydał to polecenie. - Potrzeba było policjantów do busa do nadzoru nad tymi osobami - opisywał sobotnią sytuację "Kulson".

Przyznał, że nie pamięta skąd się wzięło przezwisko, które do niego przylgnęło. - Ksywa była wymyślona około pięciu lat temu, ale nie znam jej genezy. Wymyślili ją koledzy - skomentował.

Jak dodał, ma świadomość, że jest obecnie "najbardziej znany policjantem w Polsce". - Ale nie jest to dla mnie zbyt ważne - podsumował.

Nie padły wulgaryzmy

Natomiast rzecznik Komendy Głównej Policji podkreślał, że od początku potraktowano sprawę poważnie.

- Działaliśmy stanowczo. Pierwsze informacje, które napłynęły od funkcjonariuszy, były takie, że nikt nie użył słów wulgarnych. Dowódca plutonu wydawał polecenie dowódcy drużyny, aby ten szybko wsiadł do radiowozu - relacjonował Mariusz Ciarka. - Wypowiedziane słowa były z tym związane - dodał.

Ciarka zwrócił uwagę, że pierwsze reakcje osób wypuszczanych z komisariatu 11 listopada różniły się od tych przekazywanych później. - W pierwszych wpisach [w mediach społecznościowych - red.] i wypowiedziach osób, które opuszczały komisariat pojawiały się informacje, że policja traktowała ich bardzo dobrze, że nie spotkali się z brutalnością - mówił rzecznik. - Dopiero później, gdy te osoby spotkały się z przywódcami swoich ugrupowań, zajęły zupełnie inne stanowisko. Łącznie z tą panią, która, już wiemy, kłamała - dowoził Ciarka.

Jak stwierdził, komentarze bazujące na źle odczytanych słowach policja odbiera jako pomówienie. - Nie mam już najmniejszych wątpliwości, że to jest mijanie się z prawdą - orzekł.

Policja już w niedzielę poinformowała na Twitterze, że funkcjonariusz nie obraził kobiety, która trafiła do radiowozu. "Zapewniamy, że jedyny i niepowtarzalny Kulson to chłopak sympatyczny i obdarzony dużym poczuciem humoru" - pisała na swoim profilu stołeczna policja.